Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Wymarzony Sylwester 2009

Mój wymarzony Sylwester 2009:
przespać przynajmniej tę jedną noc całą…

10 komentarzy do wpisu „Wymarzony Sylwester 2009”


Niezbyt białe święta, ale z „dzieciątkiem”…

Dzieciątko pod choinką ;)

Zawartość wózka ;) Dziewczyny z wózkiem

26 grudnia w gliwickim parku Ptaszysko z żołędziem

1 komentarz do wpisu „Niezbyt białe święta, ale z „dzieciątkiem”…”


Proszę państwa, oto Krzyś

Proszę państwa, oto Krzyś
Krzyś jest bardzo grzeczny dziś
Chętnie państwu rączkę poda…
…ma w skarpetce? A to szkoda!

Krzyś

  • Urodzony: 4 grudnia, godzina 11:39
  • Waga: 3100 g
  • Wzrost: 53 cm
  • Obwód główki: 34 cm
  • Obwód klatki piersiowej: 31 cm
  • W skali Apgar: 10 punktów

O tu, Krzyś z rodzicami:

Krzyś z mamą Krzyś z tatą

26 komentarzy do wpisu „Proszę państwa, oto Krzyś”


Jak kupowałem kabelek

W komentarzach do poprzedniego wpisu wspomniałem że chcę córce nowy „kabelek MIDI” kupić. Dokładnie to chodzi o konwerter USB-MIDI, żeby jej instrument do komputera podłączyć. Widziałem takie na Allegro za dwadzieścia-parę złotych i wyczytałem że nawet najtańsze byle-co powinno pod Linuksem zadziałać. Dzisiaj miałem do załatwienia coś na mieście, postanowiłem zobaczyć, czy gdzieś w sklepie tego nie ma. Przy okazji rozglądałem się też za jakimś fajnym ale tanim (kiepskim) mikrofonem do Performousa…

Najpierw trafiłem do sklepu z urządzeniami muzycznymi. Konwertera USB-MIDI nie mają, ale mieli/miewają… za jakieś 150zł (porządnej firmy). Pan był chyba trochę zniesmaczony tym, że ja chcę jakieś byle-co, sporo taniej. Jeszcze bardziej zniesmaczony był później, gdy pytałem o jakiś „tani mikrofon” dając do zrozumienia, że za 50zł to stanowczo za drogi. :-)

Następnie udałem się do jakiegoś sklepu komputerowego. Spytałem o mikrofony. Mieli sporo różnego badziewia, ale nic co można by trzymać w ręce i do tego „śpiewać”. Bez nadziei na sukces spytałem też o „kabelek USB-MIDI”. „Nie, takiego raczej nie. Mamy do drukarki…”. Stwierdziłem, że rozumiem, bo to raczej w muzycznym, nie komputerowym… to pani się coś przypomniało. „O, tu mam jakieś MIDI!” i pokazała jakiś zakurzony blister. Tak, to było dokładnie to, identyczne jak te na allegro. Pani stwierdziła jednak, że to drogie, że tak „po kosztach” to za 57zł mogłaby mi sprzedać. Gdy podziękowałem wspominając, że na Allegro są po 20zł zgodziła się sprzedać mi to za 30zł. „Od ponad pół roku to tu leży i nieprędko to raczej sprzedam. Myśleliśmy, że to coś innego…”. Fajnie udało mi się kupić to co chciałem, bo towar do sklepu trafił przez pomyłkę. :-)

Swoją drogą, lubię zakupy w tym sklepie i nie mogę powiedzieć, że sprzedawczyni jest niekompetentna, wręcz przeciwnie. Po prostu raz się trafił nietypowy towar.

9 komentarzy do wpisu „Jak kupowałem kabelek”


Jajcuś śpiewa – rozważania o podświadomości

Ostatnio bawię się programami muzycznymi. Tak żeby córka poza keybordem miała i jakieś muzyczne zabawki na komputerze. Ma więc już i Rosegarden i Solfege. Przy okazji dla PLD spaczkowałem też soundfonty dla fluidsynth, qsynth i coś jeszcze…

Mniej więcej w tym samym czasie na The Linux Game Tome pojawiły się wpisy o grach karaoke: Canta i Performous. Te wydały mi się interesujące przede wszystkim, że teoretycznie pozwoliły by jakoś „obiektywnie” pokazać jak Krysi idzie jej śpiewanie (oprócz nauki gry na klawiszach córka uczy się też śpiewu).

Canta coś nie za bardzo chciała mi działać, za to Performous skompilował się i uruchomił bez problemu. Od razu paczkę do PLD wrzuciłem. Udało mi się też znaleźć trochę piosenek w formacie UltraStar i wczoraj zaczęliśmy się tym bawić.

Zabawa polega na śpiewaniu piosenek do mikrofonu. Od zwykłego karaoke różni się tym, że komputer pokazuje jaki dźwięk z siebie wydaliśmy i przyznaje punkty za trafienia we właściwe nutki. Jak się można było spodziewać, Krysi szło całkiem nieźle w utworach które znała (niestety niewiele zna). Iwonka też radzi sobie świetnie w paru kawałkach. Ja też spróbowałem swoich sił…

Nie miałem żadnych wątpliwości, że nie umiem śpiewać. Z tego powodu też staram się nigdy nie śpiewać, przynajmniej nie tak, żeby mnie ktoś usłyszał ;-). Wczoraj, na potrzeby gry, zrobiłem wyjątek. Słuch muzyczny też mam specyficzny. Nie tylko słyszę, czy grają, ale potrafię docenić dobrą muzykę i bez problemu usłyszę fałszywą nutę. Ale czy ona za wysoka, czy za niska to już nie powiem. Zagra mi ktoś dwa dźwięki, a ja będę miał problem powiedzieć który wyższy, który niższy. O odtworzeniu czegoś ze słuchu na jakimś instrumencie mogę zapomnieć. Jak się pomylę grając z pamięci jakieś „wlazł kotek na płotek” to nie dojdę do tego który klawisz miałem rzeczywiście wcisnąć, tylko będę kojarzył że jest źle i mniej-więcej w którym miejscu.

No więc w Performous się wyników nie spodziewałem. A jednak, w dwóch utworach program dał mi aż ocenę „Amator” (Ika i Paskuda to „Wschodzące Gwiazdy). W niektórych fragmentach mój głos całkiem dobrze trafiał we właściwe nutki… ale ja zupełnie nad tym nie panowałem.

To wręcz odrobinę przerażające. Tak jakbym tylko zaczął ruszać ustami a z nich wydobywały się sensowne słowa w obcym języku. Czy śpiewałem tekst piosenki, czy buczałem jakieś „yyyy…” zastanawiając się co właściwie śpiewam, to w niektórych miejscach (najwyraźniej dobrze znanych mi fragmentach melodii) najwyraźniej trafiałem we właściwe dźwięki. Zastanawiałem się, czy to nie jakieś przekłamania… melodia złapana z głośników, albo coś… ale najwyraźniej nie. Ja rzeczywiście miejscami potrafię odtworzyć jakąś melodię. Właściwie nieświadomie. Gdy próbowałem coś świadomie korygować efekty były marne. Właściwie, tam gdzie nie wychodzi „samo” nawet nie wiedziałbym co robić, żeby śpiewać lepiej…

Wiadomo, że w takich rzeczach bardziej liczą się odruchy niż świadomość. Na StepManii też po prostu skaczę, nie ma kiedy świadomie przeanalizować każdej strzałki. Ale tych odruchów się nauczyłem. Na początku rzeczywiście analizowałem każdy ruch świadomie. Było to wolne i mało skuteczne, ale tak się nauczyłem właściwych odruchów. Podobnie było z nauką jazdy samochodem. Śpiewać nie uczyłem się nigdy. No, nie mogę powiedzieć, że teraz śpiewać umiem. Ale jednak umiem w pewnym zakresie modulować swój głos według konkretnej melodii. Tylko nie wiem jak to robię… To chyba jakiś wrodzony instynkt. W każdym razie interesujące.

…i ciekawe czy da się to jakoś rozwinąć? Czy jest jakakolwiek szansa, żebym mógł bez wstydu śpiewać przy ognisku? (Wstyd tym większy, że ja zawsze jestem trzeźwy) Nie liczyłbym na to… ale pytanie interesujące. :-)

8 komentarzy do wpisu „Jajcuś śpiewa – rozważania o podświadomości”