Po nocce
Wczoraj znowu rozpierdziel w firmie. Tym razem przemeblowanie serwerowni. Firma znalazła kupca na szafę rackową, a że w niej akurat stał nasz sprzęt, to trzeba było wszystko poprzestawiać do stojaków (które, swoją drogą, mają w tej serwerowni większy sens niż szafy). Do roboty przyszedłem na 15:00, żeby od 16-tej zacząć. Kolega miał do tego czasu opisać mi wszystkie połączenia (4 switche 24-portowe, z dziesięć serwerów, ponad dwie setki gniazd na patch-panelach i cała masa połączeń). Nie zdążył, więc robiliśmy to razem jeszcze z dwie godzinki. Potem było rozbieranie starych szaf, składanie i wstawianie nowych stojaków, przekładanie patch-paneli z rozszytymi setkami par itp. atrakcje. W końcu wstawianie sprzętu na nowe miejsce i podłączanie wszystkiego tak aby zadziałało (oczywiście od razu działać nie chciało). Wyszliśmy (brudni i śmierdzący, bo w budynku wodę na noc wyłaczają) z firmy o 3:25. A niektórzy byli w pracy od 8:00.
Dzisiaj rano, normalnie od 8:00, też jakiś admin w firmie się przydał. Jeden ma chorobowe, zostało nas dwóch. To uzgodniłem z kuplem, co wczoraj od rana siedział, że ja przyjdę na tę ósmą, a w południe się zamienimy. Więc przespałem się 3 godzinki, łyknąłem kofeinę z puszki (Booster — taka podróba Red Bulla z Plusa, za grosze) i, niewiele czyściejszy niż przed wyjściem z serwerowni, podobnie śmierdządzy i ledwo przytomny, pojechałem do roboty.
W pracy oczywiście okazało się że parę rzeczy nie działa, ileś innych działa, ale są podłączone tam, gdzie nie powinny itp. Latałem więc między serwerowaniami (budynki oddalone o jakieś 500m), z serwerowni do swojego pokoju, rozszyłem jeszcze parę kabelków na patch-panelu... i o 11-tej jakoś się uspokoiło. Obiecałem jeszcze coś komuś sprawdzić, więc posiedziałem jeszcze do wpół do pierwszej, ale do domu wróciłem sporo wcześniej niż normalnie. Ufff...
W domu wreszcie mogłem się doprowadzić do porządku. Pospać to teraz bym
sobie i tak nie pospał (w dzień mi nie wychodzi), więc, mając tę chwilkę
wolnego
, męczę Baculę. Jak już
sobie kupiłem tę nagrywarkę DVD do robienia backupów, to trzeba było w końcu
zacząć je robić. Niestety, pakiet z Baculą w PLD wciąż w rozsypce (ale się
buduje i nawet jakoś działa), a wsparcie dla DVD w Baculi wciąż nie domaga...
Ale jakoś udało mi się to zmusić do działania. Znaczy się, dysk mi rzęzi,
nagrywarka mruga diodą... czy z tej płytki się potem będzie dało coś odzyskać,
to się dopiero okaże.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
30 listopada 2005 18:40:23
To mi się podoba, trzech adminów. A nie jak u mnie ja i kumpel, który mnie wspiera przy okazji robiąc milion innych rzeczy :D