Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Łażenie po drzewach

Jakiś czas temu wyczytałem na newsach, że w Świerklańcu jest fajny park linowy. Jakiś czas temu mi mama wychwalała coś podobnego tyle, że w Wiśle. Ja kiedyś uwielbiałem łazić po drzewach, więc chętnie czegoś takiego bym spróbował. Dzisiaj ładna pogoda, dzień wolny, dobrze by było go jakoś miło z rodzinką spędzić. A o Świerklańcu dużo dobrego, nie wliczając tego parku linowego, słyszałem. Zabrałem więc rodzinkę na wycieczkę...

Na miejsce trafiliśmy właściwie bez problemu (nie licząc tego jak się władowałem jak blondynka pod prąd przy samym wjeździe do parku). Już w pierwszej chwili stwierdziliśmy, że tamtejszy park pałacowy jest wielki. I do tego bardzo ładny. Pełno ludzi, ale nie aż tyle, żeby uprzykrzało to nam tam pobyt. Znaleźliśmy też wspomniany park linowy.

Właściwie to nie byłoby go w ogóle widać, gdyby nie tłumek ludzi patrzących się w górę. Gdy podeszliśmy okazało się, że rzeczywiście tam coś jest – kilka drzew połączonych linowym torem przeszkód. Właśnie jakiś gostek kończył tam zabawę. Było widać, że ma niezłego pietra, a przy okazji niesamowicie godoł po śląsku. Zresztą instruktor nie był gorszy – przyjezdni z innej części Polski mogli by uznać, że to takie przedstawienie dla turystów.

Gdy tamten zszedł zaraz zacząłem się rozglądać za jakąś kolejką, czy zapisami... Okazało się, że jeden chętny już jest, ale ja się też od razu załapię. Krótkie szkolenie – jak się bezpiecznie przypinać karabińczykami do lin asekuracyjnych i mogliśmy zaczynać. Ja pierwszy, za mną jakiś młody chłopak.

Najpierw sznurkową drabinką na górę. Wszedłem, ale tak się przy tym zmęczyłem, że zwątpiłem czy daleko zajdę. Na szczęście kolejne ćwiczenia już nie były takie siłowe. Przeszedłem większość tego toru przeszkód, poziom adrenaliny w organiźmie przy tym podskoczył to raczej niespotykanego u mnie poziomu. Przy którymś z kolei odcinku już całkiem nieźle mi szło – zaczynałem czuć się trochę pewniej... Do czasu. Gdy dotarłem do najdłuższego odcinka, z wiszącymi na sznurkach oponkami zwątpiłem. Mimo to spróbowałem, ale na drugiej oponce się poddałem. Z wysiłkiem jakoś jeszcze wróciłem na drzewo i poprosiłem o spuszczenie mnie w dół (schodzenie było chyba najprzyjemniejsze). Może innym razem przejdę więcej. Na dziś tej adrenaliny i wysiłku stanowczo wystarczy. :-).

A przy okazji przypomniała mi się jeszcze piosenka:

Po linie idziesz sam
i w całym cyrku cicho tak
i krok za krokiem musisz iść
nie masz odwrotu musisz spaść

wszyscy czekają żebyś spadł
wędrujesz po to żeby spaść
balansujesz po to żeby spaść
ta cisza jest dla ciebie

[...]
(Republika, Sam na linie)

Komentarze

ola

15 czerwca 2006 21:52:26

w Swierklancu jest faktycznie cudnie, moj brat mial tam weselisko, a taki park linowy masz jeszcze w Ustroniu:)

Jajcuś

15 czerwca 2006 21:53:35

Wiem, że jest też w Ustroniu. Ale ostatnio zwiedzaliśmy Park Niespodzianek i na linowy już nie było czasu. :-)

Kasia

17 czerwca 2006 17:33:06

nie spadniesz, nie spadniesz...:)

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...