Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Świetliki

Poezja sama w sobie zwykle do mnie nie dociera. To tylko zbiór słów ładnie ułożonych. Nie czuję tego. Co innego poezja z muzyką... muzyka może mnie otworzyć na poezję tak, że każde słowo czuję całym sobą. To jest jakieś przeżycie. Sama muzyka, w przeciwieństwie do samej poezji, działa podobnie, ale to jeszcze nie to samo, co muzyka z odpowiednim tekstem.

Oczywiście muzyka muzyce nie równa, tak jak poezja poezji. Tradycyjna poezja śpiewana mimo, że zwykle mi się podoba, nie wzbudza wielkich emocji. Widać gruboskórny i potrzebuję coś mocniejszego. Dlatego już dawno polubiłem Świetliki. Ponure teksty Marcina Świetlickiego, recytowane przez niego samego, są wręcz wbijane we mnie idealnie dopasowaną, ciężką muzyką. To robi wrażenie.

Jak tylko zobaczyłem, na last.fm, że w Gliwicach, w Spirali, mają grać Świetliki, uznałem, że muszę tam być. Co prawda, w tym tygodniu wybierałem się na Homo Twist (dwa koncerty to byłaby nadmierna rozpusta) i w czwartki mam z żonką lekcje tańca, to jednak Świetlików sobie odpuścić nie mogłem. W końcu jeszcze nigdy nie byłem na ich koncercie i nie wiadomo kiedy w okolicy będzie kolejny.

No więc wczoraj byłem na tym koncercie. Już po pierwszej piosence upewniłem się, że nie mogłoby mnie na nim nie być. Akustyka w Spirali zrobiona dużo lepiej niż w Wiatraku, gdzie ostatnio bywałem na koncertach i wyraźnie słychać było każde słowo Świetlickiego, każdą gitarę z osobna i wszystko razem jak należy. To były dwie godziny świetnej muzyki. Dawno tak dobrze nie wydałem dziesięciu złotych. Chyba będzie trzeba wydać jeszcze parę, na płytę.

Niestety, główny feler takich imprez w Spirali doskwierał nie mniej niż w Wiatraku. Dym papierosowy. Znowu wróciłem cały śmierdzący. A chyba najbardziej kopcił Świetlicki – papieros po papierosie, gdy mu zabrakło, dał 20zł publiczności, żeby mu kolejną paczkę kupili. Trochę mi go szkoda, zapewne go to szybko wykończy. Po śmierci pewnie będzie sławny... ale szkoda go będzie. Swoją drogą, to trochę obleśny typ. Ale jednocześnie dość sympatyczny. No cóż... artysta... ;-)


Komentarze

Ika

19 stycznia 2007 10:00:55

Mąż... coś Ty ostatnio taki uduchowiony? ;->

ajot

19 stycznia 2007 10:01:35

Ika: to pewnie zasługa jakieś kobiety.

Jajcuś

19 stycznia 2007 10:02:43

Pewnie ta pogoda mi szkodzi ;-)

da.killa

19 stycznia 2007 10:23:48

Jak się obkupisz w płyty Świetlików (osobiście najbardziej lubię pierwszą – „Ogród Koncentracyjny”, ale i reszta jest godna polecenia) i ci Świetlicki nie obrzydnie to polecam płytę The Users „Nie idź do pracy”. Trudno dostać, ale warto.

Jajcuś

19 stycznia 2007 10:26:33

da.killa: ja mam już „cacy cacy fleishmaschine” i jeszcze mi nie zbrzydło, zastanawiam się nad „Ogrodem Koncentracyjnym”, albo „Złymi misiami”. A Usersów nie znam, będę musiał się przyjrzeć.
BTW: to ty nie tylko Elvisa słuchasz? ;-)

da.killa

19 stycznia 2007 10:29:56

Elvis to tylko 50%, resztą dzielą się najrozmaitsi brzdękacze :)

Ika

19 stycznia 2007 10:35:55

OK, to zyczenia zanotowane ;-)

Kamelia

19 stycznia 2007 11:34:10

Uwielbiam, gdy słychać każdą gitarę, każdy instrument osobno : o) i lubię wykonawców, którzy dobrze tworzą płyty. Szkoda tylko, że ja nie mogę bywać w takich miejscach (uczulona na dym tytoniowy) : o( ale fakt muzyka to coś więcej niż poezja, choć dla niektórych jest odwrotnie : o)

Kasia

19 stycznia 2007 13:13:01

kiedyś na starej maturze dali do interpretacji wiersz Świetlickiego..;) wtedy myślałam, że to zabójstwo dla uczniów – teraz myślę, że tamci uczniowie byli genialni w porównaniu z obecnymi;)
[to tylko uogólnienie]

Jajcuś

19 stycznia 2007 13:18:27

Kasia: chyba nie rozumiem…
Sam uważam męczenie dzieciaków w szkole jakimikolwiek wierszami za okrucieństwo… ;-)

Kamelia

19 stycznia 2007 13:20:05

Czytanie wierszy w szkole to jeszcze jeszcze, a nam kazano kiedyś co miesiąc oddawać własną poezję to była dopiero katastrofa : o)

Kasia

19 stycznia 2007 13:21:56

widzisz… i to jest ta przepaść nie do pokonania… ja się swojej matury pisemnej kompletnie nie bałam, „bo przecież zawsze w najgorszym wypadku zostaje wiersz” – i tak też się stało… a 3 lata później, jak pomagałam kumplowi, to na pytanie „Marcin, co widzisz w tym wierszu?” zawsze słyszałam odpowiedź „no… nic”;)
nie wiem skąd to się bierze, doprawdy…:P
(ale przyznam szczerze, że jako belfer nie lubię omawiać z uczniami wierszy, bo to męczarnia straszna… chyba że trafią się jakieś lotniejsze jednostki…)

Ika

19 stycznia 2007 13:24:08

Hmm… ja też nigdy nic w tych wierszach nie widziałam poza słowami które tam napisano i za cholerę nie mogłam zrozumieć skąd ludzie wymyślają takie cuda na kiju w ramach interpretacji… Potem nauczyłam się trochę ściemniać i było ok ;-)

Kasia

19 stycznia 2007 13:26:06

hmm… chciałam sobie przeedytować komentarz, ale zmiany się nie zapisują... ciekawostka teleranka…

Jajcuś

19 stycznia 2007 13:26:23

Kasia: najgorsze, że jak nawet się coś w tym wierszu zobaczyło… to się zostało skrytykowanym, że się zobaczyło nie to co trzeba…

Kasia

19 stycznia 2007 13:27:32

serio serio…? ja tam bym chętnie popolemizowała…:P
poza tym mnie akurat w szkole i dalej nauczono, ze mam prawo do własnego zdania, tylko muszę umieć je obronić... i tak staram się też odnosić do cudzych pomysłów…

Jajcuś

19 stycznia 2007 13:33:09

Kasia: wszystkie polonistki tak mówią ;-) A jak przyjdzie co do czego, to wychodzi, że lepiej siedzieć cicho, albo powtarzać to, co się wcześniej usłyszało…
Tak, jestem uprzedzony. Polski był jednym z najbardziej znienawidzonych przeze mnie przedmiotów. Studia były dużo lepsze od technikum, bo już polskiego nie było…
Żeby było śmieszniej, mam mamę polonistkę i brata poetę. ;-)

Ika

19 stycznia 2007 13:35:26

Tez nietrawiłam polskiego i walczyłam z wszystkimi polonistkami po kolei, teraz mam polonistkę za teściową. MASAKRA %-)

Kasia

19 stycznia 2007 13:36:19

polonistki spod hotelu „Polonia”;)

Ika

19 stycznia 2007 13:36:48

Jajcus: na szczęście Ty jesteś w tej rodzinie normalny ;-)

bazyl

19 stycznia 2007 14:47:00

Moim zdaniem interpretacja wiersza to cos tak subiektywnego i osobistego, ze proba narzucania jakis ogolnych pogladow.
Kiedys, jak kazano mi zinterpretowac wiersz w wypracowaniu napisalem dosc rozsadna rozprawke, ze jest to typowy wiersz dla polonistow, ktorzy roztrzasaja kazde slowo zastanawiajac sie co autor mial w danym miejscu na mysli. Poparlem to przykladami na jak wiele sposobow mozna go rozumiec.

Dostalem pale.

Ale wypracowanie zostalo wywieszone w gablocie. Taki system doceniania przez nauczycieli, ktorzy rozumieja co sie dzieje, ale nie moga postawic innej oceny ;] Czulem sie doceniony wtedy :P

Kasia

19 stycznia 2007 18:42:59

dla mnie, wrednej polonistki, największym komplementem było stwierdzenie absolwenta z mat-fizu, że moje lekcje były jednymi z najprzyjemniejszych w szkole, o ile nie najprzyjemniejszymi…
i chyba to nie była ściema, skoro wpadają prawie co piątek cała ekipą posiedzieć w swojej pierwszej ławce, goniąc stamtąd pierwszaki…
ale to był taki rocznik i taka klasa, co to miłością czystą i wzajemną i na wieki;)

Jajcuś

19 stycznia 2007 18:45:12

Nie wykluczam, że miałem pecha do polonistek…

Kasia

19 stycznia 2007 18:46:39

nie martw się – ja miewam do klas;P
[to zawsze działa w dwie strony;)]

Gamxx

19 stycznia 2007 20:12:14

Złe Misie są świetne, nawet kiedyś na joggu popełniłem ich recenzje :D Chociaż Ogród Koncentracyjny chyba najlepszy z całej dyskografii..

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...