Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Bo to są pomarańcze z Biedronki

Z trzy tygodnie temu zamknęli mój ulubiony sklepik koło mojej pracy. W Żabkach, obu, od miesiąca chyba remont. Jedyne miejsce w pobliżu firmy, gdzie teraz mogę sobie kupić owoce, to Biedronka. Więc codziennie tam chodzę, wybieram owoce i stoję w tej kolejce... No jeszcze jest jeden sklep, z innej strony, ale nie chce mi się tam chodzić bo jest nie po drodze do krokietów.

Wracając do owoców w Biedronce. Jabłka mają takie, że aż patrzeć na nie nie mogę. Grejpfruty śliczne, ale nie dobre — za gorzkie. Mandarynki paskudne — obierają się tak ciężko jak najgorsze pomarańcze, a do tego strasznie kwaśne. Banany dobre, ale często jeszcze zielone. Za to pomarańcze... pomarańcze przepyszne — słodziutkie i soczyste, a do tego łatwo się obierają. I to za każdym razem gdy kupiłem sobie na drugie śniadanie do pracy.

Wczoraj o tych pomarańczach wspomniałem żonie. Oburzyła się, że się nie podzieliłem. Ja na to, że bałem się, że jak kupię do domu, to mogą się okazać niedobre. Ale pomyślałem, że w końcu, skoro zawsze były dobre, to czemu miałyby nie być kolejnym razem. Co prawda widziałem, że już się kończą, ale jak będą to się kupi, jak nie, to nie.

Dzisiaj więc poszedłem do Biedronki z zamiarem kupna czterech pomarańczy, zamiast jednej. Tym razem nad pomarańczami była nawet kartka promocja, ale pomarańcze wyglądały tak samo jak wczoraj i wcześniej. Może trochę bardziej przebrane, więcej podgnitych (wcześniej tez się trafiały), ale można było znaleźć zupełnie ładne, jak te wcześniejsze. Wybrałem cztery z tych najładniejszych. W pracy wybrałem z nich tę najbrzydszą (wyglądała na lekko podgnitą), żeby się upewnić, że to wciąż to samo. Była, jak zawsze, przepyszna. Pachniało nią podobno potem w całej firmie.

Wieczorem więc w domku obraliśmy sobie jedną. Była jakby zepsuta i właściwie niejadalna. No to drugą... ta strasznie sucha w środku, też nie dało się jeść. Dopiero trzecia okazała się jadalna... ale zupełnie to nie było to co jadałem w pracy... Chyba czasem nie warto przy zakupach myśleć o rodzince... znaczy się, przy zakupach w Biedronce...

A teraz wcinam pyszne jabłuszko, które mi żona obrała. Z osiedlowego warzywniaka. Warzywniaki rządzą! ;-)


Komentarze

sztywny

04 marca 2005 20:35:15

Jedzenie z supermarketów to w 95% taki shit, że szkoda sobie zdrowie psuć.

ajot

04 marca 2005 20:38:25

Jajcus: bo z biedronki to najlepsze sa opisy do jabbera :)

D-

04 marca 2005 20:39:50

sztywny: z drugiej strony śmierdzącego kurczaka i w osiedlowcu usiłowali mi sprzedać. Na szczęście śmierdział już bardzo. I myślisz, że pANI go wyrzuciła jak go zwróciłem?

sztywny

04 marca 2005 20:48:17

D-: Oczywiście zawsze można trafić na oszustów i skurczybyków. Ale w Biedronce nawet jak kupisz coś nie-przeterminowanego to przeważnie jest niskiej-jakości, nafaszerowane konserwantami, itp. itd.

Ika

04 marca 2005 20:49:23

No i nastoisz się jak głupi, bo... pół Polski kupuje w Biedronce ;-)

jpc

05 marca 2005 01:35:16

sztywny: naiwnyś bardzo, jeśli myślisz, że chemiczne i konserwowane to jest tylko w Biedronce. ;]

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


Jesteście obserwowani...