Hey
Ile można siedzieć w domu, chodzić na spacerki i słuchać muzyki z radia
w komórce? Wczoraj więc wybrałem się na koncert Hey w zabrzańskim Wiatraku.
Poprzedni ich koncert bardzo mi się podobał, a i forma już mi pozwala na takie
wypady. Żonka mi nawet pozwoliła wziąć samochód. :-)
Tym razem nie chciałem spędzić godziny w prawie pustym klubie, więc
postanowiłem przyjechać tam trochę po oficjalnej godzinie rozpoczęcia
.
Niestety miało to swoje minusy – pod Wiatrakiem nie było już gdzie
zaparkować, więc musiałem kilkaset metrów się przejść. Nie mogłem więc
zostawić kurtki w samochodzie, przez co musiałem jeszcze odstać swoje
w kolejce do szatni przed i po koncercie.
W samym Wiatraku nieco zmieniło się od ostatniego razu. Scena została przeniesiona na lewą ścianę – jest teraz większa i nie ma kolumny po środku. Może straciła trochę z klimatu, ale za to jest praktyczniejsza. Szatnie wylądowały tam, gdzie kiedyś były garderoby. Dla publiczności chyba też jest teraz odrobinę więcej miejsca.
Sam koncert oczywiście świetny. Na początku przeboje ze starych płyt. Trochę mnie zaskoczyło jak dobrze je znam, przecież słuchałem tego naście lat temu. Ale prawie cała publiczność śpiewała z Kasią, mimo, że większość z tych ludzi chodziła do przedszkola, gdy te utwory powstawały. Teksty (te dobrze znane, jak i nowe), jak i pełen emocji głos Kasi sprawił, że chwilami łezka się w oku zakręciła. Reszta zespołu też zapewniła spory kawałek dobrego rocka.
To co po raz kolejny zrobiło na mnie wrażenie, to jak zespół wychodził na
scenę: widać, zagrać porządny koncert, a nie pajacować. Młode zespoły zwykle
ubierają się, malują i zachowują tak, żeby się w ten sposób wyróżnić, a ci
weszli ubrani normalnie (no może z wyjątkiem klawiszowca, pod krawatem
:-)) i po prostu zrobili swoje. I obyli się bez piwa i bez
papierosów na scenie (to akurat grzechy niektórych doświadczonych wykonawców).
To się nazywa profesjonalizm.
Tym razem nie miałem większych problemów ze zrozumieniem tekstów – albo poprawiła się akustyka lokalu, albo akustyk zrobił lepszą robotę, albo... przygotowałem swoje uszy muzyką ze słuchawek. Z Wiatrakowych uprzykrzeń zostało jedno: idioci, a głównie młodociane idiotki, z papierosami... Jak papierosa przy piwku przy stoliku jeszcze mogę zrozumieć (chociaż też mi się to nie podoba), to w środku rozbawionego tłumu, gdzie jeden na drugiego wpada, a i oddychać i tak nie ma czym, palenie jest dla mnie zupełnym idiotyzmem. Do domu wróciłem śmierdzący.
A teraz mam problem... po takim koncercie chciałoby się płytę kupić
i znowu nie wiem którą...;-)
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
16 marca 2008 15:00:03
a to nie była ta trasa akustyczna? to by wyjaśniało lepszą słyszalność...;)