Jajcuś okularnik?
Byłem dzisiaj na badaniach lekarskich przed nową pracą. Oprócz standardowego wywiadu, mierzenia ciśnienia, osłuchiwania zostałem wysłany na konsultacje do okulisty (praca przy komputerze). Liczyłem na tą wizytę, bo mam wrażenie, że coś u mnie ze wzrokiem jest nie tak ostatnio. Regulacja monitora, czy ustawienia antyaliasingu fontów nie pomagają -- ciągle mam literki jakby rozmyte i czy patrzę z bliska, czy z daleka na monitor, to cały czas źle. I męczą mi się oczy przy tym bardzo. Kiedyś tak nie było...
No więc trafiłem do okulistki. Ta obadała mnie różnymi przyrządami, kazała przeczytać literki z tablicy (jak zwykle umiałem przeczytać nie tylko wskazany wiersz, ale i wszystkie pozostałe) i stwierdziła, że wszystko ok. Jednak przerwałem jej wypisywanie kartki skarżąc się na te rozmazane literki. Zrobiła jeszcze kilka badań, w końcu założyła mi takie śmieszne okularki i kazała coś przeczytać. Ok, żaden problem.... potem włożyła w to, czy przekręciła szkiełko... i tekst się zrobił nagle ostry (a niby było z nim wszystko ok)! No to chyba nie wymyśliłem sobie problemu...
Okulistka stwierdziła, że mam astygmatyzm fizjologiczny (w Googlach
znalazłem, że to taki normalny, jak ma każdy
), ale skoro szkła
pomagają, to mam iść do okulisty i sprawić sobie okulary. A na karteczce
dopisała praca w okularach
. Więc dzisiaj na spacerku z Krysią
zahaczyliśmy o tutejszego optyka i zapisałem się na wizytę u okulisty na
poniedziałek. Może niedługo będę przed kompem w brylach siedział...
Śledzenie komentarzy (RSS)
23 maja 2006 22:03:26
Jak ja "miałem wrażenie", że coś z moim wzrokiem jest n-ok, to mnie okulistka kazała częściej wychodzić na szluga. ;)