Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Czekolada

Dziś obejrzeliśmy sobie Czekoladę po raz drugi, po tym, jak nam wczoraj TVP1 o niej przypomniała. Nie każdy film jestem w stanie obejrzeć po raz drugi. A jak jestem w stanie, to rzadko mi to oglądanie sprawia tyle przyjemności. Ten film najwyraźniej należy do tych wyjątkowych.

Film ten bardzo miło się ogląda, jest optymistyczny, a jednak nie banalny. Ma konkretne przesłanie, ale nie jest patetycznie moralizatorski w amerykańskim stylu. Odrobinę magiczny, a jednocześnie tak przyziemny. Dobrze napisany, dobrze nakręcony, dobrze zagrany, a do tego wszystkiego śliczne aktorki i, oczywiście, smakowita czekolada. :-D

Chyba będzie trzeba sobie też Amelię przypomnieć. Zdaje się, że też się nam podobało.

4 komentarze do wpisu „ Czekolada”


Źle się dzieje w naszym kraju

Nie, nie mam zamiaru pisać o poczynaniach naszego rządu. Na nich prawie wszyscy narzekają, zwykle tak, jakby ten rząd był zupełnie oderwany od społeczeństwa. Ja teraz właśnie o tym drugim...

Jest sobie na Gazet.pl artykuł o aresztowaniu faceta przyłapanego na fotografowaniu małych dzieci na plaży. Artykuł, jak artykuł, nie ma co się czepiać. Pomijam kwestię tego, czy policja miała podstawy do do zatrzymania i rewizji. To co mnie przeraża, to komentarze do artykułu...

Parę cytatów:

  • trzeba być bez wyobraźni,żeby puścic dziecko nago na plażę.Niektórzy rodzice naprawdę mają pusto w głowach...
  • Raz że to jest niehigieniczne, a dwa że trzeba mieć dekiel przestawiony zeby w dobie rozbestwienia pedofilstwa rozbierać dzieci i robić z tego pokaz publiczny a później ryje rozdzielać.
  • Multum ludzi, jeden kolo drugiego, nie wiadomo jakie swiry wsrod nich, a ci puszczaja swoje kilkuletnie dzieciaki bez majtek.

Odkąd pamietam na plażach małe dzieci bawiły się nago. Teraz nagle to ma być niemoralne, niebezpieczne, czy co tam jeszcze?

Do tego dochodzi ściganie opalających się topless (niestety informacje podawane jako sensacja w sezonie ogórkowym, więc niewiele znam szczegółów, np. czy chodzi o wyznaczone plaże, czy całość wybrzeża), Obrońcy moralności reagujący na każdy przejaw czułości w nieodpowiednim miejscu... itd. itp. Po przeczytaniu kartki w męskiej szatni na basenie Proszę przebierać się w przebieralni (takie trzy wydzielone kabiny) zacząłem się zastanawiać, czy pod prysznic mam iść w ubraniu...

Aż się ma ochotę, w ramach protestu, do jakiejś organizacji naturystycznej zapisać... ;-)

30 komentarzy do wpisu „ Źle się dzieje w naszym kraju”


Z pamiętnika hipochondryka

  • Badaniem rtg w kr. L-S zmian nie stwierdza sie.
    (Zapamiętać, żeby następnym razem się nie wracać: na to badanie trzeba przyjść na czczo i po przeczyszczeniu, bo inaczej lekarz gówno na zdjęciu zobaczy. ;-))
  • Po drugiej wizycie na basenie dorobiłem się dodatkowo bólu gardła. :-(

8 komentarzy do wpisu „ Z pamiętnika hipochondryka”


No i doigrałem się

Piszę to klęcząc przed komputerem. Gdybym usiadł, to bym miał potem problem ze wstaniem z krzesła: straszny ból w okolicach krzyża i lewego pośladka....

Bóle krzyża miałem już wcześniej. Na początku sporadycznie. Kilka miesięcy temu zaczęło mnie to męczyć trochę bardziej regularnie. Po jakiś trzech miesiącach powracającego, mniejszego i większego bólu, poszedłem do lekarza. Dowiedziałem się, że teraz wszyscy tak mają, że pewnie mnie przewiało, że trzy miesiące bólu krzyża to jeszcze nic takiego i dostałem tabletki przeciwbólowe (Ketoporofen w jakiejś wersji do długotrwałego stosowania). Łykałem grzecznie przez miesiąc. Trochę pomogło, z czasem bóle właściwie ustały. Było całkiem nieźle nawet po odstawieniu tabletek. Ale czasem jeszcze trochę kręgosłup przypominał o sobie.

Pojechaliśmy na wakacje. Pakowanie, siedem godzin jazdy samochodem, wypakowywanie. Tam znowu mnie pobolewało. Ale co tam... żyć się dało. Jazdy konnej też sobie nie odmawiałem. Potem powrót. Parę dni w domu i wyjazd do Warszawy. Tym razem pociągiem, ale za to z wielkim plecakiem. Tam już ból dawał mi się mocno we znaki. Nawet się zastanawiałem, czy wsiadać na konia... ale czemu nie, skoro po to do tych znajomych przyjechaliśmy. Droga powrotna. Jako jedyny facet w przedziale podawałem kobietom bagaże... Następnego dnia w pracy wstanie z krzesła to był horror...

Już w Warszawie zdecydowałem, że trzeba by się z tym bólem znowu do lekarza udać. Tym razem do innego niż pan teraz wszyscy tak mają (podobnie oceniał inne dolegliwości). Do przychodni dotarłem w czwartek. Pani doktor mnie wysłuchała, obmacała, poruszała gnatami i była bezlitosna: to początek zmian zwyrodnieniowych i już tak pan będzie miał do końca życia. Co gorsza, nie mam powodów jej nie wierzyć... wcześniej googlałem dużo na ten temat i właściwie wszystko sprowadzało się do tego samego: jak się kręgosłup zacznie psuć, to pozostaje minimalizowanie i unikanie bólu.

Pani doktór zapisała mi jakiś spray z ketoprofenem (wolę się smarować niż łykać), poradziła jak ćwiczyć, jak siedzieć, jak leżeć. Dowiedziałem się tego, czego się też obawiałem: jazdy konnej lepiej unikać. Za to powinienem pływać. Dostałem też skierowanie na RTG, ale bez większej nadziei, że to coś zmieni.

Wczoraj więc wybrałem się obejrzeć gliwickie baseny. Rowerem, to podobno też stosunkowo mało obciążające dla kręgosłupa. Zarówno basen na Warszawskiej jak i ten na Sikorniku wyglądają przyzwoicie. Pierwszy sprawia wrażenie odrobinę wyższego standardu, jest trochę większy i trochę droższy. Na drugim jakby mniej ludzi. Będzie trzeba zacząć na któryś z nich chodzić... tylko szkoda, że pływanie niespecjalnie mnie pociąga.

A wniosek z tej historii? Trzeba było być aktywnym za młodu! Kawał życia przesiedziałem przed komputerem. Aktywny wypoczynek był mi obcy. Wiecznie się garbiłem, ale poza zwróceniem mi uwagi, nikt (ani rodzice, ani ja sam) nie próbował z tym nic zrobić. Jak już zacząłem się ruszać, to pewnie zbyt ostro (jazda konna nie należy do najłagodniejszych sportów), ani wcale tak dużo i regularnie. Dobrze, że chociaż nie mam problemów z nadwagą.

P.S. zanim to napisałem do końca, to jednak usiadłem na krześle.

56 komentarzy do wpisu „ No i doigrałem się”



[szpieg] Jesteście obserwowani...