10 stycznia 2007
23:31:56
|
kategorie:
film,
Właśnie obejrzeliśmy Tylko mnie kochaj
. Nie wcześniej, bo zawsze
odrzucała mnie okładka płytki, z tymi sztywniakami. W filmie też pierwsze co
się rzucało w oczy, to sztywność
postaci. Poza tym masa scen znanych
z innych filmów (facet gotujący z telewizorem
, ludzie mijający się
w windach itp.). Wiele scen można było przewidzieć... I w ogóle ten film
jest... super :-)
Bardzo przyjemna komedia romantyczna. Niby strasznie szablonowa... ale to
chyba tak właśnie miało być. Nie drażniło to, jak szablonowość amerykańskich
filmów, raczej w pewien sposób cieszyło. A i fabuła całkiem sympatyczna... no
może w dwóch miejscach główny bohater zachował się aż za głupio... ale cóż,
pewnie nie wymyśliłbym nic lepszego. :-)
08 stycznia 2007
16:50:07
|
kategorie:
rodzinka,
seks,
W związku z dużym zainteresowaniem tematem, objawiającym się, między
innymi, off-topicznymi
komentarzami pod innym moim wpisem, chciałbym oficjalnie potwierdzić informację
o tym, że cycki mojej żony są fajne. Ciężko będzie mi opisać jak
fajne...
Są tak fajne, że gdy żonka, przebierając się, odsłania te skarby, to
często zostawiam co robię i po prostu się na nie gapię, z rogalem na ustach.
I to mimo tego, że taka golizna u nas w domu nie jest niczym niezwykłym. Mimo
to, że najróżniejsze piękne kobiece piersi są głównym motywem większości
tapet w moim XFCE...
Są tak fajne, że mijając żonkę krzątającą się w kuchni, czy siedzącą przed
laptopem nie umiem utrzymać łap przy sobie... W towarzystwie jakoś jeszcze
udaje mi się powstrzymać...
Mimo, że cycusie te się zmieniają, to ubóstwiam je tak samo, a może
i coraz bardziej. Kocham te myk-myki (a co, możemy mieć oryginalne
nazewnictwo!) zarówno w wersji D, C jak i B. Zawsze wydają się idealne
do obejrzenia, objęcia, czy ucałowania. I mam nadzieję, że zawsze będę mógł
mieć je w zasięgu ręki. :-*(.)(.)
07 stycznia 2007
17:12:36
|
kategorie:
seks,
w sieci,
Google Porn:
A Play in One Act
06 stycznia 2007
18:07:08
|
kategorie:
polityka,
programowanie,
seks,
w sieci,
Dziwię się, że tej historii nie znałem wcześniej. O samym Alanie Turingu trudno
było nie słyszeć – maszyna Turinga i test Turinga, to terminy znane
każdemu informatykowi. Biografią tego naukowca nigdy się specjalnie nie
interesowałem, aż do dzisiaj, gdy przeczytałem wzmiankę o nim w
artykule o badaniach naukowych dotyczących seksualności owiec.
Odkrycie zaskoczyło mnie na tyle, że od razu zajrzałem na Wikipedię, czy
tam ta historia też jest odnotowana. Jest.
Alan Turing, jeden z największych (jeśli nie największy) geniuszy
w historii Informatyki, był gejem. W tamtych czasach było to uznawane za
przestępstwo. Naukowca osądzono, skazano i postawiono przed wyborem: albo
podda się terapii, albo wyląduje w więzieniu. Niezależnie od tego, jako
skazany wyrokiem sądu, nie mógł już pracować jako kryptolog w rządowej
agencji.
Turing wybrał terapię. Polegała ona na przyjmowaniu estrogenów w celu
zmniejszenia libido. Nie trudno się domyślić działania estrogenów na organizm
mężczyzny: został impotentem i rozwinęły mu sie piersi. Niedługo później zmarł
zatruty cyjankiem – najprawdopodobniej popełnił samobójstwo, gdyż nie
mógł sobie poradzić z życiem po wyroku. Geniusz, który bardzo przyczynił się
do rozwoju Informatyki, został poniżony i popełnił samobójstwo przez głupie
uprzedzenia... W dwudziestym wieku... A ja myślałem, że palenie czarownic na
stosie to taka odległa historia...
02 stycznia 2007
14:26:27
|
kategorie:
jogger,
Może by tak ubrać różową koszulkę?
01 stycznia 2007
10:23:18
|
kategorie:
lajf is brutal,
Przedwczoraj zawiesiłem wczasy
w Ustroniu i pojechałem, sam, na ślub i
wesele mamy. Tam poza złożeniem życzeń młodej parze
to nie miałem nawet
do kogo gęby otworzyć, więc jakiejś udanej zabawie nie było mowy. Potem
wróciłem, sam, do Ustronia. Właściwie lubię samotną jazdę i w ogóle jakiś
specjalnie towarzyski nie jestem, ale to się chyba gdzieś zbiera...
Nowy Rok też witałem samotnie. Wśród jakiś, właściwie zupełnie obcych,
ludzi. Z żonką śpiącą w pokoju obok (oczywiście za głupi jestem na to, żeby ją
skutecznie obudzić, albo po prostu spać razem z nią)... ale czułem się
strasznie samotny. Znowu dopadł mnie ten paskudny dół. W
końcu i żonkę fajerwerki obudziły, więc złożyłem jej życzenia, dałem
buziaka... i poszedłem w cholerę. Żeby się pozbierać. Niestety, samotne
włóczenie się nocą po Ustroniu niewiele pomogło. Wróciłem do domu i zamiast
spać większość nocy przepłakałem... jeszcze się nie pozbierałem. A muszę, żeby
żonie nie zepsuć kolejnego urlopu...