Upijam się Mirindą, na smutno...
Dzisiaj wyjechaliśmy na imprezę integracyjną z okazji 10-lecia firmy.
Dwanaście par i dwóch samotnych adminów (moja żona została w domu z
dzieckiem)... a ja myślałem że mogę się źle czuć na Pingwinariach, gdzie na
stu facetów było tylko jakieś dziesięć dziewczyn (ale za to wszystkie moje
;-)). No to ostatnie to oczywiście żart.
A więc na dzisiejszej imprezie siedziałem sobie sam (kolega się szybko zmył) i popijałem Mirindę patrząc jak się inni bawią (muzyka u góry jeszcze gra). Wskakiwałem na parkiet tylko przy jakichś szybszych kawałkach, które jednocześnie dały się słuchać (niestety DJ raczył nas też utworami które tego warunku nie spełniały). Nigdy więcej na takie imprezy bez własnej kobiety!
Z drugiej strony, jednak wbrew wszystkiemu humor mi nadal dopisuje i chyba na razie jestem zadowolony... Zobaczymy jakie atrakcje będą jutro i w niedzielę...
Przekonałem się też, że moja alergia nie ustąpiła. Nie wziąłem normalnie
wieczorem leków, to o pierwszej w nocy już kichałem i smarkałem. Psiknąłem
sobie i łyknąłem co trzeba było psiknąć i łyknąć i jest lepiej.
:-)
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
30 kwietnia 2005 07:51:56
Hmmmmm, bez własnej kobiety mówisz? ;->
I myślisz ze następnym razem jescze gdzieś Cię puszczę? ;-)