Wycieczka
Rano, jak co niedzielę, byliśmy w Szałszy na konikach. Ja, ze względu na swój kręgosłup, jazdę sobie odpuściłem... ale ruszać się trzeba (chociażby ze względu na ten mój kręgosłup), więc po obiedzie wybrałem się na rowerek.
Nie czując się najlepiej nie wiedziałem jak daleko dojadę. W końcu cały
czas bolało – już nie tylko krzyż ale i lewe biodro, czy chwilami cała
noga aż do stopy. Najbardziej, gdy próbowałem się obrócić, aby obejrzeć się za
siebie, albo gdy na jakimś wyboju nie podniosłem się z siodełka. Jednak, po
jakiś dziesięciu kilometrach ciągłego pedałowania, przeszło. Mogłem się
obracać, wykrzywiać, jeździć po wertepach i nic nie bolało.
:-)
Niestety, nie ma za dobrze... wystarczyło na parę minut zejść z roweru (żeby pojeść sobie jeżyn?) i mój kręgosłup znowu o sobie przypominał, przynajmniej na kilka następnych kilometrów.
Dobra dosyć marudzenia. W sumie dzisiaj przejechałem trochę ponad 30km, dojechałem do Rachowic, a z nieprzewidywanych atrakcji zobaczyłem pomnik Juliusza Rogera. Zaskoczył też mnie Kozłów, nie dość, że większy niż myślałem, to układ ulic ma taki, że ciężko się nie zgubić. Mam nadzieję, że uda mi się na podobne wycieczki jeździć częściej.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
02 września 2007 19:55:56
jak biodro, to może coś gdzieś uciska?