Last.fm?
Bawię się właśnie Last.fm. Idea ciekawa, wykonianie takie sobie. Ale może się to jakoś rozwinie.
Na razie bywa zabawnie. W końcu udało mi się odpalić kanał blues
(wczoraj próbowałem kilka razy, bez efektu). Pierwsze poleciało Tears in
Heaven
Erica Claptona. To można jeszcze za bluesa uznać. Kolejny utwór był
większym zaskoczeniem... Last.fm zaserwowało mi... Slayera. ;-)
Inna sprawa, że utwór i tak mi się spodobał.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
22 września 2005 11:14:02
Strumień strasznie się rwie, właściwie to rzadko zdarza mi się utwór odegrany od początku do końca bez przerw. I są straszne opóźnienia -- playerek wypisuje, że gra jakiś kawałek, a zostanie on odegrany dopiero za jakieś 10 minut.