Wreszcie, moje kalectwo zrekompensowane! ;-)
Odwiedził mnie dziś listonosz. Przyniósł świstek papieru i pieniądze. Moje chorobowe za półtora miesiąca. Całe 210zł!
I po cholerę ja te zwolnienie brałem? Wcześniej unikałem, ale przed
operacją poradziłem się doradcy z biura rachunkowego. I stwierdził, że warto
brać. W szczegóły nie wnikałem i wziąłem. Tydzień temu na wizycie kontrolnej
też. A to co dostałem ma się nijak nawet do tego czego nie zarobiłem leżąc w
szpitalu, nie mówiąc o całym okresie niezdolności do pracy
. Teraz
żałuję, że kolejny kwitek poszedł do ZUSu, bo przecież na zwolnieniu nie mogę
robić nic (poza robieniem przelewów do ZUS itp., bo z tym nie
mogę się spóźnić nawet jakbym umierał)...
Ale czego ja się spodziewałem?...
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
05 marca 2008 13:37:35
Coś podejrzanie mało jak na półtorej miesiąca…