Co w lesie piszczy
Pozazdrościłem żonie i córce atrakcji na świeżym powietrzu i wybrałem się na wycieczkę do lasu. Już po drodze mogłem podziwiać piękno przyrody — ukwiecone łąki i pobocza wyglądały naprawdę malowniczo. Widać burza dobrze zrobiła cykoriom, dziewannom i innym roślinkom. Zresztą, burza była tam tuż przede mną. Co prawda, w Gliwicach sucho, ale po drodze bardzo mokro, a jeszcze miejscami pokropiło.
W lesie już nie padało, ale było bardzo mokro i trochę parno, ale o niebo lepiej niż wczoraj w mieście. Grzybów brak, ale też nie spodziewałem się udanych zbiorów. Jednak, jeśli pogoda (ciepło i mokro) się utrzyma, to jest szansa na wysyp grzybów w przyszył tygodniu. Ale pewnie nie będę miał już wtedy czasu albo chęci, żeby to sprawdzić.
W każdym razie moje dziewczyny moczyły nogi w morzu, a ja w leśnej trawie. Mam mokre spodnie,
buty i skarpety, ale jestem zadowolony z wycieczki. Teraz pójdę na miasto na jakiś obiad —
w lodówce skończyły się jajka, a więc i moje kulinarne możliwoście ;-).
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
31 lipca 2005 21:04:05
Polecam schabowe + frytki, sprawdza się dość dobrze. W ramach odmiany można sobie piersi z kurczaka przyrządzić i zwykłe ziemniaczki ugotować :)