Z pamiętnika hipochondryka
Przez ostatnie parę nocy kiepsko spałem. Trudno powiedzieć czemu. Przez kilka ostatnich dni trochę bolały mnie mięśnie (zwalałem to na ambitne spacerowanie) i czułem się dość zmęczony (skoro nie sypiałem dobrze...).
Wczoraj po powrocie z poradni czułem się dość źle, ale uznałem, że to po prostu efekt podróży i stresu. Dzisiaj znowu byłem na godzinnym spacerku, potem dwa razy odwiedziłem pocztę, żeby wysłać L4 i brakujące papiery do szpitala. Po powrocie do domu stwierdziłem, że raczej nic więcej nie zdziałam. Padłem na łóżko i nie miałem ochoty się ruszać. Z ciekawości zmierzyłem sobie temperaturę, spodziewając się jakiś 35 stopni...
A tu niespodzianka: 37.8 (jak na mnie, to sporo)... Co jest?! Dawno chory
nie byłem? Ale wyjaśniło się czemu jestem taki padnięty i czemu wszystko mnie
boli (ale co to za ból? w porównaniu z grudniowym – żaden). Chyba
jakieś grypsko złapałem... :-( Fajnie, dawno u lekarza nie
byłem...
Co ciekawe, kataru prawie nie mam (mniej niż zwykle, bo coś przeciwalergicznego ostatnio zacząłem brać), gardło ledwo zaczyna, ale to jakoś dziwnie, bo od zewnątrz. Tylko te mięśnie, czasem głowa no i zmęczenie... Przynajmniej mam pretekst, żeby odwiedzić lekarza pierwszego kontaktu i opowiedzieć jej o operacji, bo już się, podobno, o mnie dopytywała.
Śledzenie komentarzy (RSS)
28 lutego 2008 18:46:25
to już siedemnasty odcinek… czekam na serię „z pamiętnika życia miłośnika”;)