Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Ropuszka

Jak co wieczór poszliśmy z Krysią na spacerek. No, tym razem pojechaliśmy na rowerach, ale to nie istotne. W każdym razie odwiedziliśmy ten sam plac zabaw co zwykle. Szybko zauważyliśmy zamieszanie przy piaskownicy. Z tego co udało nam się usłyszeć, to dzieci miały tam jakieś zwierzątko. Podobno żabę.

Od razu się domyśliłem, że chodzi o jakąś ropuchę. Co by żaba robiła w środku lata w pobliżu piaskownicy. Dzieci mówią, że ją wykopały. No cóż, pewnie ropuszka szukała schronienia przed słońcem i zagrzebała się we wnęce pod piaskownicą. Dzieci może nie okazywały bezpośredniej wrogości stworzeniu, ale to co robiły z piachem, łopatkami i kamieniami wyglądało groźnie. Poza tym pamiętałem, jak moja miłość do zwierząt potrafiła się kiedyś objawiać i co z takimi stworzeniami potrafili robić mniej je kochający koledzy z piaskownicy. Postanowiłem więc przyjrzeć się sytuacji z bliska i ewentualnie interweniować.

W dziurze pod piaskownicą rzeczywiście była ropucha. Śliczna ropucha zielona (zdjęcia w sieci nie ukazują jej uroku). Zastanawiałem się, czy lepiej ją ewakuować, czy lepiej nie ruszać, żeby nie stresować bardziej. Uznałem jednak, że w piaskownicy może nie dożyć wieczora... Wziąłem więc płaza do ręki i wyniosłem za osiedle, pomiędzy krzaki. Dzieciom odmówiłem odpowiedzi na ich pytania gdzie (ale rozumiem jak były tym rozczarowane – w ich wieku pewnie poleciałbym jej szukać). Mam nadzieję, że zestresowaną ropuszkę czeka spokojniejsze i jeszcze długie życie. :-)


Komentarze

weronika

26 sierpnia 2007 20:53:50

nie ma to jak dobre uczynki

Felinity

26 sierpnia 2007 21:00:04

Jak byłam w Bieszczadach, to jedna taka wskoczyła na naszą koleżankę, jak leżeliśmy na kocu, wieczorem, podczas ‘wieczorku ze świecami’. Nomen omen – na koleżankę mąż mówi „Żaba”... ;-)

Kasia Rogowska

26 sierpnia 2007 21:14:19

Fel: Tak oto powstają nowe pozycje – „na żabkę” ;)

Felinity

26 sierpnia 2007 21:15:20

Że tak powiem… no bo oni będą mieć za parę miesięcy nową kijankę na świecie, coś w tym jest ;-)

Arietta

26 sierpnia 2007 22:28:02

Dobrze zrobiłeś. Myślę, że zrobiłabym to samo. Szkoda żabki.

AlchemyX

26 sierpnia 2007 23:48:56

Świetna postawa, ja dzisiaj uratowałem myszkę (a raczej oszczędziłem jej śmierci pod kołami samochodów) :)

Kate

27 sierpnia 2007 09:22:35

Myślę, że ropusze królestwo jest Ci wdzięczne za przysłużenie się podtrzymaniu gatunku ;)

Gryphon

27 sierpnia 2007 09:35:43

Ja żaby ratuję, bo akurat z miejsca wylęgnięcia do większego zbiornika przechodzą przez moje podwórko. Wszystkie jakie znajdę przenoszę przez ulicę, ale i tak czeka je jeszcze kilka, więc mogą nie przeżyć :(

ÆrionÆteb

27 sierpnia 2007 14:28:56

Wstrętne są te dzieci męczące zwierzęta. Aż wstyd przyznać, że miałem kiedyś takie skłonności…

A z pozytywów:
Zdarzyło mi się ostatnio ze środka chodnika na trawę przenieść... ślimaczka :)

Lilianna

27 sierpnia 2007 14:45:30

Pamiętam jak kiedyś mój ojciec przyniósł do domu potrąconego, przerażonego gołębia. Karmiliśmy go, ogrzewaliśmy, latał po mieszkaniu. Po kilku tygodniach, gdy już widać było, że nabrał sił, został wypuszczony.

A ślimaczki to też się ratowało. :-)

Arietta

27 sierpnia 2007 15:07:21

Ślimaczki, to do tej pory się ratuje, ucząc dziecko, jak traktować rodzimą faunę:)
P.S.Mieszkam w pobliżu rzeki i ciągle trzeba jakiegoś przenosić z asfaltu na trawkę.

ÆrionÆteb

28 sierpnia 2007 12:35:12

Zastanawiam się co Wy, dobre dusze, robicie z muchami, komarami, pająkami i szczypawkami :D

Ika

28 sierpnia 2007 12:38:00

Z większością zwierzątek tego typu Jajcuś się zaprzyjaźnia, głaska pajączki itp ;-)

Komary jednak nie mają tyle szczęścia ;-)

ÆrionÆteb

28 sierpnia 2007 12:39:03

Głaska pajączki?! :D A co one na to? Łaszą się? ;)

Kasia

28 sierpnia 2007 12:39:22

mąż mojej przyjaciółki (Myszy) od lat ma ksywkę Komar – no co… lubię, ładnie się witam i żegnam… głaskać i przytulac nie muszę, a nawet nie powinnam;D

Jajcus

28 sierpnia 2007 12:57:05

ÆrionÆteb: Jak nie zawadzają (nie próbują po mnie łazić, nie drażnią bzyczeniem, nie próbują kąsać), to generalnie akceptuję. Pająki nawet lubię, bo wiem, że zjadają muchy i komary. Ale jak jakiś stwór przesadzi (co się zwykle objawia tym, że Ika każe mi z nim coś zrobić), to staram się go delikatnie ewakuować (przez okno).
Ostatnio jak tak wyrzucałem długonogiego pająka, to bardzo mnie ucieszyło, gdy zobaczyłem, że bezpiecznie wylądował pod blokiem (wyleciał z czwartego piętra) i gdzieś sobie poszedł. :)
Ale stworzenie żądne mojej krwi musi zginąć i nie obchodzi mnie, że ta krew mu (jej właściwie) jest potrzebna to złożenia jajeczek i przedłużenia gatunku! ;-)

ÆrionÆteb

28 sierpnia 2007 13:06:55

To prawda, pająki są pożyteczne. Są też nieszkodliwe dla człowieka, tzn. nie atakują go intencjonalnie. Jeśli kogoś pająk ukąsi (mi zdarzyło się raz w życiu) to tylko dlatego, że zabłąkał się (np. pod leżące na krześle ubranie) w swojej wędrówce do nowego miejsca :)

A krwiopijców i padlinożerców należy tępić. Niehigieniczne to takie, swędzące i upierdliwe.

Uzytkownik

03 września 2007 00:12:09

U mnie jest praktykowana eksmisja za okno – wyjątek stanowią kłujące (komary) i groźne/niebezpieczne (co jakiś czas pojawia się gniazdo szerszeni) – tam eksmisja jest z tego świata.

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...