Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Kolejny grobowy wpis

W środę zaczęliśmy w firmie akcję rozpierdziel — gruntowną modernizację sieci z wymianą części sprzętu (głównego routera) i większości softu wraz z konfiguracją. Nowy system ani przetestowany, ani skończony. Ale stary sprzęt się już sypał, a niedoskonałości starej konfiguracji już mocno dawały się we znaki.

Więc już od poniedziałku, a nawet od poprzedniego tygodnia, w pracy było znacznie więcej roboty niż wcześniej. W środę zaczął się zapiernicz na maksa. Wtedy siedziałem od 8:00 do 19:15 (normalnie kończę o 16:00) tyle, żeby uruchomić przynajmniej dostęp do Internetu większości userów. W czwartek oczywiście okazało się, że to wcale nie działa jak należy, powychodziło masę innych problemów no i czas było userom pocztę odpalić. Siedziałem do 22:15. W piątek przyszedłem do roboty na 12:00 (bo o 8:00 to bym się i tak do niczego nie nadawał), wyszedłem o 16:30, ale potem jeszcze w domu do późna przy tym siedziałem. W sobotę nie lepiej. Praktycznie cały dzień przy kompie, z przerwą na obiad u mamy. W niedziele obudził nas telefon od niezadowolonego klienta. Tego było za dużo. Niedziele to czas na żonkowe koniki, więc po prostu wyłączyłem tę komórkę dyżurnego admina. Miałem na jej dzwonki reagować nawet w nocy, ale że pracodawca już i tak naciągnął reguły, to sumienie mnie bardzo nie pogryzło.

Wiem, że to wcale nie tak dużo roboty. W tej branży to norma, wielu kolegów po fachu miewa dłuższe sesje na serwerowni i zdarza im się to znacznie częściej i nie marudzą (chłopaki, podziwiam was!). Jednak okazało się, że to starczyło, żebym zrobił się nieznośny, warczał na bliskich, nie robił tego o co mnie proszono itd. itp. Okazałem się zwykłym gnojem. Co gorsza to wszytko mimo tego, że starałem się pilnować. Pamiętałem jaki byłem, gdy przy pracy się zapominałem, więc starałem się nad sobą panować. Najwyraźniej nieskutecznie, a do tego, słysząc brutalną prawdę się rozklejam się, i staję się żałosnym gnojem...

Bycie dobrym mężem i ojcem ostatnio chyba nawet mi jakoś wychodziło. Ale to wtedy, gdy w pracy roboty raczej unikałem, równo o 16:00 wychodziłem i w domu starałem się nawet nie zaglądać na firmowe serwery i do firmowej poczty. No i Holender nawet za bardzo roboty dla mnie nie miał. Czyste obijactwo, nawet swoje otwarte projekty odpuściłem, żeby miło spędzać czas z rodzinką. Fajnie było, tylko wiecznie tak być nie może.

No i jaką ja mam przyszłość w tej branży? Jeśli chcę znaleźć jakąś lepszą robotę muszę się wykazać. Raczej nie ma na to sposobu, który nie byłby ani pracochłonny, ani stresujący. Czasem mam ochotę ciepnąć tym wszystkim poza obowiązkowymi 8-ma godzinami w firmie, ale do czego mnie to doprowadzi?

A może powinienem uznać, że nie mam się przejmować tym co żona sądzi, bo żona marudzi, a ja skoro pracuję, to mam prawo być trochę nieprzyjemny? Po prostu robić swoje i w ten sposób zapewnić sobie przyszłość, a rodzinie lepszy byt? Wolę nawet nie próbować, bo mogę stracić to co najcenniejsze. Ledwo udało mi się częściowo naprawić, co kiedyś w podobnych okolicznościach popsułem... A do tego nie mam jaj, więc i tak by nic z tego nie wyszło (ani lepszy byt, ani nie przejmowanie się żoną).

Na koniec ciekawostka: teraz, gdy w firmie mało co działa, nikt nie sugeruje, że admini się opierdalają, czy źle robią swoją robotę... a wcześniej, przed akcją rozpierdziel, gdy czasem niedziałało tylko parę rzeczy, nie bardzo od nas zależnych, traktowano nas jako wzór nierobów. Ale to pewnie szybko wróci...

I sorry za brak normalnych wpisów. Gdy dzieje się coś ciekawego, to jestem tak zajęty, że nie mam czasu pisać, a dorywam się do Joggera, dopiero gdy mi się wszelkiej sensownej roboty odechciewa...


Komentarze

ajot

21 listopada 2005 21:50:01

bo dobry admin to taki admin, który się w pracy nudzi....

zgoda (jarek)

21 listopada 2005 21:50:04

Jak się zajmiesz programowaniem zamiast adminowania, to będziesz pracował 9-17 i pies z kulawą nogą do Ciebie nie zadzwoni.

Jajcus

21 listopada 2005 21:50:51

ajot: może i dobry, ale łatwo może zostać bezrobotnym adminem ;-)

ajot

21 listopada 2005 21:51:56

jajcus: czasami trzeba pracodawcy pozwolić uczyć się na własnych błędach

Jajcus

21 listopada 2005 21:52:21

zgoda: programowanie? komercyjnie? ze terminami, wymaganiami klientów, całym zespołem itd.? fuj... To raczej nie dla mnie.

Jajcus

21 listopada 2005 21:54:04

zgoda: i adminując też sporo koduję. W tym, w czym mi wygodnie, czyli w Pythonie. I tak jak _ja_ potrzebuję i jak _mi_ wygodnie.

Zibik

21 listopada 2005 21:55:14

Problem w tym, że kobiety nas średnio rozumieją. Wystarczy kilka dni "akcji rozpierdziel" i od razu zaczynają się pretensje. Miałem okazję się o tym przekonać jak przez ostatnie dwa miesiące zmienialiśmy łącza i kofigurację sieci. Zdarzało się, że wracałem do domu nawet o północy, bo biznes jest biznes, a klienci czekają. Na szczęscie już jest po i teraz ja mogę ponarzekać "bo zupa była za słona" ;)

ajot

21 listopada 2005 21:56:13

Jajcuś: Jeszce jedno - nie jesteś gnojem. Po prostu troche gorzej sobie radzisz z tym stresem, który niewątpliwie się pojawił w Twoje pracy. Rodzina powinna brać an to poprawkę - tym bardizej, ze to sytuacja przejściowa.

Jajcus

21 listopada 2005 21:58:50

ajot: ale sam też powinienem starać się lepiej nad sobą panować. Źle sobie radzę ze stresem, to muszę wykombinować, jak sobie z tym radzić lepiej. Zbyt dużo jest do stracenia.

ajot

21 listopada 2005 21:59:47

Jajcus: ale nie powinienes zostać z tym sam. Rodzina powinna Ci pomagac w pokonywaniu tego problemu.

Jajcus

21 listopada 2005 22:01:10

ajot: I często pomaga. Bardzo. Ale czasem nie wytrzymuje... i to mnie wtedy boli.

Hawk

21 listopada 2005 22:14:10

Jajcus: jeżeli tylko adminujesz, to i tak jesteś w dobrej sytuacji. Ja mam jeszcze na głowie helpdesk (choć przyznać muszę, zostałem na tym polu trochę odciążony). To jest dopiero stresująca praca. Człowiek sobie spokojnie coś dłubie na serwerku, a tu mu co chwila userzy przyłażą lub wydzwaniają z tekstami "bo mi nie działa". Oczywiście najwięcej takich userów jest np jak się walczy z padniętą pocztą czy inną newralgiczną usługą. Aha, nie ma tu nic do podziwiania. BTW: ja sobie bardzo cenię pracę w nocy. Nikt mi wtedy gitary nie zawraca i mogę w godzinę zrobić to co w normalny dzień by mi cztery zajęło, a i stresować się wtedy nie trzeba bo człowiek siedzi sam wtedy zazwyczaj i nikt go nie goni ani mu nie dogaduje.

D-

21 listopada 2005 23:15:38

zgoda: Opierdalanie to stan ducha. Właściwie nie zależny od działki/zawodu ;)

D-

21 listopada 2005 23:22:40

Jajcuś: No, u mnie narasta powoli podobny problem. O ile Żona z 14 h dniem pracy jakoś sobie radziła, to odkąd zostałem tatusiem (miesiąc i kawałek) czuję się (sam z siebie) coraz bardziej podle z tego powodu, bo ona co prawda szczególnie nie narzeka, ale widzę, że jest mnie za mało. Tylko z drugiej strony pozycja wydatki póki co rośnie dośc gwałtownie, więc wszelkie gwałtowne ruchy też nie są dobrym pomysłem. Ehhh...

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...