Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Kobieca logika

Trzymam żonkę na kolanach...

– Ale masz kościstą pupę!
– Mam przytyć?
– Nie musisz. ;-)
– Za gruba jestem?
– Nie!
– To czemu mówisz, że mam kościstą pupę?

13 komentarzy do wpisu „ Kobieca logika”


Głupi Psuja

Rano dojeżdżając do pracy stwierdziłem, że świeci mi się kontrolka zbyt wysokiej temperatury silnika. Najwyraźniej zaświeciła się już na miejscu. A wentylator się nie włączył. Znaczy się coś jest popsute. Zacząłem kombinować, trzy raz wracałem się do samochodu. Włączyłem ogrzewanie kabiny i dmuchawę, żeby go trochę ochłodzić, ale leciało zimne powietrze. Potem uznałem, że trzeba by sprawdzić poziom płynu chłodniczego. Przez ścianki zbiorniczka nic nie widziałem, więc wpadłem na genialny pomysł, żeby odkręcić kurek i zajrzeć do środka. Odkręciłem tylko trochę i z sykiem prysnęło na boki. Szybko dokręciłem, ale trochę płynu uciekło. Na gorący silnik, więc i dymu trochę naprodukowałem...

W firmie wspomniałem kolegom o problemie z samochodem. Przy okazji dowiedziałem się, że to nie jedyny problem, bo jedno tylne światło mi nie działa. Potem zająłem się pracą. O dziwo, dzisiaj nawet nie było źle. Gdy wyszedłem po drugie śniadanie, standardowo po owocka, to rzuciły się na mnie ciemne winogrona. Jabłek i bananów miałem chwilowo dość. Wziąłem małą kiść i mało mnie nie powaliło, gdy usłyszałem cenę, z piekła rodem: 6.66zł (zwykle kupowałem owoców za 2-3zł). No cóż, raz zaszaleć można. O samochodzie i o tym, że miałem wziąć pieniądze z bankomatu, zapomniałem.

W końcu nadeszła wyczekiwana 16:00. Zdążyłem sobie przypomnieć o bankomacie, więc zadzwoniłem do żonki, spytać się ile pieniędzy wziąć. Żonka przypomniała mi o samochodzie. Wziąłem pieniądze, wróciłem do auta i zajrzałem pod maskę... Płynu chłodniczego nie było właściwie nic. Wymieniłem jeszcze żarówkę w tylnej lampie (ciekawe, czy przy tym też coś zepsułem) i zacząłem dzwonić do żony, do ojca, do znajomych, do mechanika, co z tym chłodzeniem zrobić. Wersje były różne: nalać wody, spuścić wszytko potem nalać płynu lub wody, dolać płynu. Najbardziej przekonywała mnie wersja mechanika, który polecił dolać jakiegoś Petrygo (podobno kompatybilne z tym co mi wlał) i tak, ostrożnie dojechać do niego. Poszedłem więc na stację po płyn...

Stacja to był Shell, a więc swojskiego Petrygo tam nie było. Ceny tego co było nie zachęcały, szczególnie, że mogło to po drodze wypłynąć. Do mechanika się nie dodzwoniłem, więc samodzielnie postanowiłem kupić najtańszą opcję – wodę destylowaną. Po odejściu paru kroków od stacji, wróciłem się jeszcze po żaróweczki, żeby mieć zapas po dzisiejszej wymianie.

Wróciłem do samochodu. Ciężko było coś nalać i stwierdzić ile się nalało, bo ciemno. Więc wpadłem na kolejny genialny pomysł. Że chwilkę, to mogę sobie reflektorami poświecić (a wiedziałem, że akumulator mi trochę szwankuje). Dolałem wody, wsiadam, odpalam... odpalam... nic. Akumulator ma dość. Właściwie mogło mu już zaszkodzić świecenie przy sprawdzaniu żarówki, albo oświetlenie wnętrza, gdy grzebałem pod maską. Nie ważne, w każdym razie byłem znowu uziemiony.

Na taki wypadek już się kiedyś przygotowałem i kupiłem kable do pożyczania prądu. Tyle, że nie było od kogo pożyczać. W końcu zadzwoniłem do kumpla, co mieszka w Zabrzu, ale spory kawałek od firmy. Po 15 minutach przyjechał i udało się uruchomić samochód. Dojechałem do Gliwic. Zostawiłem samochód u mechanika, którego zresztą już nie było, ale syn (oponiarz) obiecał zaopiekować się gratem. Jutro będzie trzeba pogadać z mechanikiem co i jak i dowiedzieć się czy/kiedy/co może być z tym zrobione.

W końcu dotarłem do domku. Przygotowana była patelnia z boczkiem na jajka sadzone, ziemniaczki oraz zupka. Uznałem, że najbezpieczniejsza będzie zupka, gdybym miał coś smażyć, to znowu bym coś spieprzył... Gdy zupka się grzała, zabrałem się za zmywanie naczyń. Już i tak żonce podpadłem, wypadałoby zrobić coś miłego. Żonka przyszła, gdy jadłem zupę. Zaraz obejrzała umyte naczynia... Rozwaliłem Krysi talerzyk... Co za dzień. :-(

9 komentarzy do wpisu „ Głupi Psuja”


Beznadzieja...

Miałem zamiar tu sobie pomarudzić. Długi wpis jakie moje życie (w aktualnym moim mniemaniu) jest beznadziejne... Ale przeczytałem wpis kogoś innego, kto przeżywa prawdzwą tragedię i wiem, że przecież jestem szczęśliwym człowiekiem. Mam chyba wszystko czego mógłbym chcieć, a nawet więcej...

... tylko skąd te łzy w oczach ...i to zniechęcenie do wszystkiego ...i warczenie na bliskich ...spławianie rozmówców na Jabberze ...czekanie na niewiadomoco...

12 komentarzy do wpisu „ Beznadzieja...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...