19 kwietnia 2009
13:27:35
|
kategorie:
imprezy,
muzyka,
Na koncercie Closterkellera ostatni raz byłem z kilkanaście lat temu, w domu kultury w Pyskowicach. Wtedy grali dla prawie całkiem pustej sali. Było więc dziwnie, ale fajnie.
Nie byłem więc na ich koncercie dawno. Ostatnią płytę („Cyan”) kupiłem też jakoś w tamtym czasie. Nie śledziłem też uważnie poczynań zespołu od tamtego czasu, ale wciąż ich lubię. Więc jak tylko się dowiedziałem, że mają grać w gliwickiej Fabryce Drutu, to uznałem, że muszę tam być.
Koncert był wczoraj. Tak jak się spodziewałem, zebrało się sporo towarzystwa w ciemnych strojach, kobiety często w powłóczystych wydekoltowanych sukniach. O dziwo, nikt się nie wymalował jak idiota. ;-) Wiekowo nie było tak źle, spodziewałem się jakiejś smarkaterii, ale byli głównie studenci, a nawet parę starszych ode mnie osób.
Przed gwiazdą wieczoru zagrały dwa młode zespoły: Poison Words i Anamnezis. Dawali radę. Mnie bardziej podobał się ten pierwszy, szczególnie przy „mocniejszych” kawałkach.
W końcu pojawiła się Anja z zespołem. Wystąpiła nietypowo, bo „w cywilu” — zapomniała swojej goth-kreacji, ale pokaz goth-mody już zrobiły wokalistki wcześniejszych zespołów. :-)
Już od pierwszego utworu poraziła różnica w brzmieniu między młodzieżą, a mistrzami. Anja z chłopakami dali czadu. Co ciekawe, większość z zagranych utworów dobrze znałem. Chyba duża część programu pochodziła z płyt Violet i Cyan, które znam najlepiej. Nowa płyta podobno szykuje się wkrótce.
Na sali (której klimat był raczej „industrial” niż „gothic”) nie było, pełno, ale też nie świeciła pustkami. Tak w sam raz. Wydaje mi się, że wszyscy bawili się bardzo dobrze, a jednocześnie było spokojnie (bez pijanego towarzystwa wpadającego na ludzi itp.). Całkiem milusi koncercik.
Po koncercie organizator zapraszał na „after party” w klubie muzycznym [Sic!]. Zajrzałem, ale uznałem, że nic tam po mnie i spacerkiem wróciłem do domu (dotarłem trochę przed pierwszą). I podobno nawet papierosami nie śmierdziałem. :)
11 kwietnia 2009
20:17:54
|
kategorie:
oprogramowanie,
w sieci,
wypoczynek,
Przyszedł sezon rowerowy, to i mój GPS wrócił do łask. Skoro GPS, to fajnie by było sobie jakieś mapy do tego przygotować, czy nanieść przejechaną trasę na mapę. Niestety z mojego ulubionego Vikinga usunięto wsparcie dla map Google (na wniosek samego Google). Zamiast tego został podobno OpenStreetMap. Postanowiłem się więc przyjrzeć temu projektowi… i wsiąkłem. ;-)
Okazało się, że mają już niezły kawałek Gliwic opisany. Do tego proste w użyciu edytory. Sam ściągnąłem sobie JOSM. To ten „poważniejszy”, podstawowy edytor dla tego projektu. Oprócz tego jest jeszcze prosty webowy edytor Potlatch i parę innych. Wczytałem do JOSMa trasę swojej ostatniej wycieczki (do Wilczego Gardła)… i nie mogłem się powstrzymać przed dodaniem paru dróg do mapy. Od paru dni ciągle coś tam dodaję: trochę na podstawie przejechanych tras, trochę z pamięci (nie trzeba więcej, żeby wrysować coś pomiędzy istniejące drogi), trochę ze zdjęć satelitarnych (w JOSM dla mojej okolicy dostępne są zdjęcia Landsat, wystarczają do określenia obrębu lasu, czy jeziora). Parę uliczek przerysowałem też ze skanu starej (rok 1942) niemieckiej mapy, znalezionego kiedyś w sieci. Ze względów licencyjnych nie wolno przerysowywać ze współczesnych map, objętych prawem autorskim, ale tak jest nawet ciekawiej. ;-)
Na mapę Gliwic dodałem rzekę Kłodnicę, z zestawem mostów, dwie polne drogi, parę kilometrów ścieżki rowerowej i trochę drobiazgów. Już widzę (na wyrenderowanie gotowej mapy trzeba trochę poczekać), że parę rzeczy wyszło nie najlepiej, ale myślę że chociaż trochę projekt na moje pracy zyskał.
Fascynujące jest to, że na tej mapie można umieścić praktycznie wszystko i może ona służyć nie tylko jako mapa drogowa (zdaje się, że taki był pierwotny cel projektu), ale i turystyczna, czy rowerowa (w ten sposób powstaje OpenCycleMap. Zależnie od wybranego zbliżenie może przedstawiać sieć głównych dróg krajowych i wojewódzkich, albo układ alejek w parku.
Jak mi się zabawa za szybko nie znudzi, to powinno mi się udać opisać jeszcze parę z Gliwickich tras rowerowych (najlepiej byłoby zrobić komplet). Przynajmniej mam temat i motywację na najbliższe przejażdżki. :)
05 kwietnia 2009
15:19:14
|
kategorie:
natura,
zdjęcia,
Dzisiaj, tradycyjnie, wybraliśmy się do Szałszy. Dziewczyny na konie, a ja wreszcie mogłem poszaleć z aparatem. Wybrałem się więc dokumentować oznaki wiosny: