Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Kalendarzowo

Ja mam pamięć dobrą, ale krótką – jak to mój tata mówi. Potrafię zapomnieć o wszystkim, jak mi się w porę nie przypomni. Pół biedy jak zapomnę, że właśnie posłodziłem herbatę i wrzucę kolejne trzy łyżeczki (serio, zdarza mi się), gorzej jak się np. z kimś umówię, a potem nawalę.

Dlatego zawsze ciągnęło mnie trochę do elektronicznych przypominaczy. Jednak zwykle i tak nie znajdowałem dla siebie nic odpowiedniego. Nie może to być coś, do czego miałbym ciągle zaglądać (dlatego odpadają papierowe terminarze), najfajniej by było, jakby nie trzeba było nawet tam nic wpisywać (ale tego to już się raczej nie przeskoczy)... Dobrze, żeby wpisać można było wszystko, i przypominać o ważnych sprawach mogłoby to mi zawsze i wszędzie (no chyba, że śpię – budzić mnie nie może)...

Próbowałem paru kalendarzy komputerowych. Kombajnów typu Evolution nawet nie tykałem – do poczty mam mutta, a nie kalendarz! W ogóle chciałem uniknąć GUI – uruchomienie Xów nie powinno być wymagane dla przypomnienia o ważnej sprawie. Z drugiej strony... jak już te Xy mam odpalone (zwykle mam), to fajnie jakby przypomnienie było w jakimś okienku... Konsolowe programiki tego typu miały jeszcze jeden feler – jakiś własny format danych niekompatybilny z niczym. Właściwie obsługa czegoś takiego niewiele się różniła od obsługi crontaba – do sensownego używania trzebai by sobie to nieźle oskryptować. A ja przecież chciałem coś, co by mi samo przypominało, a nie wymagało programowania...

Oczywiście praktycznie wszystkie rozwiązania oparte o komputer miały pewną wadę: mogły mi o czymś przypomnieć tylko wtedy, gdy akurat byłbym przy komputerze. Czasem nawet wymagały, żeby je specjalnie uruchomił. Dlatego doceniłem aplikację kalendarza w telefonie. Wtedy to był jakiś pierwszy Sony-Ericsson. To była pierwsza przypominajka, którą w miarę regularnie używałem. Jakieś wizyty u dentysty itp. tam wpisywałem. Potem, w dużo prostszym Samsungu X200 też. Już wtedy uznałem, że fajnie byłoby komórkowy terminarz synchronizować z komputerowym, ale szybko się przekonałem, że raczej nic mi z tego nie wyjdzie. Po pierwsze wciąż brakowało mi odpowiedniego kalendarza w komputerze, a po drugie wymiana jakichkolwiek danych między tym Samsungiem a Linuksem była praktycznie niemożliwa (odniosłem umiarkowany sukces jedynie w przypadku książki adresowej).

Używając sobie po trochy komórkowego kalendarza wciąż kombinowałem z kalendarzami w komputerze. Gdy usłyszałem, że Google Calendar potrafi wysyłać SMSy, to postanowiłem to wypróbować. Nie bardzo mi się podobało, że swoje plany, czy wręcz rozkład dnia, miałbym publikować w sieci, ale coś za coś. Wyglądało na to, że w tej aplikacji Google mógłbym łatwo wprowadzać swoje terminy, a przypomnienia przychodziłyby mi na komórkę. Przy okazji dostałbym parę łebdwazerowatych bajerów, jak publikacja kalendarzy, czy rozsyłanie terminów do znajomych. Przez jakiś czas się tym bawiłem, powpisywałem różne terminy... czasem dziwne rzeczy z tego wychodziły (aplikacja nie działała idealnie). A najgorsze było to, że Google potrafiło mi wysyłać SMSy w środku nocy, co było dość nieprzyjemne, gdy zapomniałem wyłączyć telefon... No i aplikacja webowa, to nie to, co tygryski lubią najbardziej.

Jakiś czas później trafiłem na ogłoszenie o nowym wydaniu Sunbirda. Pomyślałem sobie, że to może wreszcie będzie jakaś użyteczna aplikacja kalendarzowa pod Linuksa. Trudno, że GUI. Przynajmniej używa jakiś otwartych standardów... i nawet jest wtyczka do Google Calendar. Zainstalowałem sobie więc tego słonecznego ptaszka i zasubskrybowałem swój googlowy kalendarz. Rzeczywiście dało się tego używać. Żeby nie publikować wszystkich swoich spraw w Google zrobiłem sobie dodatkowy lokalny kalendarz. Potem z lokalnego zrobiłem sieciowy (opublikowany przez WebDAV na moim serwerku), bo przecież nie z jednego komputera korzystam. Pobawiłem się trochę... i jakoś nie zacząłem regularnie z tego korzystać. Jak coś było na tyle ważne, że potrzebowałem przypomnienia, to i tak wpisywałem w komórkę. Dla innych spraw nie chciało mi się kalendarza odpalać.

W końcu kupiłem sobie nową komórkę. Już wybierałem pod kątem obsługi jakiś standardów wymiany informacji. Zakładałem, że taką nowoczesną komórkę, obsługującą standardy łatwo ze swoim Sunbirdem zsynchronizuje. Rzeczywistość okazała się niestety nie taka piękna. Do sychronizacji takich urządzeń pod Linuksem jest właściwie tylko OpenSync (inne aplikacje zwykle korzystają z tej biblioteki), a ja nieźle musiałem się nagimnastykować, żeby tym jakiekolwiek dane między komputerem a telefonem wymienić. A przy synchronizacji kalendarza znikały z terminów informacje o przypomnieniu, czyli to, co dla mnie najważniejsze. Zgłosiłem swoje problemy na odpowiednią listę mailową i nic. Nie wygląda, żeby w tej kwestii miało się coś zmienić.

Nie poddałem się jednak. Skoro telefon ma funkcje synchronizacji, to musi się dać to wykorzystać. Jest funkcja synchronizacji online, może to się nada? Najpierw sprawdziłem Google Calendar, przecież taka aplikacja, takiej poważnej firmy musi mieć taką funkcjonalność... gdzie tam. Wygląda na to, że Google SyncML zignorowało. No to rozejrzałem się za jakimiś publicznymi serwerami SyncML. Spośród paru kandydatów najbardziej przekonało mnie ScheduleWorld. Po poprzednich doświadczeniach miałem spore wątpliwości czy to zadziała, ale spróbowałem... i zadziałało.

Teraz na komputerze mam Sunbirda, w nim swój sieciowy kalendarz i wtyczkę (rozszerzenie) ScheduleWorld. Jak dodam na komputerze termin i wcisnę sync, to po uruchomieniu synchronizacji w telefonie i tam się ten kontakt pojawi. Tak samo w drugą stronę – kontakt dodany w telefonie pojawi się na komputerze. Zachowane są przy tym informacje o przypomnieniach. Był jeden problem – zdarzenie wpisane w komputerze na całą dobę w telefonie było widoczne jak dwudniowe (od 00:00 jednego dnia, do 00:00 drugiego dnia). Okazało się jednak, że wystarczy zaznaczyć jedną opcję w ScheduleWorld i problem zostaje rozwiązany. Jest tam też sporo innych przełączników, umożliwiających ominięcie potencjalnych problemów z innymi urządzeniami.

Do pełni szczęścia brakowało mi jeszcze jednej funkcji – jakieś minimum funkcjonalności bez potrzeby odpalania Xów. No to napisałem sobie Pythonowy skrypt, przy użyciu biblioteki icalendar, który wyciąga dzisiejsze i jutrzejsze terminy z mojego kalendarza (niech żyją otwarte formaty plików!). Lista ta jest wyświetlana przy logowaniu. Wydaje mi się to rozsądnym sposobem przypominania mi o rzeczach, dla których alarm z telefonu byłby przesadą.

No to wydaje mi się, że już mam użyteczny zestaw, z którego będę w stanie regularnie korzystać. Jedyna słabość, to publiczny serwer, który pośredniczy w synchronizacji z komórką... no cóż, czasem można poświęcić odrobinę prywatności dla wygody. I chyba nie mam zbyt dużych powodów, żeby ScheduleWorld nie ufać.

Teraz pytanie: czy rzeczywiście będę z tego wszystkiego korzystał, czy dalej tylko raz na ruski rok coś sobie w komórkę wklepię?


Komentarze

Andrzej Dopierała

31 marca 2008 18:59:26

cóż – ja używam webcalendar. i jak na razie mi wystarcza ;> aczkolwiek synchronizacji z komórką kapkę brakuje – pobawię się w wolnej chwili™ Twóim zestawem, może coś z tego wyjdzie…

Arietta

31 marca 2008 19:11:59

Ja używam zwykłego ‘przypominacza’ w telefonicznym kalendarzu i nie mam tylu problemów;> A zapisuję wszystko i od razu, bo sklerozę mam od zawsze postępującą;)

Jajcuś

31 marca 2008 19:45:30

Arietta: ale ja jestem zboczony i wszystko chcę mieć w swoim komputerze… nawet jak później i tak się to okazuje niepraktyczne. ;-)
No i jeszcze jedna sprawa: głupio było by stracić „całą swoją pamięć” wraz z telefonem…

Krystek

31 marca 2008 20:45:30

Hmm, ale w Google da się przecież ustawić na tym webowym kalendarzu czy zdarzenie ma być widoczne dla wszystkich, dla zalogowanych czy jedynie dla Ciebie.

Jajcuś

31 marca 2008 20:49:37

Krystek: Ale wciąż dane leżą na cudzym serwerze. Niektóre terminy (np. spotkania biznesowe) mogą być poufne i nieodpowiedzialne byłoby ich publikowanie na cudzym serwerze (nawet jeśli będą oznaczone jako „prywatne” i widoczne tylko dla mnie).
Oczywiście ze ScheduleWorld jest ten sam problem. Ale ten przynajmniej nie przetwarza moich danych dla celów reklamowych i ogólnie ma mniej informacji na mój temat (celowo odpuściłem sobie synchronizację książki adresowej przez SW).

aliceq niekontaktowa z bolem g

31 marca 2008 22:39:48

Juz jak mi to na jabberze mowiles to korcilo spytac o dokladniejsze wytlumaczenie – u mnei skleroza zaczyna postepowac na maksa. Juz nie tylko slodze dwa razy, a potrafie z kubkiem wejsc do kuchni i zapomniec po co ;)

no ale jak juz napisales to masz przerabane ;) bo bede czarowac, a jak sobie nie poradze to wiesz… hehe trzeba Cie bedzie zgwalcic o pomoc ;) muhehe

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...