Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Z pamiętnika hipochondryka

Generalnie zdrowieję. Długie i szybkie spacerki nie są dla mnie problemem. Ból w nodzę czuję, ledwo-ledwo, jedynie gdy sobie o nim przypomnę. Ale zdarzają się też wpadki. W sobotę źle się zabrałem za podnoszenie laptopa i mój krzyż zaprotestował, trudno się było chociażby wyprostować (przy wszelkim ruchu ból mówił stop, ale i tak mniejszy ból niż bywał). Chwilkę poleżałem i o tym incydencie mogłem zapomnieć. Niestety coś podobnego zdarzyło się i w niedziele – nie mogłem wstać od świątecznego stołu (pewnie dlatego, że był za niski i się pewnie nad nim garbiłem). Poza tymi incydentami choróbsko raczej nie dawało mi w kość. A pozwalałem sobie nawet na delikatne granie na StepManii (podobno dalej wymiatam, mimo inwalidztwa)...

Na dzisiaj przypadł termin kolejnej wizyty kontrolnej w przyszpitalnej poradni neurochirurgicznej. Zerwałem się więc skoro świt z łóżka (7:15, a ostatnio pozwalałem sobie na dłuższe wylegiwanie się) i pojechałem do Bytomia. Tam okazało się, że mojego lekarza prowadzącego nie ma (fizycznie był, bo go widziałem, ale podobno po nocnym dyżurze nie mógł już zostać w poradnie – te nowe przepisy) i przyjmował inny.

Ten doktor wydał się trochę bardziej zainteresowany moim stanem zdrowia. Nie tylko przepytał, ale i obejrzał, kazał się schylić i dotknąć palcami podłogi (dowcipniś). Stwierdził, że powinienem iść na rehabilitację, zdziwił się, że jeszcze żadnego skierowania nie dostałem. W ogóle powiedział, że krzywy jestem i trzeba mnie naprostować. Zalecił też kąpiele w soli (niech pan wsypie 3kg soli do wanny... tu mu przerwałem, bo wanny nie mam). Sam jednak żadnego skierowania nie wypisał. Do poradni to podobno lekarz pierwszego kontaktu powinien wypisać, a do sanatorium itp. ten, który mnie operował (czyli ordynator, ale on przecież wyznaczył mi innego lekarza prowadzącego). Dostałem tylko receptę na lek rozluźniający (a mam takich trochę w szafce, zapomniałem się spytać, czy to to samo, ale pewnie tak).

Dostałem też kolejne L4, do 23 kwietnia (bo powinien pan na te zabiegi chodzić, a nie do pracy), mimo, że mówiłem, że nie chcę. No cóż, uznam, że się zgubiło i do ZUSu nie dostarczę. A'propos chorobowego i ZUSu... dziś listonosz mi przyniósł kolejną ratę: 147zł ;-)

Wychodząc ze szpitala pomyślałem, że czas sobie załatwiać tę rehabilitację, a skoro już i tak jeżdżę samochodem, to mogę sprawdzić tę poradnię na drugim końcu Gliwic, co mi neurolog polecała jako najlepszą. Do tej neurolog dużo zaufania nie mam, ale tam gdzie dotychczas chodziłem niekoniecznie było najlepiej. Wykombinowałem sobie też, że może wystarczy jakieś stare skierowanie, które wciąż gdzieś mam. Co prawda skierowanie było jeszcze sprzed operacji, a więc do czegoś innego, ale uznałem, że jak i tak lekarz ma mnie badać i zalecać zabiegi, to może każdy papierek będzie równie dobry... Niestety, w recepcji poradni wyprowadzili mnie z błędu – potrzebuję nowego skierowania. Mimo to pani zapisała mnie na wizytę 9 kwietnia, wtedy mam przyjść ze skierowaniem.

Jak już tak dobrze szło, to postanowiłem spróbować od razu załatwić skierowanie. Zadzwoniłem do swojej przychodni, spytać się, czy przyjmie mnie jakiś lekarz, ale było zajęte, to pojechałem w ślepo. Moja pani doktor była, ale przyjmowała już tylko ostatnich, wcześniej zarejestrowanych, pacjentów (potem pewnie jechała na wizyty domowe). Wyjaśniłem jednak pani w recepcji co potrzebuję. Pani wydrukowała kupon i napisała na nim co jej podyktowałem, zaniosła pani doktór do gabinetu do podpisania i mam skierowanie. Całkiem dużo udało mi się załatwić jednego dnia, a kręgosłup nawet za tę jazdę samochodem za bardzo się nie mścił.:-)


Komentarze

AlchemyX

26 marca 2008 21:35:20

Znaczy, że pora na nowego lżejszego laptoka :)

Arietta

26 marca 2008 22:12:12

Widzę, że znowu możesz zaopatrzyć się w waciki;)

A rehabilitacja rozrusza zastane mięśnie.

Kasia

26 marca 2008 22:36:02

dziś się z Tobą solidaryzuję – w krzyżu mnie dziwnie łupie;)

Marcin Kubus

26 marca 2008 22:45:49

Ehhh.. tak sobie czytam od dawna całego bloga, a między innymi „z pamiętnika hipochondryka” i zaczynam sobie chyba właśnie zdawać sprawę, z tego że „mam gdzieś, to jak od 10 lat siedzę przy komputerze i nic mi nie będzie” to ślepa uliczka…

Krystian

28 marca 2008 01:01:07

„nie mogłem wstać od świątecznegnie mogłem wstać od świątecznego stołu (pewnie dlatego, że był za niski i się pewnie nad nim garbiłem).”
A może tyle zjadłeśi nie byłeś w stanie tego unieść... ;)

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...