Uno na mrozie
W końcu siarczyste mrozy trawiły i do nas. W sobotę było jeszcze +5 stopni, wczoraj i dzisiaj nawet poniżej -20. Wczoraj samochodu nie ruszałem, więc byłem ciekawy czy dzisiaj do roboty dojadę.
Na szczęście tydzień temu wymieniłem akumulator. Od dawna nie działał jak
należy (jak samochód postał trzy dni i było trochę chłodno, to już nie ruszył). Na
szczęście był na gwarancji i w warsztacie gdzie go kupiłem jak i w hurtowni
gdzie realizowałem reklamacje nikt nie robił problemów. W warsztacie gościu zbadał
akumulator i problem opisał jako czary
. W hurtowni drugi stwierdził, że akumulator
jest niedoładowany, ale rzeczywiście coś mu się tam nie podoba
. W każdym
razie akumulator wymienili mi na nowy. Na starym dzisiaj bym nie ruszył, nawet gdybym go
przez całą noc ładował.
Przed mrozem zrobiłem jeszcze jedną rzecz która ułatwiła mi dzisiejszy wyjazd do pracy – napsikałem WD-40 do zamków. Dzięki temu zamek otworzył się dziś rano bez problemu i nie trzeba było używać odmrażacza... jednak otworzenie drzwi i tak było problemem – przymarzły na całej długości uszczelki. Psiknąłem odmrażaczem i puściło.
Silnik, z dużymi oporami, ale zapalił. Kolejnym problemem były szyby. Zamarznięte na amen z obu stron. Warstwa lodu cieńka, ale tak twarda, że ciężko ją było zeskrobać. Odmrażacz do szyb w sprayu też niewiele dawał... conieco udało mi się jednak zeskrobać, na tyle, żeby dało się jechać.
Ruszając przekonałem się, że zamarzło prawie wszystko. Ciężko działała dźwignia zmiany biegów, przed puszczeniem sprzęgła musiałem przygazować, żeby rozruszać skrzynię biegów, inaczej silnik by zapewne zgasł. Ciężko działały nawet kierunkowskazy (montuje ktoś wspomaganie do kierunkowskazów?) i kierownica. Jednak wszystko działało. Z dużymi oporami, ale działało.
Po drodze lubię słuchać radia, a więc i tym razem je włączyłem. Okazało się, że gałka głośności zyskała tendencję do ściszania radia, niezależnie od kierunku kręcenia. Prawy głoiśnik chyba nie grał, a w tym co grało słychać było trzaski. Do tego radio co jakiś czas wyłączało mi RMFa, aby przełączyć na Zetkę lub Antyradio (normalnie to tylko dostraja się do różnych częstotliwości tej samej stacji).
W drodze pojawiła się jeszcze jedna atrakcja. Co jakiś czas zaczynało mi coś przeraźliwie wyć pod maską, gdzieś po lewej stronie, przy kierownicy. Nie mam pojęcia co to było, gdy zwalniałem żeby się zatrzymać ucichało i dalej przez jakiś czas mogłem jechać normalnie.
W drodze powrotnej było podobnie. Nie musiałem, co prawda, skrobać szyb,
i zawyło mi tylko raz, ale drzwi znowu musiałem siłą odrywać (tym razem po
oderwaniu uszczelkę też spryskałem WD-40, najwyżej się rozpuści
;-)). Myślę, że autko, mimo drobnych trudności, spisało się
całkiem nieźle jak na tę pogodę i zasłużyło na pochwałę. ;-)
W końcu cała masa samochodów dzisiaj nie dojechała na miejsce (sam mijałem
kilkanaście takich migających awaryjnymi na poboczach).
Śledzenie komentarzy (RSS)
23 stycznia 2006 21:39:08
Ciesz się, że nie skończyłeś jak te parenaście sztuk, które dzis rano minąłem w drodze do pracy -- co jeden, to gorzej przydzwoniony.