Mail do admina...
jus systko dziala. sorki za moja polszczyzna ale cosik mnie pojebalo
jus systko dziala. sorki za moja polszczyzna ale cosik mnie pojebalo
Zawsze uważałem Ms Passport za jakąś usługę z piekła rodem, ale ostatnio, dla jakiejś pierdoły, założyłem tam sobie konto. Podałem e-mail, którego nie używam do niczego innego. Wypełniłem dane, które chcieli (zdziwiłem się, że nawet tam nie było nic takiego, czego nie chciałbym im podawać) i przyszedł mail weryfikujący adres. Za pierwszym razem się odbił, bo źle sobie aliasa skonfigurowałem. Za drugim razem dotarł poprawnie, użyłem linka potwierdzającego i mogłem już z nowego konta w Ms Password skorzystać.
Zdziwiłem się więc, gdy dzisiaj znowu przyszedł mail od Microsoftu z prośbą o potwierdzenie adresu e-mail. W wiadomości był link do kliknięcia, plus pouczenie w sprawach bezpieczego korzystania z ich usług:
To help keep your personal information safe, Microsoft recommends that you
never enter your credentials (e-mail and password) at a site you reached by
clicking a link in an email. Instead of clicking the link, copy the address and
paste it into the address bar in your web browser. While we may send e-mail
that contains links, the links are provided for convenience only.
Polecenie kopiowania linków zamiast klikania w nie wydaje mi się nieco
śmieszny, ale w sumie może to i trochę bezpieczniejsze jest. Ja tam w nic nie klikałem,
tylko aktywowałem tego linka
(https://accountservices.msn.com/EmailPage.srf?emailid=...) z mojego Mutta
przez urlview. Pojawił się formularz do potwierdzenia e-maila – dużymi literami e-mail,
przyciski Confirm
i Cancel
(czy podobnie) i instrukcja, że mam potwierdzić adres,
a następnie, za jego pomocą, zalogować się do systemu. I rzeczywiście, po wciśnięciu Confirm
zostałem przekierowany na stronę logowania: http://login.passport.net/... (bez https!).
A ja się formularza logowania w jakimś głupim Joggerze czepiałem... ;-)
O 9 Songs
czytałem jeszcze w wakacje. Już wtedy wiedziałem, że chcę
to obejrzeć. Jednak na polską premierę trzeba było jeszcze poczekać. Miała być
gdzieś we wrześniu, ale oczywiście w żadnym pobliskim kinie tego nie puszczali.
Recenzje jakie się wtedy pojawiły, nie były zbyt pochlebne. Że ludzie
wychodzili po kilkunastu minutach z kina, że to szmira, zwykła pornografia.
Mnie to nie zrażało. Bardziej mnie przekonywały wcześniejsze opisy
z zagranicznych seks-blogów.
Wczoraj wybrałem się po jakiś film do wypożyczalni i udało mi się to 9
Songs
wypożyczyć. I nawet nie leżało w dziale tylko dla dorosłych
.
Obejrzeliśmy sobie wieczorem. Fabuły rzeczywiście tam praktycznie nie było.
Jeśli chodzi o sceny erotyczne, to pokazali prawie wszystko co mogliby pokazać.
Nawet dialogi na początku filmu były jak żywcem wzięte z jakiegoś pornosa
;-). Jednak pornos to nie był. Różnica na plus, to brak tej,
typowej dla pornografii, sztuczności. Oglądaliśmy kochającą się parę, a nie
tylko dwoje ludzi którym kazano się seksić przed kamerą. Z różnic na minus, to
przede wszystkim zbytnie skrócenie najciekawszych scen – jak w pornolach
są zwykle za długie i nużące, to tu bywały zbyt krótkie, żeby się nimi
nacieszyć. No i uroda aktorki pozostawiała trochę do życzenia. Owszem,
naturalniejsza (w pozytywnym sensie), niż plastikowe, wydepilowane do zera,
laseczki z pornosów, ale biust trochę za mały, a i twarz mogła by być lepsza.
Poniżej biustu już bez zarzutu. No, może odrobinę za chuda.
No i nie można w przypadku tego filmu nie wspomnieć o muzyce, w końcu piosenki są nawet w tytule. Liczyłem na trochę dobrego rocka... i rzeczywiście sporo rocka było. Tyle, że nic powalającego na kolana. Trochę szkoda. Seks naprzemian z dobrą muzyką, to byłoby coś. A... i jeszcze oczywiście były sceny z Antarktydą... w Sieci widziałem jakieś interpretacje tego tematu... sam raczej żadnego głębokiego znaczenia się w tym nie dopatrzyłem. W każdym razie nie przeszkadzało za bardzo.
Trochę inny film oglądaliśmy jakiś tydzień temu, może więcej. Żonka kupiła
dwie płytki z jakiegoś pisemka dla pań – Dobre Rady
i Marzyciele
. Ten drugi film od razu zachęcił nas ilustracjami na
okładce. Kino europejskie, więc można było się spodziewać czegoś
nietuzinkowego, niekoniecznie dającego się oglądać (przez nas).
Oglądać się nawet więcej niż dało. Film pokazywał nietypowy związek trójki
młodych ludzi – dwoje Francuzów i Amerykanina, gdzieś w latach
sześćdziesiątych. Było o kinie, o polityce, o miłości i seksie. Czuło się, że
seks wisi w powietrzu, jeszcze zanim go pokazali. A i to co pokazali, mimo że
znacznie mniej odważne niż w 9 Songs
oglądało się całkiem miło.
Szczególnie, że główna bohaterka miała się czym pochwalić.
Bez wątpienia było to ambitniejsze kino. Miłe dla oka, ale i interesujące. Opisany związek może odrobinę perwersyjny, ale można było uczucia bohaterów zrozumieć. Seks pokazany taki, jakim jest – piękny, przyjemny, ale i trochę tajemniczy. A sam seks był tylko częścią całości, wyjątkowo dobrze pasującą do reszty (co się często w kinie nie udaje).
Ciekawe, że więcej udało mi się napisać o tym filmie, który sam w sobie zawierał dużo mniej treści...
To co w obu filmach mi się podobało, to to, że można pokazać seks jako coś
pięknego i przyjemnego. Można go pokazać bez przemocy (niestety w kinie często
jedno idzie razem z drugim), bez oceniania, i potępiania
niestandardowych
zachowań (w typowym amerykańskim kinie byle trójkącik
musiałby się skończyć nieprzyjemnymi konsekwencjami).
Zmienił się engine Joggera, czas na zmiany na własnym Joggerze. Już sam
miałem trochę dosyć tego ciemnoniebieskiego czegoś. A, że bardzo mi się podoba
domyślna skórka Zope3 – rotterdam
, to sobie ją pożyczyłem.
Dodałem tylko prosty, dwukolumnowy layout, powiększyłem <h1/>
i zamieniłem wszelkie microsoftowe czcionki na bardziej wolne zamienniki.
Postawiłem też na prostotę – wywaliłem z szablonu wszystko co zbędne
(chociaż parę rzeczy jeszcze pewnie wróci). Mnie się efekt podoba. Żonie też.
Chyba więc nie jest źle. :-)
P.S. przy okazji sprawdzam, czy plugin jogger
w CJC działa
z Jogger 2...
Update: usunąłem ze stylu konkretne nazwy fontów, każdy będzie widział to co ma w przeglądarce/systemie skonfigurowane.
This address is restricted
This address uses a network port which is normally used for purposes other than
Web browsing. Firefox has canceled the request for your protection.
Teraz będzie przeglądarka mi mówić co jest dla mnie dobre? Gdyby to jeszcze chodziło o jakieś realne zagrożenie, czy adekwatne do zagrożenia zabezpieczenie. Jeśli coś mi się ma stać od skierowania przeglądarki na port "79", to czemu niby port np. "76" miałby być bezpieczny?
Jesteście obserwowani...