Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Pingwinaria 2007

Czwartek

No to znowu pojechałem na Pingwinaria. Tym razem z żonką. Wyjechaliśmy w czwartek rano, najpierw po gadżety do Ikuśnej firmy, a potem do Krynicy. Po drodze dołączył do nas Ajot. Po niecałych czterech godzinach byliśmy na miejscu.

Po rozpakowaniu poszliśmy (ja i Ika) na obiadek (wyżywienie w Damisie jak zwykle super), a po obiadku na spacer po Górze Parkowej. Na szczycie czynne były zjeżdżalnie (takie metalowe rynny po których się zjeżdża w filcowych workach) i żonka chciała od razu spróbować. No to wykupiliśmy 10 zjazdów (8zł) i poszaleliśmy trochę. Ja nawet dwa razy próbowałem na tej najbardziej stromej... próbowałem po za każdym razem, gdy usiadłem przy krawędzi, to się wycofywałem. ;-)

Po spacerku Ika rozstawiła sklepik z pingwinami, a ja zajrzałem na salę wykładową. Tego dnia nawet udało mi się obejrzeć po części z każdego wykładu. ;-)

Po kolacji i kawałku drugiej części ostatniego wykładu zaczęły się mniej oficjalne części imprezy, czyt. picie. Nie uczestniczyłem w tym zbyt intensywnie, ale spać położyłem się późno. Żonka dołączyła jeszcze później.

Piątek

W piątek okazałem się paskudny i w ogóle, bo obudziłem się o 6:30 i przy okazji obudziłem żonkę. Do śniadania przeleżeliśmy w łóżku (no może nie tylko przeleżeliśmy i nie tylko w łóżku... ;-)). Tego dnia nie byliśmy raczej wyspani. W południe planowany był mój wykład, przed nim planowaliśmy wypad do sauny. Rano więc poszliśmy tylko na mały spacerek na Deptaku pod Górą Parkową. Z sauną ktoś zamieszał tak, żebym ja się nie załapał, ale Ika owszem... No cóż, miałem więcej czasu na przygotowanie się do wykładu.

Mój wykład to jedyny na którym byłem od początku do końca. Opowiedziałem po kolei jak to pomogłem żonce z nalepkami na paczki, na początku zastrzegając, że to nie jest do końca zrobione tak jak powinno się robić, ale i tak wywołałem małą burzę. Niektórzy byli oburzeni, że takie rzeczy stosuje się w produkcji, inni mnie bronili, że to sprytne i niegłupie rozwiązanie. I dobrze, bo właściwie nie o moje skrypciki chodziło, ale o dyskusję na temat hackerskich rozwiązań. Swój wykład uważam więc za udany. :-). Żonka na mój wykład dotarła gdzieś w połowie, gdy dyskusja się rozpoczynała. Po wykładzie został już tylko wypoczynek.

Po obiedzie pomogłem rozstawić sklepik 403forbidden, a potem zajrzałem na wykłady sponsorów... nie zachwyciły mnie, to poszedłem na basen. Tam się pomoczyłem przez 45 minut, a przy okazji wymasowałem bąbelkami moje obolałe plecy.

Po kolacji było oficjalne świętowanie urodzin PLUGu, a potem panel dyskusyjny na temat otwartych systemów, standardów i oprogramowania. Na początku ciekawy, potem dyskusja zaczęła się kręcić w kółko, to poszliśmy szukać innych rozrywek. Ja np. poszedłem sobie na spacerek po Krynicy. Dowiedziałem się np., że o wpół do jedenastej wieczór lodowisko jest już zamknięte. ;-)

Wracając spotkałem na schodach integrującą się grupkę linuksiarzy, z Panią Prezes na czele. Agusia zażyczyła sobie mojej żony wraz z cyckami, więc poszedłem po Ikę... która już prawie spała w pokoju. No cóż, rano nie dałem jej pospać. Wspólna integracja na schodach nam nie szła, więc poszliśmy spać, wyjątkowo wcześnie jak na Pingwinaria, chyba jeszcze przed północą...

Sobota

W sobotę wstaliśmy o normalniejszej porze (po ósmej) i bardziej wyspani. Po śniadaniu poszliśmy z szefem Iki na mały spacer-zakupy. A potem Srebrną, w sali bilardowej, testowałem sprzęt do StepManii. Były drobne komplikacje, ale ostatecznie udało się dwie (z trzech) maty podłączyć do laptopa Iki tak, że działały i zebrać zestaw piosenek. Przy okazji wzbudziliśmy zainteresowanie wszystkich którzy w tym czasie byli w lub zajrzeli do sali wykładowej.

Przed obiadem (gdy ja testowałem maty) sklepik z pingwinami eksperymentalnie został rozstawiony przed jadalnią. I to okazało się być strzałem w dziesiątkę. Po obiedzie zabraliśmy Prezesa na Górę Parkową, licząc na to, że spuści go się metalową rurą w filcowym worku... ale padało i ślizgawki były zamknięte. Posiedzieliśmy w tamtejszej knajpce i wróciliśmy na dół. Podczas spacerku, mimo pogody, udało się znaleźć ślady wiosny, np. takie:

kaczence.jpg

Podczas kolacji znowu sklepik działał przed jadalnią, a ja zaraz po kolacji poszedłem rozkładać sprzęt na sali. Tam laptop i maty zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Albo któraś z mat nie była wykrywana, albo wykrywane były obie, a działała tylko druga, albo po wykryciu znikały. W końcu, po paru minutach żonglerki wtyczkami USB, gdy już prawie się poddałem, udało się wszystko uruchomić i zaczęła się zabawa.

Najpierw skakałem ja ze Srebrną, żeby pokazać co i jak, potem, najpierw nieśmiało, próbowały inne osoby. Tylko ja, Srebrna, Ika i Agusia mieliśmy jakieś doświadczenie z tą zabawką, dla reszty to była nowość, ale wielu się bardzo spodobała. A ja robiłem za tego co wzbudzał podziw publiczności swoimi popisami. Do mistrzów StepManii mi pewnie daleko, ale w tym towarzystwie chyba rzeczywiście się wybijałem. I miło czuć na sobie pełen podziwu wzrok publiczności. I słyszeć te wszystkie pochwały i zachwyty... Gdyby to jeszcze podziwiały mnie same atrakcyjne kobiety, a nie (w większości) banda facetów... ;-).

Chciałem zwijać laptopa o jedenastej, ale w końcu impreza trwała chyba do drugiej w nocy. Niektórzy z nowicjuszy zdążyli nawet całkiem nieźle to opanować. Niektórzy (honey i mmazur) próbowali nawet mnie albo Ikę zamęczyć... Może trochę się im udało, bo jeszcze czuję zakwasy...

Niedziela

W niedzielę znowu udało się pospać (całe szczęście, jak byśmy dojechali?), ale cztery dni imprezowania i tak robiły swoje. Przy śniadaniu sklepik został rozstawiony po raz ostatni. Potem sauna (koedukacyjna). Tym razem i ja się załapałem. To działa! Po saunie czułem się znacznie bardziej zdatny do podróży niż wcześniej. Potem pakowanie i jazda. Znowu robiłem za pasażera, bo na razie żona kluczyków do auta mi nie daje (auto jest jeszcze na ubezpieczeniu teścia, jak by coś się stało, to mnie teść by zabił, a Ikę najwyżej opieprzy). Po drodze chcieliśmy zjeść obiad... nie było prosto, bo na drodze (bardzo malowniczej, polecam!) od Nowego Sącza do Mszany Dolnej nie wypatrzyliśmy żadnej knajpy. Dopiero w Mszanie jakąś pizzerię, z wierzchu nieciekawą. Ale pizza była pyszna.

W domku byliśmy około 16:30. Porządnie zmęczeni, ale trzeba było jeszcze przetrwać wieczór z dzieckiem... Ika padła zanim przyszedł czas kąpieli Krysi, ale ja jakoś sobie poradziłem. Ocknęła się, gdy Krysia zadawała mi poważne pytanie: Co zrobisz z mamusią, gdy będziesz ścielił łóżko?, a więc problem się sam rozwiązał. Chwilę po położeniu Krysi myśmy już też spali.


Komentarze

medra

19 marca 2007 22:54:13

„Co zrobisz z mamusią, gdy będziesz ścielił łóżko?”
odpadlam :D

mistrz stepmanii.. chcialabym to zobaczyc :D

Baby

19 marca 2007 23:06:54

Fajny weekend. Tekst córci najlepszy:)

D4rky

19 marca 2007 23:25:43

„Opowiedziałem po kolei jak to pomogłem żonce z nalepkami na paczki, na początku zastrzegając, że to nie jest do końca zrobione tak jak powinno się robić, ale i tak wywołałem małą burzę. Niektórzy byli oburzeni, że takie rzeczy stosuje się w produkcji, inni mnie bronili, że to sprytne i niegłupie rozwiązanie. I dobrze, bo właściwie nie o moje skrypciki chodziło, ale o dyskusję na temat hackerskich rozwiązań. Swój wykład uważam więc za udany. :-)”

Można szczegóły? ;)

Jajcuś

20 marca 2007 09:02:39

D4rky: nie chce mi się powtarzać tego co opowiadałem w Krynicy. Zapewne jakiś film z wykładu pojawi się w sieci.

Khorne

20 marca 2007 09:32:48

Jajcuś wyhaczył skrypt pythonowy do bezposredniego grzebania w ODFach za pomocą bodajże zipfile i czegośtam do XMLa. Fuj fuj, ale działa :)

psz

20 marca 2007 21:05:48

Oj, znów się zaczyna. Sam osobiście bym zrobił coś podobnego (choć Jajcusiowi można zarzucić, że nie pofatygował się choć powierzchownie zerknąć na specyfikację formatu) ;)

W StepManii Jajcuś wymiatał na spółkę z żonką ;) Strach pomyśleć, co by było, gdyby byli mistrzami ;)

ola

21 marca 2007 17:07:02

mi to się podobał taki chłopak co koło Ciebie ładnie tyłeczkiem kręcił ale nie znam, pokażę Ci przy okazji:)

Jajcuś

21 marca 2007 17:31:16

ola: Pewnie ten: [zdjęcie]
czyli niejaki mmazur , którego umiejętności taneczne są powszechnie doceniane

;-)

Medra

21 marca 2007 17:33:07

eeee fajny :> ;)

ola

21 marca 2007 17:33:37

dokładnie, cudnie się rusza:D

Jajcuś

21 marca 2007 17:34:28

ola: to by znaczyło, że albo tam byłaś (nie zauważyłem), albo masz film (dawaj!) ;-)

ola

21 marca 2007 17:44:14

mam jak mam ale widziałam, pewnie mamut da:D

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...