Uzależnienie od bloga?
Kilka osób przyznało się do uzależnienia od bloga mojej żony. Hmmm... coś w tym jest — takie rzeczy się zdarzają. Sam jestem chyba uzależniony od jednego bloga: Hi, My Name Is Steve, and I Am a Sex Addict.
I nie chodzi o świństwa. Mimo, że jestem stary świntuch, to nieprzyzwoite
opowiadanka mnie z czasem nudzą. A tam zaglądam, od wielu tygodni, codziennie,
cierpiąc w weekendy z powodu braku nowych wpisów. Frajdę sprawia mi śledzenie
losów tej pary, przeżywam w pewien sposób ich radości i niepowodzenia, a także
pozwala mi to lepiej zastanowić się nad własnym życiem i związkiem. To chyba
coś jak oglądanie reality show, czy oper mydlanych (za jednymi i drugimi
raczej nie przepadam), ale czasem można sobie pozwolić na takie
niskie
rozrywki. ;-)
Jest też sporo innych blogów na które zaglądam, ale poza Joggami, które
dzięki technicznym ułatwieniom śledzę na bieżąco, odwiedzam je raczej
sporadycznie — jak mi się przypomni. O, właśnie — dawno nie
zaglądałem na blog Bruce'a
Eckela... i słusznie, nic tam nowego nie ma :-(.
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
18 kwietnia 2005 22:12:00
To tylko internet, prawdziwe życie jest gdzie indziej. Doznaję go nieustannie od 2 tygodni w postaci remontu mieszkania i szczerze nienawidzę. Internet jest o wiele fajniejszy.