Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Niech żyje zima! Niech żyje komunikacja miejska!

Autko znowu szwankuje – wygląda (czy raczej śmierdzi) na to, że spaliny dostają się do kabiny. Wolę nie ryzykować jazdy w takich warunkach, poza tym, to ani trochę nie jest przyjemne. Więc dzisiaj do pracy i z powrotem podróżowałem komunikacją miejską, a żonka odstawiła samochód do mechanika.

Jak w Gliwicach wyglądało już pokazywałem i opisywałem. Potem trochę śniegu stopniało, ale wciąż jest ciężko. Szczególnie, że ostatnio znowu padało bez przerwy. Więc się trochę rano zdziwiłem, gdy autobus przyjechał prawie punktualnie (chyba 2 minuty spóźnienia). Do pracy też zdążyłem prawie na czas (bez spóźnienia ten autobus przyjeżdża na styk). Wyszło na to, że komunikacja miejska całkiem dobrze sobie z zimą radzi.

Po pracy (skończyłem chwilę po 16-tej) udałem się na przystanek tramwajowy, bo sensowne autobusy o tej porze nie jeżdżą. Potrzebowałem tramwaju 1 albo 4. Po pięciu minutach przyjechała piątka. Potem długo, długo nic (chyba z 15-20 minut)... i kolejna piątka, a zaraz za nią trójka. Czwórki też się pojawiały, ale jakoś tylko w przeciwnym kierunku. W każdym razie tramwaje jeżdżą, znaczy tory przejezdne (piątka w tym kierunku jedzie tędy co wyczekiwane tramwaj), więc się nie zniechęcałem tylko dzielnie czekałem. Po jakimś czasie przyjechała jedynka. Krótka. Wsiadała tam cała masa ludzi którzy chcieli jechać w tym samym kierunku co ja, więc ja już się nie pchałem. W końcu czwórka (długa) też musi przyjechać... znowu długo nic, potem jedynka-widmo (nie zatrzymała się na przystanku) i, wreszcie, długo wyczekiwana czwórka...

Wsiadłem do tramwaju, grzecznie skasowałem bilet, nawet miejsce siedzące się znalazło. Przejechałem tak 500m... i wysiadka. Coś się paliło i straż pożarna zastawiła tory (ale ani żadnej paniki nie było widać, ani żadnego dymu). Nic nie wskazywało na to, żeby ktokolwiek miał zrobić cokolwiek w celu przepuszczenia tramwaju. Więc podążyłem w kierunku następnego przystanku autobusowo/tramwajowego (zawsze to już trochę bliżej domu). Jeszcze zdążyłem usłyszeć jakąś rozmowę strażaków, z której wynikało, że ktoś komuś drzwi podpalił.

Na przystanku sporo zniecierpliwionych ludzi. Trochę po stałem, tramwaj nawet nie mignął na horyzoncie, ale po jakimś czasie przyjechał autobus. 280 – super – prawie pod sam dom. Podobno 20 minut spóźniony, ale mnie to nie martwiło, jakby przyjechał punktualnie, to bym się nie załapał. Planowałem nie kasować biletu, w końcu za te 500m w tramwaju zapłaciłem jak za przejazd między dwoma miastami, ale w 280 jest obsługa konduktorska, co uważam za bardzo dobry pomysł i tych konduktorów nawet lubię. Więc kupiłem kolejny bilecik i już bez żadnych niespodzianek pojechałem do domu. Na miejscu byłem około 17:50, a więc półtorej godziny później niż normalnie wracam z pracy... rewelka.


Komentarze

kalma

04 stycznia 2006 22:04:46

To znaczy co, konduktorzy są w środku i bilety sprzedają?!

Ika

04 stycznia 2006 22:05:03

Tak :-)

Jajcus

04 stycznia 2006 22:05:48

kalma: tak. I nie trzeba płacić kary, za to, że się wcześniej w kiosku biletu nie kupiło. ;-)

ola

04 stycznia 2006 22:08:02

o właśnie, wczoraj doznałam szoku gdy latając po autobusie w poszukiwaniu kasownika, pani konduktor poklepała mnie po plecach i oznajmiła, że mi bilet wymieni:)

Dexter (MG)

04 stycznia 2006 22:10:20

Ale tylko w autobusach bytomskiego PKM-u. Raz tylko wsiadłem do takiego (może to właśnie był 280? nie pamiętam ;) ) ale pan konduktor mnie nie sprawdził... Ale najzabawniej to wygląda, że on sobie siedzi na środku autobusu na takim fotelu na podwyższeniu, zamiast którego by się chyba 4 normalne siedzące miejsca zmieściły... ;)

D4rky

04 stycznia 2006 22:12:29

ola >> nie ma to jak szczęśliwy traf :)
w Bydgoszczy jakoś nie zauważyłem takiego cuda, no ale u nas to chyba 2 czy 3 razy (a od roku jeżdżę od pon do pt autobusami, w weekendy tramwajami) widziałem maszynę do kupowania biletów, więc ....

Jajcus

04 stycznia 2006 22:14:36

Dexter: Po pierwsze nie 4, ale dwa miejsca by się tam najwyżej zmieściły, po drugie, i tak byłyby zajęte przez gapowiczów. Zapewniam Ciebie, że w autobusach PKB Bytom jest ich (gapowiczów, nie miejsc) teraz mniej.
I żadko konduktor siedzi tam cały czas. Siada, żeby odpocząć, albo sobie kaso-drukarkę do biletów podładować. Zwykle jednak chodzi po autobusie i sprzedaje/kasuje bilety. Swoją drogą, ciekawe jest to kasowanie: konduktor zabiera nieskasowany bilet KZK GOP i daje kwitek z drukareczki.

kalma

04 stycznia 2006 22:15:20

Fajny pomysł z tym konduktorem. To w takim wypadku nie da się w ogóle bez biletu przejechać, tak?

ola

04 stycznia 2006 22:16:35

nie no, da się:)

Dexter (MG)

04 stycznia 2006 22:25:33

Jajcuś: w sumie całkiem możliwe, że nie zdążyłem się przyjrzeć dokładniej (z Wrocławskiej na Piwną daleko nie ma ;) )

Co do ilości gapowiczów - zgadzam się. I w sumie szczerze powiedziawszy wolałbym takie rozwiązanie z konduktorem, a nie to co KZK GOP zaczyna teraz testować na niektórych liniach - że trzeba wsiadać przednimi drzwiami, pokazać bilet kierowcy (bądź kupić), potem można jechać. Tylnymi i środkowymi drzwiami można tylko wysiadać. Ciekawe jak fajnie się rozkłady rozciągną, jeśli postój na przystanku będzie trwać pięć minut. :/

adasi

07 stycznia 2006 21:42:27

Miałem sie spytać co to obsługa konduktorska, ale już się dowiedziałem :) W W-wie (ZTM, WKD) takie rzeczy sie u kierowcy/maszynisty załatwia. W metrze sie tylko nie da...

Jajcus

07 stycznia 2006 21:47:30

adasi:
1. Czy kierowca/maszynista pilnuje, żeby każdy zapłacił, czy obsługuje tylko tych, co się do niego zgłoszą?
2. Czy przypadkiem za kupno biletu u kierowcy nie ma dodatkowej opłaty?

U nas, w pozostałych autobusach KZK-GOP (nieobsługiwanych przez PKM Bytom) też można kupić bilet u kierowcy... tyle że wielu jak już ma kupować u kierowcy, to woli jechać na gapę. Bo, jak nie ma drobnych, to nie ma biletu, często kierowca sam nie ma biletów, a jak ma, to dużo droższe niż w kiosku. Więc nie ma co porównywać tego z "obsługa konduktorską".

adasi

07 stycznia 2006 22:00:05

W ZTM jest 30 gr. za zakup biletu (ztcp), w WKD troche wiecej (rzedu 1.40, tak ze bilet kosztuje zamiast 3.60 5). Obsluguja tych co zapukaja. A brygady kanarow w WKD sprawdzaja praktycznie na kazdym kursie (ale przy dwoch wagonach duzych ciezko zeby maszynista wszystkich sprawdzal), w ZTM jak sie trafi

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


Jesteście obserwowani...