A co tam u mnie...
Wpis pod wpływem sugestii w komentarzu do poprzedniego, długiego
i niestrawnego. ;-)
Już trzeci tydzień ominęły nas lekcje tańca. Dwa tygodnie temu nie poszliśmy, bo wolałem koncert Świetlików, a potem nam zajęcia przestawili na 19:30, stanowczo za późno dla nas, bo chodzimy tam z Krysią, a ją o 21:00 trzeba kąpać i kłaść spać... Wczoraj przepisałem nas do innej grupy, więc może w środę się uda...
Poza tym żyję na zasadzie byle do 16:00, byle do piątku
, potem szybko
mijający weekend i od nowa to samo. Z jakiś specjalnych atrakcji, to tylko
coniedzielny wypad na koniki. W zeszłą niedziele Serafin zaserwował mi niezłe
rodeo
, gdy siedząc na nim próbowałem założyć kurtkę. Poniósł tak, że aż
instruktor się spocił, a potem, podejrzanie oficjalnym tonem, mi gratulował, że
nie zleciałem. A ja później nawet bardzo obolały nie byłem.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
02 lutego 2007 22:27:00
niom:)