Wczoraj znowu wybrałem się na koncert zespołu, którego wcześniej w ogóle nie znałem. XIII. Století to podobno czeska legenda rocka gotyckiego, porównywana z naszym Closterkellerem. Na Closterkellerze było fajnie, a właśnie przyszedł czas, żeby znowu się trochę rozerwać i odstresować.
Oczywiście przed koncertem przesłuchałem próbki (video) z Last.fm, ale nie powalały na kolana. Mimo wszystko wystarczająco dobre, żeby nie zniechęcić. Tak więc trzy dni temu kupiłem bilet, a wczoraj pojechałem na koncert.
Przed Stoleti zagrał zespół Poison Words, ten sam, co przed koncertem Closterkeller. I znowu zrobili na mnie całkiem pozytywne wrażenie. Zagrali chyba nawet lepiej niż poprzednio, ale może to być po prostu efekt tego, że już słyszałem te utwory. Publiczność domagała się bisów, ale stwierdzili, że jeszcze inny zespół ma zagrać i uciekli. Trudno. Na gwiazdę wieczoru trzeba było jeszcze trochę poczekać…
Czesi pojawili się na scenie dokładnie o 21:00. Od razu rzuciła mi się w oczy przepiękna dziewczyna przy klawiszach („klawiszówka”?). Na początku występu mogli zagrać cokolwiek i tak byłbym zachwycony wpatrzony w cudowny uśmiech… ;-) W końcu jednak i muzyka zaczęła do mnie docierać.
Grali naprawdę świetnie. Publiczność bawiła się wspaniale. Trochę mnie zaskoczyło jak ludzie śpiewali razem z zespołem, ale chwile potem sam się darłem „Elizabeth!” (takie pojedyncze słowa byłem w stanie wyłapać :)). W ogóle, dawno na koncercie nie widziałem takiej radosnej atmosfery. I to mają być mroczne klimaty? ;-)
Bisowali dwa razy. Niestety, kiedyś koncert musiał się skończyć. Ja wyszedłem bardzo zadowolony.






