Z pamiętnika hipochondryka
No to byłem dzisiaj z wynikami rezonansu u neurologa. Pani doktor
powiedziała, że tak jak sądziła, to wypadnięty dysk (wcześniej nie byłem
pewien, czy przepuklina jądra miażdżystego
to rzeczywiście to).
Powiedziała, że neurochirurdzy i ortopedzi czasem takie coś operują (ortopedzi
podobno lepiej), ale ona nie zaleca. Mnie też się na stół operacyjny nie
spieszy. Więc dalej to samo leczenie: leki przeciwzapalne, rozluźniające,
rehabilitacja. Mam chodzić na basen i się oszczędzać. Z nowości dostałem tylko
zlecenie na sznurówkę lędźwiową
(taki gorset).
Z przychodni do apteki po leki i do NFZ po podbicie zlecenia. W NFZ
oczywiście okazało się, że brakuje pieczątki (już po drodze się tego
obawiałam) i niech pan tam podskoczy do rejestracji, to niedaleczko
.
Niedaleczko k... Niedaleczko to było, jak mnie nic nie bolało. Ale w sumie
daleko też nie było, więc w miarę szybko to załatwiłem. Z NFZ prosto do sklepu
medycznego, gdzie sobie rzeczony gorsecik kupiłem. Na miejscu przymierzyłem
dwa: M
i L
, ostatecznie przyjąłem, że na te święta mi brzuch nie
urośnie. ;-). Większą część ceny (90zł) zapłaciło NFZ, na
szczęście, bo to nie takie tanie zabawki. Pani mi nawet taki gorset za 500zł
wychwalała, ale to chyba było więcej niż mi potrzeba.
No cóż... teraz już pozostaje tylko grzecznie stosować się do zaleceń i czekać aż przejdzie...
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
27 listopada 2007 15:24:50
Zaraz zaraz…. czyli to TYLKO WYPADNIĘTY DYSK??