Nowa zabawka żony i inne duperele
Żona przytargała do domu nową zabawkę, jakiś antyk
marki Łucznik.
Nawet w sieci jakąś instrukcję do tego udało się znaleźć. A teraz żonka wyżywa
się na moich skarpetka... Czy ma ktoś tak ślicznie pocerowane skarpetki,
maszynowo, białą i czerwoną nitką? ;-)
Poza tym: dzisiaj Mulasty czwarty raz w tym tygodniu był u mechanika
(najpierw wymiana akumulatora, potem diagnoza niejeżdżenia na gaz, potem
wymiana przełącznika gaz/benzyna, a dzisiaj jeszcze coś przy termostacie
powietrza
(nie wiedziałem nawet, że coś takiego jest w samochodzie).
W międzyczasie dostał mu się jeszcze bagażnik dachowy, który dzisiaj został
wypróbowany na choince. Żona jadąc po zabawkę stwierdziła, że autko jakby
zmartwychwstało.
Wracając do choinki... choinkę, jak zwykle, kupiłem większą niż rozsądek by nakazywał, a dziewczyny, jak zwykle, ślicznie ją udekorowały. Jakiś czas po postawieniu choinki miałem okazję się przekonać, że czasem nawet mam refleks. Siedzę sobie przy komputerze, aż coś podejrzanego się dzieje... wyciągnąłem rękę... i zdołałem złapać choinkę, zanim całkiem się wywróciła. Tylko jedna bombka się zbiła i to, na szczęście, nie ta z pingwinem.
Śledzenie komentarzy (RSS)
22 grudnia 2006 22:11:30
no najważniejsza :D gratuluje refleksu heheh u mnie kiedyś się palić zaczęła, ale to jeszcze w podstawówce byłam to głupia się nie cieszyłam na taki obrót sprawy…
A w ogóle Oo masz mniejsze pojęcie o samochodach niż niejedna kobieta jaką znam :D