Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Urlopu dzień pierwszy

Jak już pisałem, od dzisiaj mam urlop. Jeśli ktoś myśli, że w takim razie, to ja się od piątkowego popołudnia obijam, to się niestety myli. Przez weekend miałem dyżur i najwyraźniej byłem dla firmy niezbędny. Pieprzyły się modemy do jednej sieci, a do tego każdy w firmie miał jakiś interes do admina. Raz nawet komórka obudziła nas o 3:15 w nocy (nawet nie odbierałem, po prostu wyłączyłem). Dopiero dzisiaj się paskudztwa, komórki – atrybutu dyżurnego admina, pozbyłem.

Swój plan urlopu zacząłem realizować od punktu drugiego (mimo, że pierwszy też kusił). Wybrałem się na narty, paskudztwa mogłem się pozbyć po drodze. Z Zabrza planowałem wyjechać na trasę mikołowską (drogę Gliwice-Mikołów), ale była zamknięta w tym kierunku. Objazd kierował do Gliwic, więc postanowiłem pojechać po swojemu.

Fajnie nawet się jeździ po tych górnośląskich wioskach, miasteczkach i peryferiach miast. Trochę na oko, trochę według mapy, posiłkując się drogowskazami, poruszałem się mniej-więcej we właściwym kierunku (teraz widzę, że mogłem wybrać odrobinę właściwszy). Ruchu prawie wcale nie było, uliczki może wąskie i kiepskiej jakości, ale przynajmniej bez głębokich kolein znanych z głównych tras. Miejscami zdarzały się ciekawostki. Np. miejscowość (a może dzielnica większej miejscowości) Zawiść. Chciałem sprawdzić na mapie, czy dobrze jadę, ale na mapie była tylko Zazdrość. I zaznaczona trochę gdzie indziej. Ale jechałem dobrze. Gdzie indziej zadziwiło mnie zaskakująco dobre oznakowanie wiejskich dróg w miejscowości Zgoń i okolicach. Na każdym skrzyżowaniu drogowskazy na miasta w okolicy. Zadziwiało dopóki nie stwierdziłem, że jadę w podejrzanym kierunku (na północ). Po sprawdzeniu na mapie, stwierdziłem, że jednak, aby pojechać na Kobiór, miałem zjechać z głównej drogi tam, gdzie żadnego drogowskazu nie było. Wróciłem się i zgadzało się, nawet uliczka nazywała się Kobiórska. Pojechałem nią więc... aż się skończył asfalt i uliczka zmieniła się w marną leśną drogę. Częściowo ośnieżoną. Uznałem jednak, że w końcu urlop to czas przygody, to mogę zaryzykować. Było widać jakieś ślady, więc nawet jakbym w tym lesie utknął, to byłaby szansa, że do wiosny mnie znajdą. W lesie droga się z dwa razy rozwidlała, ale starałem się trzymać głównego kierunku. Po kilku kilometrach pojawił się znowu asfalt, a nawet okazało się, że wyjechałem tam gdzie chciałem. Dalej już jechałem główną drogą na Bielsko-Białą i Szczyrk, więc bez żadnych niespodzianek dojechałem na miejsce.

Jeszcze przed wyjazdem bałem się o pogodę. Cały czas straszyli deszczem, nie robiąc z gór żadnego wyjątku. Ale ten deszcz miał już padać w niedzielę, a dzisiaj od rana i jakoś w cale nie lało, więc zaryzykowałem. Po drodze też nie było śladu deszczu, a im bardziej na południe tym więcej śniegu, aż do Bielska, gdzie drogi mokre. Tam też co jakiś czas pojawiała się mżawka i śniegu było mniej. W samym Szczyrku też było trochę wilgotno, chwilę mżyło, ale śnieg był. Dojechałem około 11:30.

Zatrzymałem się pod wyciągiem na Solisku. Ośrodek GAT znam i lubię tam jeździć – dużo wyciągów i tras, a ja lubię urozmaicenie. Ludzi bardzo mało, ale jeździli. Kupiłem kartę z 300 punktami i wjechałem na górę. Pojeździłem trochę trasą 10 (wierch Pośredniego - Hala Pośrednia). Tam już trochę ludzi było, ale i tak mało i większość czasu wjeżdżałem orczykiem sam. Była mgła, ale nie padało. Warunki śniegowe bardzo dobre.

O 13:00 kupiłem kartę terminową (13:00 do zamknięcia wyciągów o 15:30), wjechałem jeszcze raz na górę i zjechałem na Solisko, żeby zobaczyć inne trasy. Na Golgocie jechałem chyba wtedy sam jeden mimo, że śniegu nie brakowało. Ale rzeczywiście, na innych trasach jeździło się lepiej. Z Soliska wjechałem na Małe Skrzyczne. Tam, jak to często bywa, zimno, wietrznie i duża mgła. Niezbyt przyjemnie się jechało. Ale już od Hali Skrzyczeńskiej w dół dużo lepiej. Na czarnej Bieńkuli fajnie, ale trochę kamieni jeszcze wystawało. Ostatecznie resztę czasu przejeździłem na trasie 7 (Hala Skrzyczeńska – Suche). Rozkręciłem się na tyle, że przejeżdżałem tę trasę bez zatrzymywania (po całym roku przesiedzonym przy komputerze to jest osiągnięcie) i sprawiało mi to wielką frajdę. Niestety przyszedł czas zamykania wyciągów. Zjechałem do Soliska, załapałem się na jeszcze jeden zjazd Golgotą (tamten wyciąg zamykają 10 minut później), zjadłem kiełbaskę i udałem się w drogę powrotną.

Wracałem już prawie bez kombinowania, bo w tym kierunku trasa mikołowska jest otwarta. Prawie, bo w Kobiórze źle pojechałem i niepotrzebnie jechałem przez Tychy. W domu byłem chwile po 18-tej. Już teraz boli mnie krzyż, jutro pewnie dojdzie ból mięśni nóg, a pojutrze już zupełnie nie będę mógł się ruszać... Ale fajnie było! W przyszłym tygodniu muszę pojechać znowu.

Update: zapomniałem napisać, że pod koniec zrobiła się śliczna pogoda. Chmury/mgła znikły, słonko wyszło i można było podziwiać widoki. Nawet skrzyczne się wyłoniuło z chmur. Po prostu super.

4 komentarze do wpisu „ Urlopu dzień pierwszy”


No i nie ma tygodnia urlopu...

Nie dostałem tygodnia urlopu. Dostałem dwa. Była propozycja, żebym wziął wolne do końca roku, ale nie będę świnia i nie zostawię kolegi samego z tym bajzlem na dwa tygodnie. No to może jednak trochę uda mi się wypocząć. :-)

3 komentarze do wpisu „ No i nie ma tygodnia urlopu...”


Czas na urlop?

W tym roku normalnego urlopu jeszcze nie miałem. Długo nie wiedziałem kiedy żona będzie mogła wziąć urlop, a gdy już się dowiedziałem, to ten termin u mnie w pracy był już zaklepany przez kogoś innego. Potem wypadła ta sprawa z przepukliną, chorobowe (niby obijactwo, ale jednak to nie to co urlop), minął czas urlopowy itd. A ostatnio w robocie zapiernicz i brak urlopu daje się we znaki.

Z końcem roku odchodzi z pracy jeden admin. Ma jeszcze trochę urlopu do wybrania, więc praktycznie w pracy będzie jeszcze tylko przez tydzień. Od stycznia pewnie przyjmą nowego, ale to nie znaczy, że od będzie razu nas znowu trzech do roboty... Nawet nie dwóch, bo ktoś będzie musiał się tym nowym zajmować. Wygląda więc na to, że jeśli miałbym wziąć urlop, to tylko teraz.

Planuję więc wziąć urlop na przyszły tydzień (a niech spróbują mi go nie dać... ;-)). Urlop chciałbym przeznaczyć na:

  • totalne obijanie się,
  • aktywny wypoczynek (np. narty lub konie),
  • ruszenie z miejsca moich projektów (CJC, PyXMPP),
  • porobienie na spokojnie dla Holendra co on tam chce
  • i wiele innych...

Poza tym, należałoby też:

  • zająć się dzieckiem, czemu miałaby teściowa się Krysią zajmować, gdy ja jestem w domu,
  • zacząć może jakieś przygotowania do świąt (żona prosi o umycie okien)
  • i wiele innych...

Wygląda na to, że nawet jak wezmę wolne, to nadal zupełnie nie będę miał czasu... Tydzień urlopu to stanowczo za mało (jednocześnie za dużo, biorąc pod uwagę, ile jest roboty w firmie), ale zawsze coś.

I niestety, żonka urlopu teraz, ani w najbliższym czasie nie dostanie (ale miała go odrobinę w wakacje), więc pojawia się kolejny dylemat: spędzać urlop samemu, czy jednak starać się jak najwięcej czasu spędzić z rodzinką, więc w domu? Najlepiej coś po środku.

2 komentarze do wpisu „ Czas na urlop?”


Admin łajza

Lagi na łączu, strzałka do góry (historia poleceń basha) oraz nieostrożność i problem gotowy – rm * w katalogu z ważnymi plikami. Na szczęście nie było w nich nic ostatnio zmieniane, a i Bacula się spisał. W ciągu kilku minut plik wróciły na miejsce. :-)

Tylko czemu akurat w ciągu tych paru minut graficzka postanowiła mi zrobić sesje zdjęciową? Potem narzeka, że minę na zdjęciach mam jakąś niewesołą...

20 komentarzy do wpisu „ Admin łajza”


Spam

Dostałem spam. Z zagarnicy, chcą mi wcisnąć jakiś raport o stanie rynku IP w Polsce, za kilkaset euro. Przyszło na adres wyciągnięnty z whois, czy jakiejś podobnej bazy (adres w dziwacznej formie – automat parsujący chyba jest daleki od ideału). I nie pomogła restrykcyjna konfiguracja Postfixa. I nie pomógł SpamAssasin zainstalowany na moim koncie... Bo to przyszło na papierze, zwykłą (czy może już niezwykłą) pocztą. Sekretarka przyniosła, że to do mnie, nic z tego nie rozumie (bełkot jak zwykle w spamach, do tego po angielsku) i nie wie, czy ma wprowadzać w EDokumenty, czy nie...

Chwilę później i jednocześnie chwilę przed naszym wyjściem, kolega odbiera telefon... "Czy można Panu zająć chwileczkę..." Niedługo naprawdę będzie strach otworzyć lodówkę.

19 komentarzy do wpisu „ Spam”



Jesteście obserwowani...