16 lipca 2005
23:02:34
|
kategorie:
pierdoły,
Znowu wszyscy
na Joggerze zaczęli robić test, to zrobię i ja...
wyniki dość interesujące (filmu nie kojarzę).
![[Bill Clinton]](http://images.similarminds.com/leader/3.jpg)
What Famous Leader Are You?
![[Sunset Boulevard]](http://images.similarminds.com/movie/3.jpg)
What Classic Movie Are You?
personality tests by similarminds.com
16 lipca 2005
11:04:07
|
kategorie:
firefox,
oprogramowanie,
Gdy instalowałem sobie Firefoksa 1.0 na domowym komputerku, to wybrałem
sobie angielską (brytyjską, nie amerykańską!) wersję językową. Co prawda
disc
zamiast disk
trochę kłuło w oczy
(w terminologii komputerowej niestety przywykłem do amerykańskiego), ale
przynajmniej colour
itp. jest normalnie. W każdym razie
z tą lokalizacją jest mi całkiem dobrze, ale...
Gdy przychodzi czas na upgrade okazuje się, że nowa wersja jest na
początku tylko po amerykańsku. Na angielską wersję językową trzeba długo
czekać, mimo że w przypadku poprawek bezpieczeństwa nie powinno się czekać ani
chwili. Do Fx 1.0.5 jeszcze wersji brytyjskiej nie ma.
Pojawia się pytanie, czemu w takim razie nie zainstaluję sobie po prostu
wersji amerykańskiej. Ano temu, że po jej zainstalowaniu Fx przestaje działać
z moim obecnym profilem, a swoich ustawień i rozszerzeń nie chcę się pozbywać.
Każdy normalnie tłumaczony projekt (czyt. tłumaczony przy użyciu gettexta) ma
fallback do języka domyślnego (zwykle amerykańskiego). W takim przypadku może
się pojawić nowa wersja bez czekania na uaktualnienia lokalizacji —
w najgorszym wypadku będzie brakowało kilku napisów. A jak ktoś chce zmienić
język to po prostu wybiera nowy, ewentualnie instalując wcześniej pliki
tłumaczeń. Niestety w oprogramowaniu Mozilli to tak nie działa — muszą być
zasoby w wybranym języku albo całość się wypieprza na brakujących
encjach
. Już nie mówiąc o tym, jak się sprawy komplikują, gdy z jednej
instalacji Firefoksa mieliby korzystać użytkownicy różnych języków.
No i nie wiem. Czekać dalej na Fx 1.0.5 w wersji English (British)
,
czy instalować domyślną i hackować swój profil (zdaje się, że poprzednio przy
tym poległem)?
10 lipca 2005
17:06:11
|
kategorie:
pierdoły,
seks,
Już kiedyś czytałem (poprzez pubsub.com, jak zwykle) na fragment tego
artykułu (dalej nie szukałem), a teraz trafiłem do źródła: The Coming Boom
Rzecz jest o tym jak naukowcy badają kobiecy orgazm w celu wytworzenia
odpowiednika Viagry dla kobiet. Technika badań jest dość ciekawa — link
po jakim trafiłem do artykułu był trafnie nazwany Reverse
engineering the female orgasm
.
No, nie zupełnie o odpowiednik Viagry chodzi, bo nie tylko gotowość fizyczną
(co jest problemem u facetów) ma to dawać, ale także ochotę seks. Cel badań
mnie się trochę kojarzy z świństwami wsypywanymi dziewczynom do drinków, aby
były łatwiejsze. Rozumiem, że niektórym kobietom może to być potrzebne, ale
pewnie, gdy to powstanie, to jak zwykle będzie nadużywane. I rozkręci się wielka
akcja reklamowa (potęgująca to nadużywanie)... i spamerzy będą mieli co
sprzedawać
... I faceci nie będą musieli już się starać, bawić w jakieś
gry wstępne itp., bo wszystko załatwi jedna tabletka... Nie, może nie będzie
tak źle... w końcu są jeszcze na tym świecie ludzie radośni mimo, że nie
używają Prozacu ;-)