Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

No to ja też...

... zrobiłem sobie Nerd Test 2.0:

NerdTests.com says I'm a Cool High Nerd.  What are you?  Click here!

Najbardziej zaskoczyło mnie pytanie When I say TOS or TNG, what comes to mind? Huh? powinno być ostatnią odpowiedzią na liście, bo tak zareagowałem na to co mam do wyboru. Po przeczytaniu pytania, w głowie od razu mi się ułożyło: Type of Service (pole nagłówka IP) i The New Generation (jako taki ufaniacz nazw programów). ;-)

3 komentarze do wpisu „ No to ja też...”


Weselicho

Wczoraj żony kolega z pracy się ożenił (łączymy się z nim w bólu ;-)). Ślub był kościelny. Pełna ceremonia ze mszą, więc ja się do kościoła nie pchałem, zostałem w samochodzie. Zajrzałem do środka (przez otwarte drzwi) dopiero, gdy żona dała mi znać, że zaczyna się istotna część...

Tak smutnej uroczystości dawno nie widziałem. Porównywalny był chyba tylko pogrzeb babci. Nawet państwo młodzi składali sobie przysięgę tak, jakby się rzeczywiście skazywali na jakieś wielkie nieszczęście do końca życia. Tylko chór ładnie śpiewał... ale też tego śpiewu nie można było nazwać radosnym. Im bardziej się temu przyglądam, tym mniej ten Kościół rozumiem. Powaga powagą, ale to przecież powinna być radosna uroczystość! To już ślub mojej mamy w Urzędzie Stanu Cywilnego był weselszy. Ale i nasz ślub, kościelny, nie był taki drętwy.

Ja i tak miałem łagodniejszą wersję, Ika w kościele spędziła ponad godzinę.

Potem pojechaliśmy na wesele. Tu nastrój był zgoła odmienny. Szczególnie w naszym końcu weselnego stołu. Ja z Iką siedzieliśmy, z niewyjaśnionego powodu, na jednym z końców stołu, przy nas jej (i pana młodego) koledzy z pracy. Chyba dla przyzwoitości posadzono obok nas jeszcze księdza. Chyba nie wiele pomogło, bo nasza grupka dobrze się bawiła i co chwilę wybuchała gromkim śmiechem jeszcze zanim napełniono pierwsze kieliszki, a uświęcone towarzystwo niespecjalnie nas krępowało.

Zabawa rozkręciła się właściwie od samego początku. Jednoosobowa orkiestra dawała radę – facet grał całkiem przyzwoicie, a i potrafił towarzystwo rozbawić. Były tańce, hulanki, swawole... Fajnie było sobie poskakać, popatrzyć na tańczące atrakcyjne dziewczyny, powydzierać się trochę, pożartować, poprzytulać itd. itp...

Dotrwaliśmy do drugiej w nocy, bo, oczywiście, dzisiaj rano Ika wybierała się na konie. No i rano trzeba było dziecko od dziadków odebrać. Inni bawili się do szóstej. Na odespanie imprezy musimy jeszcze poczekać.

12 komentarzy do wpisu „ Weselicho”


Poranne zamotanie

Wyszedłem, jak co sobotę, po bułeczki. Wracam do domu, a tu czeka coś w miseczce... Pierwsza myśl: kto będzie jadł chińską zupkę o poranku?. Jednak to nie była zupka... spod talerzyka wystawał sznureczek z żółta etykietką... Kochana żonka zaparzyła mi herbatki. :-) Tylko coś jej się pomyliło i zamiast w filiżance (swoją drogą, niewiele mniejszej od tej miski) zrobiła to w miseczce na zupę. Podobno wcześniej już dziecko jej zwróciło uwagę, że coś jest nie tak. :-)

4 komentarze do wpisu „ Poranne zamotanie”


Basenowo

Zalecenia lekarza to poważna sprawa, więc staram się tak dwa razy w tygodniu być na basenie. Niestety, basen na Warszawskiej zamknięty (przerwa techniczna do 9 września) i musiałem się przestawić na ten na Sikorniku.

W sobotę po błądzeniu wokół osiedla udało mi się tam trafić i nawet wykąpać. Dzisiaj, gdy dziewczyny poszły do szkoły muzycznej, postanowiłem znowu się tam udać. Dojechałem, chcę płacić, a pani w kasie mówi mi, że raczej nie teraz, bo od 17:30 do 18:30 pływalnia jest zarezerwowana. Okazało się, że jak zaczął się rok szkolny, to wszystko jest inaczej, a zresztą, wszędzie jest to napisane. A wszystko takim tonem, że powinienem się chyba wstydzić, że nie wiedziałem... Zresztą, już poprzednim razem, z jakiegoś powodu kobieta przy kasie mi podpadła. Na Warszawskiej było jakoś przyjaźniej.

Rzeczywiście były karteczki o rezerwacji, ale nie przypominam sobie, żebym je tam widział w sobotę. Informacje o godzinach otwarcia w roku szkolnym czytałem i, że przed 15:00 nie ma czego tam szukać wiedziałem. Najgorsze, że takie niespodzianki są w czasie, gdy drugi basen jest zamknięty, a przecież oba prowadzi ten sam gospodarz – mogli by to wziąć pod uwagę.

Drugi raz dzisiaj się nie wybieram, bo, po pierwsze, nie chce mi się jeździć tam i z powrotem, a po drugie, boję się, że w takich okolicznościach, to będzie tam po prostu tłoczno.

5 komentarzy do wpisu „ Basenowo”


Wycieczka

Rano, jak co niedzielę, byliśmy w Szałszy na konikach. Ja, ze względu na swój kręgosłup, jazdę sobie odpuściłem... ale ruszać się trzeba (chociażby ze względu na ten mój kręgosłup), więc po obiedzie wybrałem się na rowerek.

Nie czując się najlepiej nie wiedziałem jak daleko dojadę. W końcu cały czas bolało – już nie tylko krzyż ale i lewe biodro, czy chwilami cała noga aż do stopy. Najbardziej, gdy próbowałem się obrócić, aby obejrzeć się za siebie, albo gdy na jakimś wyboju nie podniosłem się z siodełka. Jednak, po jakiś dziesięciu kilometrach ciągłego pedałowania, przeszło. Mogłem się obracać, wykrzywiać, jeździć po wertepach i nic nie bolało. :-)

Niestety, nie ma za dobrze... wystarczyło na parę minut zejść z roweru (żeby pojeść sobie jeżyn?) i mój kręgosłup znowu o sobie przypominał, przynajmniej na kilka następnych kilometrów.

Dobra dosyć marudzenia. W sumie dzisiaj przejechałem trochę ponad 30km, dojechałem do Rachowic, a z nieprzewidywanych atrakcji zobaczyłem pomnik Juliusza Rogera. Zaskoczył też mnie Kozłów, nie dość, że większy niż myślałem, to układ ulic ma taki, że ciężko się nie zgubić. Mam nadzieję, że uda mi się na podobne wycieczki jeździć częściej.

10 komentarzy do wpisu „ Wycieczka”



[szpieg] Jesteście obserwowani...