Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Co za zbieg okoliczności...

Jestem w trakcie czytania Ostatniego kontynentu Pratchetta, a przed chwilką z żonką obejrzałem Dom nad jeziorem. Samo tak wyszło. Kto czytał i oglądał zrozumie o co mi chodzi. W sumie ciekawe jak to Pratchett rozwiąże...

...i niech nikt nie waży mi się odpowiedzieć na to pytanie retoryczne w komentarzach!

10 komentarzy do wpisu „ Co za zbieg okoliczności...”


Co każda dziewczynka wiedzieć powinna.

Dzieci, nie dajcie się modzie. Unikajcie tego paskudnego seksu oralnego!

4 komentarze do wpisu „ Co każda dziewczynka wiedzieć powinna.”


WiFi w domu, z przygodami oczywiście

Niedawno żonka dostała nowego laptopa. Z różnych ciekawych rzeczy, ten laptop ma, między innymi, WiFi. Karta na chipsecie Prism 2.5 została od kopa rozpoznana przez Linuksa (na początku jako eth0, co przez chwilę powodowało moje wątpliwości w sprawność normalnego portu Ethernet). Szkoda by było tego nie wykorzystać.

W domu mam jeszcze dwie bezprzewodowe karty sieciowe: na PCMCIA i na USB, obie Compex, obie zawsze sprawiały mi problemy, ale przynajmniej dawało się na otwartych sterownikach to jakoś odpalić. Tę na PCMCIA sobie odpuściłem, bo nie będę odpalał innego laptopa i kernela 2.4, żeby sprawdzić czy WiFi u żony działa. Postanowiłem spróbować z tą na USB, od razu podłączając ją do mojego routerka.

Karta jest na chipsecie ATMELa. Zasadniczo są do tego dwa sterowniki: atmelwlandriver i at76c503a (berlios driver). Oba od dawna nie rozwijane. Żadnego z tych sterowników w PLD nie ma (pewnie w żadnej dystrybucji nie ma). Poprzednio tę kartę uruchamiałem na tym pierwszym sterowniku, nawet udawało się do tego PLDową paczkę zbudować i jako-tako to działało. Z drugim też próbowałem, ale bez lepszych rezultatów (innych niż zwis maszyny czy okazały Oops).

Tym razem atmelwlandriver nie udało mi się nawet skompilować – systemu budowania dostosowanego do antycznych kerneli nie umiałem pogodzić z PLDowym kernel-module-build. O dziwo, sterownik z Berliosa, w wersji CVS, skompilował się bez problemów. Co więcej, załadował się na tropku i połączył się z laptopem żonki. Oczywiście konfiguracja nie może być normalna (gdzie router z kartą WiFi robiłby za AP) – karty działają w trybie Ad-Hoc, bo ta na USB trybu master nie umie.

Połączył się, ale coś za bardzo sieć nie działała. Sprawdziłem tcpdumpem i zobaczyłem ip packet truncated - 4 bytes missing. No fajnie, pewnie sterownik spieprzony. Ale nie wyglądało to na coś, czego nie dałoby się naprawić. Google dużo na ten temat nie miało do powiedzenia. Zajrzałem więc do źródeł i lepiej przyjrzałem się logom. W logach znalazłem: firmware version 1.103.0 #175 (fcs_len 4) . Najpierw spróbowałem starszego firmware'u (ze sterownikiem przyszły dwie wersje), ale to w ogóle nie działało. Pozostało pogrzebać w źródłach. Okazało się, że jest tam kod odpowiedzialny za obcięcie FCS (cokolwiek to jest) z końca ramki. Ten FCS to 4 bajty, z wyjątkiem jednej wersji firmware (jakiejś starej), gdzie ta długość była ustawiona na 0 (z komentarzem, że ta wersja jest głupia i FCS nie doczepia). No to wpisałem 0 na stałe i bingo! Zadziałało :-).

Kolejnym problemem były straty pakietów. W pokoju, gdzie zwykle stoi laptop, 17%. Przeszedłem się z nim po mieszkaniu i w przedpokoju, gdzie powiesiłem nadajnik (kartę USB) było 0%. Ale w przedpokoju nikt pracować nie będzie... Spróbowałem jeszcze przenieść nadajnik (najpierw powiesiłem nad drzwiami, obok dzwona, bo tam się ładnie komponował ;-)), położyłem na drzwiczkach szafki... i w całym domu jest zasięg i 0% strat. Tylko jak to tam na stałe powiesić... próbowałem dwustronną taśmą klejącą, ale odpadało. Ten problem zostawiłem sobie na później.

Na początek teksty robiłem na gołym 802.11b, nawet bez WEP. Oczywiście nie mogło tak zostać. WAP to też żadne zabezpieczenie. O WPA na tych kartach mogłem zapomnieć (tylko 802.11b umieją, a więc WPA na pewno nie). Bawić się w 802.1x+WEP nie widziałem sensu. PPPoE też już przerabiałem w pracy (więc żadne wyzwanie), a do tego też wydawało mi się to mało sensowne w domowej sieci z jednym komputerem. Postanowiłem spróbować IPSec. W końcu tę technologię też trzeba poznać. Dodatkowo chciałem też WEP odpalić z prostym kluczem, po co cokolwiek ułatwiać... ale to nawet nie chciało ruszyć między tymi kartami. Trudno.

Poczytałem o ipsec-tools, poeksperymentowałem, w końcu załapałem jak ten racoon i setkey działają. Okazało się że w takim przypadku jak mój, gdzie nie potrzeba DHCP, czy innej automatycznej konfiguracji, to takie IPSec całkiem dobrze może się sprawdzić.

Gdy już miałem prawie wszystko gotowe, z szyfrowaniem, przygotowanym routingiem, NATem itd... połączenie przestało działać. Karty się nie widziały... przypomniałem sobie, że wcześniej dziecko walnęło drzwiami w tę wiszącą kartę USB... przestraszyłem się, że się rozwaliła. Kilka jej restartów nie pomogło. Rozkręciłem... w środku wyglądało bardzo solidnie i raczej na nienaruszone... postanowiłem sprawdzić jeszcze jedną możliwość – zrestartowałem laptopa (samo ifdown/ifup, czy nawet wyładowywanie modułu nie pomagał)... ruszyło... uff...

Na koniec zamontowałem trochę solidniej nadajnik:

[img:wifi
full-prof]

A teraz żonka siedzi przy laptopiku, bez kabelka i nie narzeka. Wiec chyba jest ok. :-) Tylko czemu zawsze w tą radiówką musi być tyle problemów?...

11 komentarzy do wpisu „ WiFi w domu, z przygodami oczywiście”


Ups...

W piątek spodziewałem się paczki z Holandi – nowego sprzętu do testowania. Zbliżał się koniec pracy, a tu paczki ani widu, ani słychu...

Około 15:30 dzwoni komórka... kurier... pyta się do której mam otwarte. Mówię, że do 16:00, a on, że nie zdąży bo ma do dostarczenia pilną przesyłkę ("gwarantowana dostawa przed 10:00") do Kleszczowa. Pytam się czy duża to paczka, okazuje się że to dwie małe paczki. No to dałem gościowi adres domowy (z instrukcją z której strony podjechać), do pracy sobie zaniosę...

W domu też długo nic... W końcu, po 18:00 znowu odzywa się komórka... Kurier trafił na właściwe osiedle, ale nie może znaleźć właściwego bloku – podjechał z niewłaściwej strony. Wytłumaczyłem mu gdzie to jest ("proszę spojrzeć w prawo, za boiskiem") i jeszcze raz wytłumaczyłem jak tam dojechać... W końcu dotarł... z czterema przesyłkami: jedna koperta, dwa średniej wielkości pudełka i jedna duża paczka (jak ja to do pracy zaniosę???). Trochę byłem zaskoczony, ale pokwitowałem odbiór koperty, a kurier zaczął szukać papierów do kolejnych paczek... Zobaczyłem, że jedna jest opisana 1/2 i się zainteresowałem jak to właściwie jest podzielone, bo na stronie śledzenia przesyłki były dwie paczki – czy to są np. dwie przesyłki każda po dwie paczki... okazało się, że nie. Przyjrzałem się bliżej papierom... i okazało się, że ta wielka paczka wcale nie jest do mnie... sprawdziłem jeszcze kopertę, której przyjęcie już pokwitowałem... też nie do mnie. Do mnie były tylko dwa pudełka, a facet mi przywiózł przesyłki dla całego biurowca (adres ten sam, ale firmy zupełnie inne)...

Jak już pokwitowałem przyjęcie koperty, to zgodziłem się ją zanieść do biurowca... jak nie dotrze, to i tak zmartwienie kuriera. Ale przyjęcia tej wielgachnej paczki odmówiłem. Ważne, że moje pudełka były w komplecie. A kuriera odesłaliśmy z dużą paczką do biurowca... może tam jeszcze jakiegoś pracoholika zastał.

Swoje pudełka zaniosłem dzisiaj do biura, kopertę zostawiłem na portierni. Dalszych losów nie-moich przesyłek nie znam. W sumie... nieprzytomny kurier dostarczył nam rozrywki. :-)

8 komentarzy do wpisu „ Ups...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...