Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Gliwickie precle

Wpis chciałem napisać wczoraj, po powrocie z zakupów, ale jakoś nie wyszło. Ostatnie różne Joggerowe wspominki sprzed 25 lat znowu mi o tym przypomniały.

Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś je nazywał Gliwickimi Preclami, czy traktował jako lokalną tradycję, ale dla mnie tym właśnie są. Kraków ma obwarzanki krakowskie tyle, że można je kupić w każdym większym mieście. A takich precli jak u nas, sprzedawanych z ulicy, nie widziałem chyba w żadnym innym mieście. A tu były od zawsze.

Gdy byłem dzieckiem i gdy mama zabierała mnie do miasta (czyt. do centrum) na zakupy, jeszcze tramwajem nr 2, z Pszczyńskiej, to obowiązkowo musiała kupić precla pod arkadami na rynku. Tramwaju nr 2 już nie ma, ani śladu po jego torach, nie ma już neonowego Parysa strzelającego z neonowego łuku do neonowych literek, nie ma już tańczących neonowych Gracji z parasolkami (to były dla mnie wtedy symbole gliwickiego centrum)... ale precle zostały, tak jak Neptun na rynku.

Przez lata, wracając ze studiów, prawie codziennie kupowałem sobie precla, pod tymi samymi arkadami, na rynku. Teraz, gdy idę przez centrum, to też sobie nie żałuję. A jak jesteśmy tam z córką, to czasem jej kupujemy ten smakołyk, tak jak mnie kupowała moja mama.

Gliwickie precle były też powodem niejednej dyskusji... bo są dwie wytwórnie i dwa podstawowe rodzaje precli. I które są lepsze, gumiaste (obecnie sprzedawana w plastikowych żółtych budkach), czy te drugie (sprzedawane z tradycyjnych drewniano-szklanych wózków)? Dla mnie – gumiaste. Trochę szczęka przy nich boli, ale ich konsystencja i smak, to jest właśnie to. Ale już żonka, nie wiedzieć czemu, woli te drugie...

Oprócz tego, że można wybierać spośród gumiastych i niegumiastych, to są one jeszcze posypane różnymi dodatkami do wyboru: mak, sezam, sól. A Ty, jakiego precla wybierzesz?


Komentarze

Piotr Konieczny

14 grudnia 2006 11:06:50

To może jakiś e-shop z tymi preclami? Bo inaczej, to ciężko stwierdzić, co lepsze ;-)

Jajcuś

14 grudnia 2006 11:15:03

Jaki e-shop!? To trzeba kupić na miejscu, w Gliwicach. Na Rynku, przy ulicy Wolności, albo na placu Piastów. Inne możliwości nie wchodzą w grę! ;-)

mormir

14 grudnia 2006 11:49:41

To ja jednak sobie wole kupić Sznyke z glancem, albo rogala Marcińskiego :P

Piotr Konieczny

14 grudnia 2006 12:28:47

Długo myślałem, jakie żarcie jest charakterystyczne w Kielcach… i wiem, mam! Majonez Kielecki! :)

(Jak nie próbowaliście, to spróbujcie – w tym porownaniu go nie ma: http://www.mniammniam.pl/artykuly-369-Majonezy___porownania.html – ale wystarczy spojrzec na komentarze :D)

rzyjontko

14 grudnia 2006 14:40:17

Mnie (w centralnej Polsce) rodzice zabierali na ciepłe lody. A za uzbierane drobne kupowałem sobie oranżadę w torebce.

Jajcuś

14 grudnia 2006 14:42:54

rzyjontko: ciepłe lody, gofry, czy oranżada w woreczku, kupowana pod szkołą za kieszonkowe, to już inne historie…

Piotr Konieczny

14 grudnia 2006 14:45:14

Panowie, przypomnieliście mi zrzuty na napój gazowany „Kaskada” (taka polska wersja Fanty w szklanych butelkach… :)

(Z nieprodukowanych już rarytasów warto wspomnieć gumy do żucia „Turtles”, zawierające oprócz samej gumy, dodatki takie jak komiksy i „dolary”)

ola

14 grudnia 2006 17:30:01

precle preclami mnie to martwi, że już nigdzie nie ma takich napoleonek z budyniem jak kiedyś za młodego:)

petee

14 grudnia 2006 20:50:11

Ja sobie kiedyś rozmyślałem, jakie jedzenie jest charakterystyczne dla Wrocławia. Wyszło mi, że knysza. Nie jest to jedzenie mocno ukorzenione w historii, ale każdy student wrocławski zna jej smak. Szczególnie polecam knysze dworcowe i spod Kredki i Ołówka.
Nie wiem jak jest z dostępnością knyszy w innych miastach, tym bardziej jak tam smakują. Ale wrocławskie polecam.

hash

14 grudnia 2006 20:58:21

Już dawno nie jadłem tych precelków, a podział na „gumiaste/niegumiaste” był mi obcy do teraz ;)

ola

14 grudnia 2006 21:13:04

a co to jest knysza?

Digi

15 grudnia 2006 21:52:07

Gumiastego i z solą :D

bazyl

16 grudnia 2006 11:16:59

Tez wole gumiastego z sola :) Co do knysz wroclawskich, to niestety nie jest to typowe dla Wroclawia. Knysze sa wszedzie. Ale te wspominki uruchomily we mnie chcec powspominaniu na swoim blogu :) Chyba cos dzis napisze :D

rzyjontko

16 grudnia 2006 14:12:14

Knysze może są i w innych miastach, ale tylko we Wrocławiu (no i może w Opolu) spotkałem się z tą nazwą. W innych miastach zwykle nazywa się tę „potrawę” słowem Pita.

petee

17 grudnia 2006 00:08:36

Knysza to taka duża bułka, która ma do środka napakowane mnóstwo warzyw: kapusta, ogorki kiszone i świeże, papryka, marchew, sałata, cebula świeża i prażona itp. Wszystko podlane sosem majonezowopodobnym. Oprócz warzyw można mieć jeszcze kotleta (to najczęściej), ser żółty, gyrosa, tuńczyka, parówkę itp.
Pita od knyszy we Wrocławiu jest odróżniana. Co prawda zawartość ta sama, ale pieczywo inne. Pita ma trochę cieńsze i jakby bardziej kruche. Knysza – miękkie i elastyczne. Poza tym chyba knysza jest trochę większa. Moim zdaniem pieczywo stosowane do knyszy, bardziej spełnia swoje zadanie. Mniej jest wypadków z knyszami, jeśli chodzi o wyciek sosu.
Ogólnie jedzenie knyszy to dla początkującego hard core – kłopoty z sosem i wylatującymi warzywami. Ale smak jest wart podjęcia próby.
W innych miastach jakoś nie widziałem, ale też specjalnie nie szukałem.

Miu'uun

22 grudnia 2006 17:15:10

I tak najlepsze są Toruńskie zapiekanki za zeta i pięćdziesiąt grosza sprzedawane pod arkadami. ;) Tradycja…

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...