13 sierpnia 2007
22:21:32
|
kategorie:
film,
jedzenie,
Dziś obejrzeliśmy sobie Czekoladę
po raz drugi, po tym, jak nam
wczoraj TVP1 o niej przypomniała. Nie każdy film jestem w stanie obejrzeć po
raz drugi. A jak jestem w stanie, to rzadko mi to oglądanie sprawia tyle
przyjemności. Ten film najwyraźniej należy do tych wyjątkowych.
Film ten bardzo miło się ogląda, jest optymistyczny, a jednak nie banalny.
Ma konkretne przesłanie, ale nie jest patetycznie moralizatorski w
amerykańskim stylu
. Odrobinę magiczny, a jednocześnie tak przyziemny.
Dobrze napisany, dobrze nakręcony, dobrze zagrany, a do tego wszystkiego
śliczne aktorki i, oczywiście, smakowita czekolada. :-D
Chyba będzie trzeba sobie też Amelię
przypomnieć. Zdaje się, że też
się nam podobało.
09 sierpnia 2007
13:27:39
|
kategorie:
inne,
natura,
seks,
wypoczynek,
Nie, nie mam zamiaru pisać o poczynaniach naszego rządu. Na nich prawie
wszyscy narzekają, zwykle tak, jakby ten rząd był zupełnie oderwany od
społeczeństwa. Ja teraz właśnie o tym drugim...
Jest sobie na Gazet.pl artykuł o
aresztowaniu faceta przyłapanego na fotografowaniu małych dzieci na plaży.
Artykuł, jak artykuł, nie ma co się czepiać. Pomijam kwestię tego, czy policja
miała podstawy do do zatrzymania i rewizji. To co mnie przeraża, to komentarze
do artykułu...
Parę cytatów:
-
trzeba być bez wyobraźni,żeby puścic dziecko nago na plażę.Niektórzy
rodzice naprawdę mają pusto w głowach...
-
Raz że to jest niehigieniczne, a dwa że trzeba mieć dekiel przestawiony
zeby w dobie rozbestwienia pedofilstwa rozbierać dzieci i robić z tego pokaz
publiczny a później ryje rozdzielać.
-
Multum ludzi, jeden
kolo drugiego, nie wiadomo jakie swiry wsrod nich, a ci puszczaja
swoje kilkuletnie dzieciaki bez majtek.
Odkąd pamietam na plażach małe dzieci bawiły się nago. Teraz nagle to ma
być niemoralne, niebezpieczne, czy co tam jeszcze?
Do tego dochodzi ściganie opalających się topless (niestety informacje
podawane jako sensacja w sezonie ogórkowym, więc niewiele znam szczegółów, np.
czy chodzi o wyznaczone plaże, czy całość wybrzeża), Obrońcy moralności
reagujący
na każdy przejaw czułości w nieodpowiednim miejscu
... itd. itp. Po
przeczytaniu kartki w męskiej szatni na basenie Proszę przebierać się w
przebieralni
(takie trzy wydzielone kabiny) zacząłem się zastanawiać, czy
pod prysznic mam iść w ubraniu...
Aż się ma ochotę, w ramach protestu, do jakiejś organizacji naturystycznej
zapisać... ;-)
08 sierpnia 2007
21:51:28
|
kategorie:
zdrowie,
-
Badaniem rtg w kr. L-S zmian nie stwierdza sie.
(Zapamiętać, żeby następnym razem się nie wracać: na to badanie trzeba
przyjść na czczo i po przeczyszczeniu, bo inaczej lekarz gówno na zdjęciu
zobaczy. ;-))
- Po drugiej wizycie na basenie dorobiłem się dodatkowo bólu gardła.
:-(
04 sierpnia 2007
11:01:33
|
kategorie:
praca,
samochód,
wypoczynek,
zdrowie,
Piszę to klęcząc przed komputerem. Gdybym usiadł, to bym miał potem problem
ze wstaniem z krzesła: straszny ból w okolicach krzyża i lewego pośladka....
Bóle krzyża miałem już wcześniej. Na początku sporadycznie. Kilka miesięcy
temu zaczęło mnie to męczyć trochę bardziej regularnie. Po jakiś trzech
miesiącach powracającego, mniejszego i większego bólu, poszedłem do lekarza.
Dowiedziałem się, że teraz wszyscy tak mają
, że pewnie mnie przewiało,
że trzy miesiące bólu krzyża to jeszcze nic takiego i dostałem tabletki
przeciwbólowe (Ketoporofen w jakiejś wersji do długotrwałego stosowania).
Łykałem grzecznie przez miesiąc. Trochę pomogło, z czasem bóle właściwie
ustały. Było całkiem nieźle nawet po odstawieniu tabletek. Ale czasem jeszcze
trochę kręgosłup przypominał o sobie.
Pojechaliśmy na wakacje. Pakowanie, siedem godzin jazdy samochodem,
wypakowywanie. Tam znowu mnie pobolewało. Ale co tam... żyć się dało. Jazdy
konnej też sobie nie odmawiałem. Potem powrót. Parę dni w domu i wyjazd do
Warszawy. Tym razem pociągiem, ale za to z wielkim plecakiem. Tam już ból dawał
mi się mocno we znaki. Nawet się zastanawiałem, czy wsiadać na konia... ale
czemu nie, skoro po to do tych znajomych przyjechaliśmy. Droga powrotna. Jako
jedyny facet w przedziale podawałem kobietom bagaże... Następnego dnia w pracy
wstanie z krzesła to był horror...
Już w Warszawie zdecydowałem, że trzeba by się z tym bólem znowu do lekarza
udać. Tym razem do innego niż pan teraz wszyscy tak mają
(podobnie
oceniał inne dolegliwości). Do przychodni dotarłem w czwartek. Pani doktor mnie
wysłuchała, obmacała, poruszała gnatami i była bezlitosna: to początek
zmian zwyrodnieniowych i już tak pan będzie miał do końca życia
. Co
gorsza, nie mam powodów jej nie wierzyć... wcześniej googlałem dużo na ten
temat i właściwie wszystko sprowadzało się do tego samego: jak się kręgosłup
zacznie psuć, to pozostaje minimalizowanie i unikanie bólu.
Pani doktór zapisała mi jakiś spray z ketoprofenem (wolę się smarować niż
łykać), poradziła jak ćwiczyć, jak siedzieć, jak leżeć. Dowiedziałem się tego,
czego się też obawiałem: jazdy konnej lepiej unikać. Za to powinienem pływać.
Dostałem też skierowanie na RTG, ale bez większej nadziei, że to coś zmieni.
Wczoraj więc wybrałem się obejrzeć gliwickie baseny. Rowerem, to podobno
też stosunkowo mało obciążające dla kręgosłupa. Zarówno basen na Warszawskiej
jak i ten na Sikorniku wyglądają przyzwoicie. Pierwszy sprawia wrażenie
odrobinę wyższego standardu, jest trochę większy i trochę droższy. Na drugim
jakby mniej ludzi. Będzie trzeba zacząć na któryś z nich chodzić... tylko
szkoda, że pływanie niespecjalnie mnie pociąga.
A wniosek z tej historii? Trzeba było być aktywnym za młodu! Kawał życia
przesiedziałem przed komputerem. Aktywny wypoczynek był mi obcy. Wiecznie się
garbiłem, ale poza zwróceniem mi uwagi, nikt (ani rodzice, ani ja sam) nie
próbował z tym nic zrobić. Jak już zacząłem się ruszać, to pewnie zbyt ostro
(jazda konna nie należy do najłagodniejszych sportów), ani wcale tak dużo
i regularnie. Dobrze, że chociaż nie mam problemów z nadwagą.
P.S. zanim to napisałem do końca, to jednak usiadłem na krześle.