Konikowo
Dzisiaj, jak co tydzień, pojechaliśmy do Szałszy na konie. Tym razem bez
dziecka, a więc mogłem i ja się załapać na jazdę. Dostała mi się Bestia,
koń w sam raz dla początkującego. Co najlepsze, to tym razem trafił mi się
prawdziwy trening pod okiem instruktora (chociaż wciąż z naciskiem na
rekreację), zamiast masz konia i jedź
.
Niestety instruktor nadal ma lepsze zdanie na temat moich umiejętności niż
ja i nalegał, żebym zagalopował. Zignorowałem tę prośbę, ale poza tym
słuchałem wszystkich poleceń (wykonanie ich zależało już nie tylko ode mnie –
koń miał czasem swoje zdanie ;-)). Posłuchałem też jak powiedział
teraz chwilkę ćwiczebnym
. Gdy krzyknął i Bestia galopem naprzód
marsz
to już koń posłuchał, a mnie pozostało zatrzymać go
;-). Z drugiej strony, nie wykluczone, że w galopie bym sobie
spokojnie poradził. Po prostu dzisiaj nie miałem ochoty tego sprawdzać.
Po prawie godzinnej jeździe, większość czasu kłusem, zszedłem przyjemnie zmęczony, ale nawet nie obolały (bardziej obolały byłem wcześniej, po czyszczeniu Bestii). Ale boleć mnie jeszcze będzie... pojutrze.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
20 sierpnia 2006 22:02:46
Następnym razem ja biorę Bestię, a Ty na Cameę ;-) Musi być sprawiedliwość na tym świecie ;-)