Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Czy można zaufać aptekarzowi?

Żonka-ciężarówka poprosiła mnie, żebym kupił jej coś na kaszel. Poszedłem więc do apteki i proszę o coś takiego… a pani mi proponuje „coś homeopatycznego”. Gdy przyjęła do wiadomości, że „jestem przeciwny”, dała mi jakiś syropek. Wziąłem co dała, ciesząc się, że to nie homeopatyczne…

Potem obejrzałem co kupiłem. Ani słowa na opakowaniu o kaszlu. Na szczęście o homeopatii też nie i w syropku rzeczywiście coś jest: sok z malin, porzeczek, czosnek. Może nie przeciwkaszlowe, a trochę wzmacniająco może działać.

Zajrzałem jeszcze do drugiej apteki. Tam pani na moje pytanie o lek przeciwkaszlowy co można dać kobiecie w ciąży przyznała, że tylko homeopatyczne. Tym razem tonem odpowiednim dla homeopatii ;) Uznałem, że za cukier nie będę przepłacał i do domu wróciłem z łupem z pierwszej apteki.

No i zacząłem się zastanawiać. Czy aptekarzowi można wierzyć? Z jednej strony są to ludzie, teoretycznie, wykształceni. Czegoś szkodliwego raczej świadomie nie polecą. Z drugiej strony… jeśli nic skutecznego na daną dolegliwość nie mają… Apteka to przecież sklep, a w sklepie zawsze lepiej coś sprzedać niż nic nie sprzedać. Co z tego, że to tylko wyjątkowo drogi cukier, albo „lek z kaczej wątroby” w którym prawdopodobnie więcej jest np. ludzkiego moczu niż kaczej wątroby? Czasem przecież i placebo pomoże. Zwykle klient będzie się cieszył jak cokolwiek dostanie… Tylko, że ja dziwny jestem i wolałbym prawdę. Np.: „przykro mi, nie mamy nic przeciwkaszlowego co można by kobiecie w ciąży podać bez konsultacji z lekarzem”.

41 komentarzy do wpisu „Czy można zaufać aptekarzowi?”


Wreszcie jakieś konkrety na temat grypy H1N1 i szepień

Sporo szumu ostatnio o „świńskiej grypie” i szczepionkach przeciwko niej… w tym szumie głównie polityka i różne teorie spiskowe. Na szczęście w końcu trafiłem na artykuł z konkretami: Harriet Hall „Wywoływanie lęku przed szczepieniami przeciwko świńskiej grypie”

Wreszcie dowiedziałem się o co chodzi, że podobna grypa już kiedyś zabiła miliony ludzi, że innym razem niepotrzebne ofiary spowodowało szczepienie przeciwko grypie H1N1. Dowiedziałem się jakie jest rzeczywiste ryzyko, dla kogo szczepionka jest bardziej skuteczna, dla kogo mniej. Itp. Nie wyjaśnia to czemu nasz rząd nie kupuje szczepionki (stawiam na pieniądze i nie rozumiem, czemu nie mówią tego wprost, to dobry powód), ale też nie przekonuje do obaw z tego powodu. Generalnie potwierdziło to moje przypuszczenia, że większość tego szumu który do nas dociera jest niepotrzebne i bezwartościowe.

Z fragmentów które mi się szczególnie spodobały przytoczę jeden:

Twierdzenie: Mercola mówi „Wprowadzanie organizmów do swojego ciała w celu wywołania odporności jest sprzeczne z naturą".

Fakt: Natura zabija ludzi. Działanie wbrew naturze jest tym, czym zajmuje się medycyna. Jest to dobra rzecz.

19 komentarzy do wpisu „Wreszcie jakieś konkrety na temat grypy H1N1 i szepień”


Walka z symbolami

Mimo, że nie jestem miłośnikiem kościoła, a nauczaniu religii w ramach szkoły publicznej jestem jak najbardziej przeciwny, to wcale nie podoba mi się wczorajsze orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie krzyży w szkolnych salach.

Walka z jakimikolwiek symbolami jest bezcelowa. Symbol w ten sposób tylko zyskuje siłę, a poza tym jest to praktycznie niewykonalne. Każdy symbol może się komuś nie podobać, a nie da się wszystkich z przestrzeni publicznej usunąć.

Czy ta „obywatelka włoska pochodząca z Finlandii” składała może wcześniej skargę na krzyż w fińskiej fladze?

Mnie tam krzyż w szkole czy urzędzie nie przeszkadza, dopóki nie jest tam wyposażeniem obowiązkowym i dopóki nikt nie wymaga ode mnie klękania przed nim, czy w jakikolwiek sposób „okazywania mu szacunku”. To po prostu element wystroju wnętrza. Moim zdaniem niezbyt gustowny. To przecież narzędzie tortur… no ale z gustami się nie dyskutuje, a tradycja jest tradycją.

Nawet gdy religia straci swoją pozycję, krzyż może zostać. Zapewne przybierze wtedy inne znaczenia. Myślę, że już teraz dla wielu ludzi jest to bardziej symbol śmierci/grobu niż religii. W takim kontekście jest przecież używany np. na mapach. Też z tym walczyć?

Chyba bardziej niż w szkole drażnią mnie krzyże nad wejściem np. w pokojach gościnnych w pensjonatach czy innych agroturystykach. Ale podobnie by mnie drażniły ściany pomalowane tam na różowo. I tyle.

Komentarze wyłączone do wpisu „Walka z symbolami”


Cenzura, czy autocenzura?

No i się narobiło… W związku z moim ostatnim wpisem (i tak nie dostępnym dla wszystkich) pojawiły się w stosunku do mnie dwa zarzuty:

  • Że publikuję na swoim blogu coś, co inni uważają za nieodpowiednie.
  • Że cenzuruję komentarze.

No i jestem w kropce… Bo albo powinienem wprowadzić autocenzurę, żeby się komentujący nie mogli przyczepić, albo pozostaje cenzurować komentarze, jeśli jednak pójdą one w kierunku, który mi się nie spodoba (np. zrobi się off-topiczna dyskusja o tym, czy ja szanuję cudze zdanie, czy nie). W sumie, z tych dwóch rzeczy wolę ograniczać „wolność wypowiedzi” niechcianych gości niż swoją. To mój blog i chyba do mnie należy decyzja o tym co tu się znajduje.

Długo miałem szczęście. Właściwie nie musiałem żadnych komentarzy usuwać. Nawet jak dyskusja była gorąca, to zbytnio w nikogo nie uderzała i była na temat, albo zbaczała na temat równie dobry. Usuwanie komentarzy ograniczało się do spamu i jakiejś twórczości „dzieci neostrady”, które trafiły tu przez pomyłkę i nawet po polsku nie umieją pisać. Niestety w końcu nadeszła ta chwila, gdy okazało się, że jednak z trollami trzeba brutalnie. I wcale mi się to nie podoba.

Oczywiście jest jeszcze inne opcje: zamknąć bloga, ograniczyć dostęp do wąskiej grupy użytkowników albo zablokować komentarze. Te jednak odrzucam, bo główną wartością tego miejsca dla mnie jest jednak to, że ktoś to czyta, że mogę poznać zdanie innych na dany temat. Że jednocześnie dzielę się swoją notką z cząstko tutejszego joggerowego społeczeństwa, grupką wirtualnych przyjaciół. Dokładnie niezdefiniowaną grupką. Jakiekolwiek próbowałbym listy dostępu tworzyć, kogoś z tej grupki wykluczę.

Czarne listy też nie mają sensu, bo jak troll się uprze, to i tak znajdzie sposób, żeby uprzykrzyć życie. A nawet jeśli nie, to czy zasługuje na specjalne traktowanie, żeby go aż gdzieś do konfiguracji wpisywać? Poza tym, znowu będę tym złym, który odmawia ludziom prawa do wyrażenia swojego zdania (tylko czemu na moim blogu? wśród moich gości, a nie kolegów trolla?).

No cóż… ostatnio prowadzenie bloga kosztuje mnie trochę za dużo nerwów… ale przecież w końcu znowu się uspokoi i będzie jak dawniej. Pusto i nudno ;).

37 komentarzy do wpisu „Cenzura, czy autocenzura?”