Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Podróbka Beatlesów w Gliwicach

Jutro o 19:30, w gliwickim Parku Chopina mają grać The Beatles Revival. Chyba się wybierzemy. Dobra podróbka może nie być zła, a przynajmniej wykorzystamy tę wyjątkową możliwość wyrwania się gdzieś wieczorem. :-)

1 komentarz do wpisu „ Podróbka Beatlesów w Gliwicach”


Nowy RFC dla XMPP

W czasie mojego urlopu opublikowany został nowy dokument RFC związany z XMPP: RFC 4622: XMPP URI Specification. Tak więc od ponad dwóch tygodni używane przeze mnie (już od dłuższego czasu) URI xmpp:jajcus@jajcus.netw pełni legalne. Na razie to RFC tylko przejrzałem, ale wygląda bardzo sensownie, chyba wszystkie uwagi do tej specyfikacji zostały uwzględnione.

Dodaj komentarz do wpisu „ Nowy RFC dla XMPP”


Last.fm Client

Wróciłem po urlopie do roboty, chciałem sobie puścić muzyczkę, no to zajrzałem na Last.FM, co tam nowego. Okazało się, że wreszcie jest Last.FM Client pod Linuksa. Ściągnąłem, odpaliłem i wygląda całkiem miło – już na pierwszy rzut oka wydaje się dużo bogatszy i wygodniejszy od starego Last.FM Playera. Muzyczka gra. :-) ...trzeba zająć się robotą. :-(

6 komentarzy do wpisu „ Last.fm Client”


Wakacyjnie

No to się wakacjujemy, od półtora tygodnia. Najpierw pojechałem do da.killi na zlot linux@chat.chrome.pl, gdzie siedziałem, od piątkowego popołudnia do niedzielnego przedpołudnia, głównie grając w golfa. Oczywiście musiało być też trochę giczo (jakby tacy linuksiarze wytrzymali tylko łażąc z kijami po trawie), więc zabrałem dwa laptopy, które potem udostępniały sieć (z GPRS, przez irdę do drugiego laptopa, a dalej przez 802.11b) innym użytkownikom sieci.

W niedzielę dołączyłem do rodzinki w Pogorzelicy. Tu sobie wypoczywamy, trochę plażując (pogoda o dziwo nadal dopisuje, chociaż mogłoby być troszkę słoneczniej), trochę spacerując i na inne sposoby marnując czas. Oczywiście laptop jest podłączony (jeden, drugi leży grzecznie w samochodzie), ale udaje nam się korzystać z niego minimalnie – na tyle skutecznie, że dopiero teraz coś na Joggera nastukałem.

Wczoraj był wyjątkowy wieczór – postanowiłem zabrać żonkę na tańce. Oczywiście głównym problemem było dziecko, które trzeba było położyć spać jednocześnie samemu się nie kładąc (a przynajmniej nie zasypiając) – wcześniej zasypiała dopiero gdy rodzice spali, a przynajmniej dobrze udawali. Tym razem nie próbowaliśmy sztuczek, lecz powiedzieliśmy Krysi, że idziemy zaszaleć i uprzedziliśmy dziadków za ścianą o naszych planach. Gdy szykowaliśmy się do wyjścia dziecko nas zaskoczyło ponagleniami: Idźcie już na to miasto. To poszliśmy.

Zabrałem żonkę do ciekawie zapowiadającej się knajpy na świeżym powietrzu – do Sahary. Od 22:00 miał tam grać jakiś zespół (The Black, o ile dobrze pamiętam) i miały być tańce. Wiedziałem, że na początku będzie drętwo, ale bałem się, że później żonki nigdzie nie wyciągnę. Zaraz przy wejściu zaproszono nas do wolnego stolika, pani zapaliła nam świeczkę, żonka zamówiła drinka, ja soczek... W końcu pojawił się zespół i zagrał... ale nie koniecznie to, co moja żonka lubi. To plus drętwa atmosfera na początku chyba całkowicie odebrały jej ochotę do zabawy, niepotrzebnie próbowałem ją na siłę zachęcać... Impreza się rozkręciła, ale myśmy wyszli nie potańczywszy. Bałem się, że okazja w postaci wolnego wieczoru się zmarnowała, jednak humorek żonce szybko wrócił, przespacerowaliśmy się plażą przy księżycu (żona mi tu podpowiada, że zajebistym) i trafiliśmy do knajpki na plaży, gdzie dzieciarnia (teraz mi się wydaje, że to głównie byli tutejsi pracownicy sezonowi, zdaje się, że widziałem tam kelnerkę z naszego ośrodka) bawiła się przy karaoke (wykonanie zbliżone do tego na Pingwinariach, sprzęt prawie identyczny, o ile nie gorszy). Tutaj żonka całkiem odżyła i ostatecznie dobrze się zabawiliśmy. :-)

Dzisiaj przed południem znowu udało nam się pozbyć dziecka – dziadkowie zabrali ją na wycieczkę do Niechorza, więc zaliczyliśmy romantyczny spacer po plaży. Chcieliśmy przy okazji znaleźć plażę dla golasów (stroje kąpielowe są strasznie niepraktyczne), ale nic takiego nie stwierdziliśmy (możliwe, że z powodu pogody). A po południu znowu na koniki (więcej na temat koników u Iki), tym razem ja się dałem wsadzić na grzbiet Blondela. Nawet fajnie było, jeszcze się umiem na koniu utrzymać. :-)

7 komentarzy do wpisu „ Wakacyjnie”



[szpieg] Jesteście obserwowani...