Z pamiętnika kuracjusza – zabiegi
Poza pierwszymi dwoma dniami i weekendem (ale nie w każdą sobotę będę miał tak dobrze) cały dzień jest zorganizowany przez Plan Zabiegów. Pierwszy zabieg może się zaczynać np. o 7:10, a ostatni o 16:35, w sumie mam ich do sześciu dziennie, a w ostatnim tygodniu nawet po siedem. A zabiegi są różne...
Gimnastyka grupowa
Pierwotnie miałem ustaloną na 9:15, ale zaczęło mi kolidować z innymi zabiegami. Przestawiłem więc na 7:45. Przez to śniadanie, które miało być o 8:00, jem o 7:20... skoro i tak budzę się wcześniej, to nawet dobrze się ułożyło.
Grupa składa się z trzech osób, które robią ćwiczenia według instrukcji prowadzącej. Jest to o tyle lepsze od gimnastyki, jaką miałem w Gliwicach, że nie musimy sami pamiętać wszystkich ćwiczeń i pilnować wykonywania ich jak należy i po kolei. Do tego, codziennie jest nieco inny zestaw, więc jest ciekawie. No i nie ma tak, jak wcześniej miałem, że wszystkie ćwiczenia na leżąco lub w klęku podpartym. W sumie tych ćwiczeń jest pół godzinki dziennie.
Pierwsze dwa razy wyjątkowo mi się podobały, bo pani nie tylko mówiła co
mamy robić, ale też sama pokazywała. Na przeciwko mnie. W bluzeczce z fajnym
dekoltem... a ma co w tym dekolcie pokazać. :-) Potem pani się
zmieniła i takie atrakcje się skończyły. Ale nadal gimnastyka nie jest zła.
UGUL
Druga część zajęć na sali gimnastycznej. Tym razem o 13:30, czyli zaraz po obiedzie. Kładę się na łóżku w metalowej klatce, a pani mnie podwiesza na linkach. Od pasa w dół wiszę i macham na boki nogami. Najpierw dziesięć razy obiema razem, potem dziesięć razy każdą w innym kierunku (rozkroki). I tak przez 15 minut...
Laser
O tym już wspominałem. Od poprzedniego czasu przyjrzałem się maszynie. Najwyraźniej kreśli promieniem lasera spirale na moich plecach. Najpierw dziesięć minut z lewej strony, potem dziesięć z prawej.
To ćwiczenie i wszystkie następne są o zmiennych porach – każdego dnia może być inaczej. I teoretycznie terminy są nienaruszalne. W praktyce panie rehabilitantki nawet proszą o to, żeby próbować przyjść wcześniej i rzeczywiście udaje się szybko wszystko załatwić.
TENS
To, czyli prądy
już też miałem w Gliwicach, ale i w tym przypadku
tutejszy sprzęt wydaje się dużo nowocześniejszy. Tam na zabieg musiałem
przynieść kawałek gazy, przez który (po namoczeniu) pani podłączała do mnie
elektrody. Tutaj maszyna ma wbudowaną pompę, a elektrody są na przyssawkach.
Podczas zabiegu mam cztery takie przyssawy na plecach. A po zabiegu przez
jakiś czas ślady w kształcie okręgów.
Natrysk płaszczowy
Pierwotnie nie miałem tego zapisanego, ale po zamieszaniu z moim planem
zabiegów, dopisali (możliwe, że bardziej dlatego, że mieli wolne miejsca, niż
dlatego, że mi bardzo potrzebne). Zabieg polega na tym, że wchodzę do
beczki
(otwartej z jednej strony), w której, z boków, ze wszystkich
stron leci na mnie ciepła woda. Ja mam się w tym czasie tam powoli obracać.
Oczywiście na golasa, ale widziałem że niektóre wstydliwe dziadki na to i na
bicze chodzą w slipkach. :-)
No właśnie – w tym samym pomieszczeniu są też bicze wodne. A ja na
początku nie mogłem go znaleźć (pomieszczenia dziwnie były ponumerowane
i brakowało tego numerku). W końcu znalazłem – i wlazłem tam, gdy akurat
jedna pani była biczowana
. Przynajmniej kawałek cycka sobie zobaczyłem
;-). Potem już grzecznie unikałem wchodzenia gdziekolwiek
nieproszony (przez co np. okładów borowinowych mógłbym się nie doczekać).
Okłady borowinowe
To też lekarka dopisała mi w ramach łatania dziur w planie. Trochę
liczyłem na taplanie się w błotku, ale nie. Tutaj mają plastry
borowinowe
. Kładę się na brzuchu, a pani mi kładzie taki gorący placek na
plecach. Potem przykrywa grubymi ręcznikami, żeby ciepło nie uciekało. I leżę
tak 20 minut. Chyba kiedyś tam zasnę, bo ten ciepły okład działa na mnie
bardzo usypiająco. Zaraz po zabiegu jestem trochę obolały i sztywno chodzę,
ale potem jest ok.
Magnetoterapia i masaże
W planie mam jeszcze magnetoterapię, masaż suchy
i masaż
podwodny
, ale to dopiero za jakiś czas. Pole magnetyczne od szesnastego,
masaże od osiemnastego. Wtedy pewnie napiszę więcej na ten temat.
Z jakiegoś powodu nie zapisali mnie na basen. Na początku nie było mi bardzo szkoda, bo tu basenu nie ma i gdzieś trzeba dojeżdżać na pół godziny zajęć. Ale koledzy wczoraj byli i bardzo sobie chwalą – teraz zaczynam żałować, że się u lekarza nie upomniałem. Trudno.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
10 czerwca 2008 10:11:22
Nie za krótka przerwa między śniadaniem a gimnastyką?