No i znowu płaczę
No i znowu płaczę. Tym razem jednak to nie chora psychika, ale fizjologia. Cholerne pyłki niewiadomoczego. W tym roku zaczęło się nawet dość łagodnie — dwa tygodnie temu lekki katar, ale upierdliwy, bo spływający do gardła. Zacząłem wtedy łykać jakieś tabletki (kupione bez recepty, więc mało i drogo) i nawet jakby pomagały. Jednak przestały pomagać. Od paru dni boli mnie gardło (zwykle taki jest skutek tych spływających glutów), a ostatnio jeszcze smarkam, kicham i łzawię. Zacząłem sobie już nawet tymi sterydami do nosa psikać, ale to trochę potrwa zanim to zacznie działać. Jutro spróbuję się wybrać do lekarza. Nic genialnego raczej nie wymyśli, ale przynajmniej tańsze lekarstwa zapisze i może coś na te gardło (nie będę dwa tygodnie tego Sebidinu ssał).
No i jak tu teraz cieszyć się wiosną? Na szczęście mnie to w miarę szybko przechodzi (liczę, że i tym razem tak będzie), znacznie gorzej miewa żonka w czerwcu...
Śledzenie komentarzy (RSS)
17 kwietnia 2005 16:35:27
Na katar Sudafed jest całkiem niezły, przynajmniej mi pomagał...