Z pamiętnika hipochondryka
No to dzisiaj poszedłem do znachora (skoro żona już mnie umówiła...). Do
kręgarza, znaczy się. Trochę mnie powyginał, popodrzucał
. Na końcu
pogruchotał moimi kręgami szyjnymi i pyta się czy lepiej... Ja próbuję się
schylić i twierdzę, że bez zmian (przemilczałem to, że odrobinę mnie głowa zaczęła boleć po tym
gruchotaniu). To on się chwilę zastanowił... to może
akupunktura?
Ja na to, że nie, dziękuję. No to się pan zasmucił, że
w niego nie wierzę (jeśli wiara miałaby mi pomóc, to niech to będzie wiara
w lekarzy).
Na koniec powiedział, żebym trzymał bolące plecy w cieple, to może przejdzie... No i zbiedniałem o 40zł.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
30 sierpnia 2007 17:06:14
Ja Cię nie chcę martwić ale… w okolicy mojego miasta był taki super zachwalany i znany kręgarz… do czasu, aż nie pokiereszował paru osób gonili do niego… jak szaleni.
Akupunktura tak… ale wyłącznie w wyspecjalizowanym gabinecie lekarskim.