Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Lewica i prawica

Po komentarzu do ostatniej notki postanowiłem spisać moje przemyślenia dotyczące gospodarczej lewicowości i prawicowości. Oto one:

To są dwie ideologie, które w gruncie rzeczy mają te same, słuszne cele: powszechny dobrobyt, jednak wychodzą z różnych założeń. Lewica zakłada, że nie można mówić o powszechnym dobrobycie, gdy nieliczni żyją w dostatku, a reszta w biedzie. Idea jest taka: niech wszyscy pracują na wspólny dobrobyt. Chory, głodny, bezrobotny, niewykształcony człowiek nie przyczyni się do wspólnego sukcesu, dlatego społeczeństwo powinno finansować wszystkim wykształcenie i opiekę społeczną, a zasady zatrudnienia i wynagradzania za płacę powinny być ściśle regulowane, żeby każdy miał swoją szansę. W skrajnym wypadku: każdy to co zarobi daje do wspólnego wora, a kompetetni urzędnicy to rozdzielą według potrzeb.

Prawica zakłada, że najlepiej się będzie społeczeństwu wiodło, jeśli każda jednostka zadba o siebie najbardziej jak potrafi. Państwo nie powinno nikomu w tym przeszkadzać jakimiś regulacjami, ani nie powinno ludzi wyręczać grając Janosika — zabierając tym co się dorobili, żeby wspomóc tych którzy sobie nie radzą. Każdy ma równe szanse i tylko od niego zależy co z tego wyniknie. W skrajnym wypadku jest wolna amerykanka i prawo dżungli — każdy robi co tylko może, aby odnieść sukces.

Problem z lewicą jest taki, że skoro na każdą jednostkę pracuje całe społeczeństwo, to większość jednostek nie ma interesu się bardzo przykładać do tej pracy, nie pracuje więc tak wydajnie jakby mogła. Wielu nie będzie uczciwych i różnymi przekrętami załatwi sobie świadczenia jako potrzebujący. Pieniędzy w budżecie jest więc coraz mniej. Ale i tak w budżecie jest ich najwięcej. Ci, którzy wierzą w lewicowe idee, całe swoje życie poświęcą na pracę na rzecz społeczeństwa. W tym czasie inni będą się pchali tam, gdzie pieniądze — a więc do władzy, która kontroluje budżet. Dojdą tam ci, którzy mają do tego najlepsze predyspozycje — najlepszą smykałkę do interesów (przekrętów). Wszystki co uda im się zdobyć wykorzystają aby iść dalej... Zauważcie, że tu działają mechanizmy prawicowe.

Z prawicą problem jest taki, że zakłada, że każdy wartościowy człowiek (nie obibok, leń, pijak itp.) jest w stanie sam o siebie zadbać. Że wolny rynek, bez regulacji i świadczeń socjalnych promuje wykształcenie, pracowitość, zdrowy tryb życia — gdyż będą one w interesie każdego. Jednak są ludzie zdolniejsi i mniej zdolni. Ci pierwsi szybko wyprzedzą, uczciwie, bądź nie, pozostałych. Więcej osiągną też ci, którzy poświęcą się dla sukcesu np. olewając rodzinę i pracując 24h/dobę. Niektórzy mogą mieć po prostu pecha i zostaną w tyle. I w tym momencie kończą się równe szanse. Chodzi o finansowy sukces, więc każdy dąży do tego, żeby zarobić jak najwięcej. Pieniędzy na rynku jest ograniczona ilość, więc każdy będzie dążył do zminimalizowania konkurencji, żeby było dla niego więcej. Ci co dobrze wystartowali i mają więcej pieniędzy mają większe możliwości — będą więc dążyć do tego, żeby ograniczyć dostęp do rynku pozostałym. W wyniku tego przepaść rośnie, największe korporacje zaczynają dyktować warunki, a przeciętny Kowalski jest tylko dojną krową. Gorzej ma nieprzeciętny (chory, stary, idealista) Kowalski, który do dojenia się już nie nadaje. A rynek przestaje być wolny — jest coraz bardziej regulowany (hmmm... czy to nie domena lewicy?).

Obie ideologie, gdy puszczone na żywioł kończą się właściwie tym samym. Nieliczni, przy kasie, kontrolują całe społeczeństwo. W przypadku prawicy można się w tym stanie rzeczy dopatrzyć zgodność z pierwotną ideą — wybili się najlepsi (w pewnym momencie ich kariery mogli być np. najlepsi w mordowaniu). W przypadku lewicy pojawią się głosy, że idea była dobra, tylko została wypaczona przez tych przy władzy (ciekawe... skoro taka dobra, to czemu zawsze zostaje wypaczona?). W każdym razie nie widzę przyszłości ani w lewicy ani w prawicy.

IMHO najlepszym rozwiązaniem jest swego rodzaju przeciąganie liny. Tak, że do głosu dochodzą obie strony i żadna nie pozwala drugiej na zbyt wiele. IMHO u nas niestety lina została przeciągnięta trochę za bardzo na lewo. Prawdopodobnie wynika to z tego, że w okolicach środka to lewicowe hasła brzmią lepiej, a populizm, niestety, okazuje się najlepszą drogą do popularności polityka. Dlatego teraz, zarówno lewica, jak i prawica ciągle wykakują z jakimiś lewymi pomysłami: komu by tu jeszcze dać kasę (komu ją zabrać, to się zawsze znajdzie).

Skrajna prawica i skrajna lewica działały by dobrze. W zamkniętym kręgu uczciwych ludzi. W takim przypadku wybrałbym raczej prawicę. Jednak w rzeczywistym świecie się tak niestety nie da.

Ja jestem zwolennikiem rynku bez koncesji, pozwoleń, dotacji rządowych (w szczególności różnych oddłużeń) itp., ale jednocześnie z mocnymi i skutecznymi regulacjami prawnymi zapewniającymi równe szanse, a więc ograniczającymi monopole (wolność do wykupienia wszystkich firm w branży przez dominującą może się opłacać właścicielom tych firm, ale nie gospodarce), zapewniającymi właściwą odpowiedzialność w przypadku konfliktów (żeby nie było tak, że duża firma zrobi coś niedobrego małej firmie, tak że ta zbankrutuje, a zostanie ukarana tak, że nie poczuje), itp. Nie podobają mi się żadne ulgi podatkowe, nakładanie większego podatku na lepiej zarabiających oraz masa różnych dziwnych podatków pośrednich. Jednak nie uważam, że zrezygnowanie z podatków zupełnie, czy drastyczne ich obniżenie mogłoby uzdrowić gospodarkę. Po prostu staram się rozumieć obie strony i szukać najlepszych rozwiązań z obu stron. Niestety przed wyborami mam zawsze problem, bo widzę, że większość polityków rzeczywiście czerpie z obu stron, jednak nie zawsze to co słuszne.

P.S. pewnie nieźle nabredziłem... ale po prostu niespecjalnie interesuję się polityką i ekonomią i bardziej nie chcę. Po prostu chciałem, żeby było jasne skąd się wzięły te cyferki podane we wcześniejszym wpisie. Proszę nie próbować mnie nawracać na którąkolwiek stronę, bo się całkiem zakałapućkam w dyskusji ;-)


Komentarze

Cachotterie

18 lutego 2005 18:56:09

Dużo masz racji, a najwięcej chyba w tym, że żyjemy w rzeczywistym świecie i ani prawdziwej prawicy, ani prawdziwej lewicy nigdy nie będzie. ;)
A przeciąganie liny... cóż - tak, ale o ile przez większość czasu stoi się w miejscu (tzn. nie ma gwałtownych ruchów ani na prawo ani na lewo) - bo u nas w kraju to w zasadzie mamy takie przeciąganie liny (raz SLD-i-okolice, w następnych wyborach AWS/PO/PiS/okolice - i tak na zmianę co wybory) ale nie wydaje mi się żeby to nadzwyczaj zdrowe było... Bo co jeden rząd jakieś reformy wdraża (mniej lub bardziej mądre, ale jednak ogólnie chociaż trochę na plus), to następny przychodzi i wszystko wywraca do góry nogami...

kalma

18 lutego 2005 19:06:04

Ależ Ci się chciało taki tekst wysmarować, jestem pełen podziwu. Ale wiesz, jakby pieniędzy była ograniczona ilość, to byśmy inflacji nie mieli ;)

Jajcus

18 lutego 2005 19:07:55

kalma: To oczywiście było uproszczenie. Cały ten tekst to masa różnych uproszczeń, ale to chyba zbytnio nie zmienia tego co chciałem przekazać. :)

Jajcus

18 lutego 2005 19:14:31

Cachotterie: cały numer polega na tym, że ta lina się nie przesuwa. Zmieniają się zawodnicy, ale lina cały czas po lewej stronie. AWS rozdawał (wcześnie oczywiście nam zabrane) pieniądze w jakichś zasiłkach prorodzinnych, w podwyżkach dla pielęgniarek, czy dla zadłużonych kopalń (mogę trochę się mieszać w czasie i partiach, ale to dużo nie zmienia), a SLD próbowało wyciągnąć na autostrady, władowało w zmianę reformy zdrowia i coś tam jeszcze. Wszyscy obiecują uproszczenie systemu podatkowego, ale też chyba wszyscy byli za ulgą za Internet... a przed kolejnymi wyborami znowu są przechwałki kto komu ile pieniędzy rozda...

Cachotterie

18 lutego 2005 19:16:32

Heh, też prawda, może trzeba by powiedzieć że wszyscy stoją po lewej stronie i ruchy liny są, ale nigdy nie przesuwają się na prawą stronę...
Tak czy inaczej, najbardziej mnie przeraża że w najbliższych wyborach już naprawdę nie wiem na kogo głosować :/ Wszystko to jedno i to samo, tylko innymi słowami...

torero

18 lutego 2005 20:07:21

Nie będę Cię nawracał, pozwolę sobie tylko na kilka spostrzeżeń do Twoich spostrzeżeń :)

1. "Lewica zakłada, że nie można mówić o powszechnym dobrobycie, gdy nieliczni żyją w dostatku, a reszta w biedzie". Prawica też nie. Pisałem o tym wielokrotnie - bieda jest pojęciem zawsze podnoszonym w stosunku _do czegoś_. Polski biedak na tle Murzynów np. z Sudanu okaże się krezusem. "Bieda" więc istnieje ZAWSZE i wynika to z matematyki - jeśli jakaś jednostka ma dochód powyżej średniej, inna będzie go miała poniżej tej średniej, ergo zostanie "biedakiem". Cała rzecz idzie o to, że lewica uważa - bezpodstawnie - że stosunkowo małe rozbieżności w dochodzie da się zadekretować i że w wyniku tego zadekretowania będziemy happy. Prawica - że służą temu mechanizmy mniej inwazyjne, a co lepsze - SPRAWDZONE [płaskie i niskie podatki, wolny rynek, etc.]

2. "Ci, którzy wierzą w lewicowe idee, całe swoje życie poświęcą na pracę na rzecz społeczeństwa". To półprawda. Elektorat lewicowy, poza idealistami [czyt. ludźmi negującymi zdroworozsądkowy i wypływający z natury ludzkiej egoizm], składa się dodatkowo z ludzi, węszących w "solidaryzmie społecznym" gigantyczną szansę na równie gigantyczne przekręty. I nie są to sporadyczne przypadki czy mój wylew żółci, ale masowa reguła, wystarczy popatrzeć chociażby na [już] kastę działaczy związkowych czy mnogość stołków przeróżnych "rzeczników praw".

3. Korporacje mają rację bytu tylko w przypadkach nasilających się tendencji etatytycznych właśnie, przypadki typu MS to wyjątki. Dużym steruje się znacznie trudniej, więc o ile nie stwarza się finansowo - prawnych przeszkód na drodze do tworzenia nowych firm i wchodzenia na nowe rynki, mali podgryzają dużych i interes się kręci. W warunkach wolnej konkurencji korporacje rosną, aż dławią sie własnym rozmiarem, jak chociażby niedawno HP połączony z Compaqiem, gdzie wszyscy są ciężko zdziwieni "nikłymi efektami synergii". A to po prostu dinozaur zrobił się za duży :)

I tyle. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że - jak pisałem Cachotterie - przy swoich poglądach nie wszedłem ponad +2 na żadnej ośce. Albo test jest do bani, albo u mnie kiepsko z angielskim ;)

Jajcus

18 lutego 2005 20:37:12

torero:

> "Ci, którzy wierzą w lewicowe idee, całe swoje życie poświęcą na pracę na rzecz społeczeństwa". To półprawda.

Nie. Pisząc „ci, którzy wierzą w...” miałem na myśli tych którzy w to wierzą, nie tych, którzy to tylko głoszą. Wśród wszelkich „lewaków” jest cała masa idealistów, którzy naprawdę wierzą w to co robią i robią to z całym sercem dla dobra ogółu. Oni o chlebie i wodzie będą pracować dla innych, gdy ci, co dzięki tym idealistom doszli do władzy, zgarniają wszystko dla siebie.

Poza tym się z Tobą zgadzam. W świetle tego co piszesz, to jestem bardziej na prawo niż na lewo. Ale odnosiłem się do wyników Politycznego Kompasu oraz „wzorców prawicowej gospodarki” jak USA. Cały dowcip polega, że nie jest to oś lewo-prawo, czy prosta płaszczyzna, ale strasznie pokręcona przestrzeń wielowymiarowa. Nie można tak prosto określić kto jest bardziej lewicowy, a kto prawicowy.

Express

18 lutego 2005 20:47:42

Oj, te uproszczenia są wręcz ogromne. Raz, że podział lewicę i prawicę, a podział według poglądów gospodarczych to nie jest wcale to samo. Spójrzmy chociaż na nasz kochany kraj :)

A dwa - jest tylko jeden mechanizm, który jasno pokazuje, czy należy iść w stronę socjalizmu, czy kapitalizmu: praktyka. Polska była "najweselszym barakiem w obozie", ale dziwnym trafem to Polacy uciekali na zachód, a nie np Francuzi do Polski. Socjalizm skompromitował się w KAŻDYM bez wyjątku przypadku, skrajne wypadki, to Korea, do niedawna Kuba i to wszystko co widzieliśmy wokół siebie te paręnaście lat temu. A im więcej kapitalizmu i wolnego rynku tym lepiej. Przykład: Tajwan, Hongkong przed 1997, Singapur... Niemal absolutnie wolny rynek, szybkie kariery, marginalne bezrobocie i bieda - bo te istnieć muszą i zawsze będą.

A jednym z najciekawszych przykładów jest Kuba: Przez X lat żyli z cukru. I tak się wspaniale rozwijał ten ich socjalizm, że nie wymagająca prawie żadnych nakładów (bo praca ludzka jest taniutka) uprawa trzciny cukrowej przestała być opłacalna.
["Co by było, jakby komuniści rządzili na Saharze? Przez miesiąc nic, a potem piasek by zdrożał"]

Co zrobiła Kuba? Wpuściła turystów. I pół wyspy żyje z tej czysto kapitalistycznej gałęzi gospodarki, dostarczając przyjezdnym wszystkiego czego chcą. Ci którzy nie wkręcili się do turystyki nadal klepią biedę.

Ja widzę jedno rozwiązanie - nie lewica czy prawica, bo zgodnie z definicjami należałoby się jeszcze odnieść do np. stosunku do religii i paru innych - ale wolny rynek, z domieszką wolnego rynku i elementami wolnego rynku - tak, żeby nie było wątpliwości.

torero

18 lutego 2005 21:17:54

jajcuś: Ja nie kwestionuję istnienia lewicowych idealistów. Twierdzę tylko [bez złośliwości], że ich działanie jest działaniem na przekór zdrowemu rozsądkowi, bo oparte jest na założeniach co najmniej ksieżycowych. Na poglądzie, że każdy człowiek jest naszym bliźnim, to może/mogła opierać się śp. Matka Teresa czy chrześcijaństwo [chociaż to ostatnie już znacznie mniej - co nawiasem mówiąc dogłębnie pokazuje powodzenie idei w grupie statystycznej], ale nigdzie jeszcze na świecie egzaminu nie zdaje opieranie na podobnych utopiach organizmu państwowego. I to właśnie miałem na myśli, pisząc o "idealistach socjalistycznych".

Owszem, istniało i nadal istnieje kilka państw opartych na ideach - ale są to idee drastycznie inne od socjalistycznych, jak słusznie zauważył Express :)

zgoda (jarek)

18 lutego 2005 22:06:55

Drogo torero, wystarczy za każdym razem zaznaczać "zdecydowanie tak", gdy "po prostu tak", a "tak", gdy "zasadniczo tak". W ten sposób osiąga się wyniki w granicach Margaret Thatcher, Ariela Sharona i GWB. Nie chwaląc się, jestem bardziej prawicowy on nich pod każdym względem, Economic Left/Right: 9.75 Social Libertarian/Authoritarian: 6.26.
Z takimi wynikami jak wasze, to już możecie montować komando, które ma mnie nie dopuścić do władzy, bo czeka was kula w łeb i dół z wapnem -- jak całą resztę lewaków... ;)

torero

18 lutego 2005 22:08:59

Tam zaraz komando, wystarczy sfabrykować jakieś oskarżenie o pedofilię i zadawanie się z o. Rydzykiem ;-)

ciesiel

18 lutego 2005 22:22:37

a potem już z górki załatwimy jakąś eutanazje :)

mg

18 lutego 2005 22:25:22

Myślę praktycznie tak jak Ty. Zgadzam się, że problemem jest stopniowe uciekanie do przodu, zamykanie rynku, sterowanie nim.

Uważam jednak, że przyczyną tego uciekania nie jest naturalna tendencja rynku, tylko właśnie państwo.

To państwo daje Microsoftowi, Intelowi, Symantecowi, itd. wieloletnie patenty.

To państwo ustala np. w Polsce obciążenia socjalne tak duże, że działalność gospodarczą mogą prowadzić tylko DUZI. Jest to etatyzacja gospodarki - alternatywa w postaci własnej firmy jest nieopłacalna - trzeba się zatrudnić, oddać pod panowanie firmy, zamiast stworzyć własną.

Powyższy punkt jest wzmacniany poprzez rezerwacje technologii. NAWET jeżeli prowadzenie firmy byłoby opłacalne dla biednych, to I TAK nie będą mogli wejść w konkurencję z korporacjami które zawłaszczyły myśl techniczną (dzięki państwu - to ono im wszystko gwarantuje).

To państwo gwarantuje polskim korporacjom prawniczym że ich rynek pozostanie zamknięty....

I tak dalej... Gdyby nie państwo, które:
1. Obciąża zwykłych ludzi podatkiem pogłównym, efektywnie ok. 50% albo i więcej (ZUS, podatek dochodowy, różne pośrednie). Już bogaci dają sobie z tym radę. Ci, którzy chcą dopiero stać się bogaci i wejść na rynek mają pętlę dociśniętą na styk. To ułatwia bogatym ucieczkę do przodu, podaje im to właściwie na tacy, musieliby się starać, żeby przegrać.

2. Gwarantuje patenty, koncesje itp., które są niczym innym, tylko państwowym katalizatorem uciekania do przodu. Państwowym katalizatorem monopolizacji.

To firmy takie jak Microsoft byłyby roszarpywane przez małe, pełne energii witalnej, akademickie firmy.

Sam Microsoft przecież taką firmą był. Bill Gates tworzył w garażu! Nie ma nic dziwnego w tym, że wielkie rzeczy powstają w małych firmach. To państwo próbuje nam to wmówić - że coś ważnego może stworzyć tylko "wielka korporacja". Już zapomnieliśmy, że rzeczy wielkie powstawały w akademikach, garażach? Kiedyś to był chleb powszedni!

Mógłbym z palcem w uchu założyć firmę produkującą oprogramowanie. Nie zrobie tego jednak bo 700zł ZUS to dla mnie, jako studenta, pieniądze nieosiągalne. Moja firma rozkręcałaby się krok po kroczku i dopiero po pewnym czasie osiągałaby jakieś zyski. Państwo socjalne stawiając przede mną barierę nie do przebrnięcia ułatwia jednocześnie ucieczkę do przodu innym. W sumie, to odbiera mi ono najbardziej twórcze lata życia. Dzięki.

Przykładów można mnożyć. Gdyby nie państwo, to firmy monopolistyczne upadałyby rozszarpywane przez małych i witalnych. To prawo natury. Widział je chociażby Piłsudski:

"Być zwyciężonym i nie ulec, to zwycięstwo. Zwyciężyć
i spocząć na laurach to klęska."

Oznacza to: gdy tylko firma monopolistyczna (zwycięska) spocznie na laurach, to jej zwycięstwo natychmiast przerodzi się w klęskę. Gdyby nie gwarancje patentowe itp. państwa - tak właśnie by się działo.

Jajcus

18 lutego 2005 22:44:19

mg: a państwo to samo z siebie te przywileje korporacjom daje? Czy może jednak one maczają w tym swoje palce?

mg

18 lutego 2005 23:11:22

Zgadzam się, maczają.

Z jednej strony maczają związki zawodowe wymuszając ZUS itp, za który sami potem płacą i tak. A już na pewno biedni płacą za niego wtedy, gdy chcą stać się pracodawcami. Sami sobie ustanowili więc barierę do przejścia na drugą stronę barykady, do stania się "burżujami".

Z drugiej korporacje lobbując za patentami, koncesjami, itd...

To taka ludzka cecha żeby się obwarować na zajętych pozycjach chyba. Takie złudzenie, że można coś miec z gwarancji a nie z pracy. Przesadziłem z winą państwa więc. Ale to w sumie socjaliści nieświadomie to wprowadzają. Ich "opieka" traktuje ludzi jak niezdolnych do działania, upośledzonych, a nie pełnych werwy i chęci do działania.

Express

21 lutego 2005 15:27:36

mg - te 50% o których piszesz to podatek liniowy. Pogłówny to byłby np. 500 zł.

zaba

21 lutego 2005 21:51:09

Jak narazie najbardziej prawicowym rządem był u nas rząd Rakowskiego. Działali pod naciskiem, bali się o swoją skórę i stosunkowo daleko odeszli od idei socjalistycznych. Potem to już było coraz bardziej w lewo. Dlaczego to już zostało wyżej powiedziane - masy lubią "janosików". Jedyny prawicowiec w polityce to J. K. Mikke traktowany przez większość naszego społeczeństwa jako oszołom. Faktycznie może zbyt bezpośrednio prezentuje swoje poglądy i przez to traci w oczach ludzi nie lubiących słuchac gorzkiej prawdy o sobie. Kilka z jego pomysłów jakimś cudem zostało zrealizowanych przez polityków u koryta, za kazdym raze z pozytywnym skutkiem.
Co do przejmowania rynku przez duże korporacje to nic takiego nie bedzie miało miejsca póki te korporacje nie będa miały możliwości wpływania na ustalanie przepisów. Przykładowo nóż w kieszeni mi się otwiera jak sobie pomyślę o przepisie nakazującym certyfikowanie komputerów, dzięki czemu musieliśmy się pożegnać ze składakami. Ucierpiało na tym wiele małych firm komputerowych. Póki tego nie było to małe firmy zawsze potrafiły zrobic coś ciekawszego niż wielkie korporacje.

A tak poza tym to :-) Jajcuś na prezydenta!!!!!!

Cachotterie

21 lutego 2005 21:55:27

J.K.Mikke nie prezentuje poglądów, które mógłby przyjąć przeciętny zjadacz chleba, bo w państwie które on widzi o praktycznie wszystko musisz zadbać sam i niejeden dzieciak nawet podstawówki by nie skończył dzięki "udolności" swoich rodziców. Nie ma po prostu szans, 3/4 tego społeczeństwa by zginęło jakby miało wziąć swoje sprawy w swoje ręce - tak 50% pieniędzy znika w niewyjaśnioncyh okolicznościach, ale ktoś za nich podejmie trudne decyzje, takie jak "gdzie się ubezpieczyć".

bazyl

22 lutego 2005 13:21:12

Nie cyztałem do końca wszystkich komentarzy.
Jednak jedna uwaga rzuciła mi się w oczy. Że bieda będzie zawsze. Bo będzie. Ja tam polityki w ogóle nie rozumiem, ale zauważam jedno.

Czy zauważyliście, że w Polsce nie ma klasy średniej?
Albo się ledwo wiąże koniec z końcem, albo należy się do bogaczy.

Nie ma środka.

I to rozpierdala całą gospodarkę... Oczywiście IMHO, bo racja jest jak dziura w dupie... i tak dalej :P

mg

25 lutego 2005 17:45:36

Cachotterie - 3/4 tego spoleczenstwa mialoby zdjete kajdany z szyi.

Bo jak juz nawet socjalisci zaczynaja sie zgadzac - socjalizm konczy sie zwykle walnieciem w najubozszych.

Kogo najbardziej boli 700zl ZUS? Pracownika biedronki dla ktorego to polowa dochodow czy kierownika produkcji dla ktorego to ulamek?

Inny przyklad: szkolnictwo wyzsze. Wszystkie badania prowadzone we wszystkich krajach pokazaly, ze jest to transfer kasy od biednych do bogatych. 25% studentow pochodzacych z bogatych rodzin wykorzystuje 75% nakladow na szkolnictwo wyzsze.

Gdy panstwo jest drogie, pojawia sie niesamowita ilosc barier utrudniajaca dzialanie. Bogaci je przezwyciezaja, biedni na nich polegaja. Socjalizm obraca sie przeciwko biednym ulatwiajac jednoczesnie bogatym ich pokonanie.

Socjalisci maja klapki na oczach. Proletariat jest juz wolny. Nie trzeba go uwalniac z wolnosci. Trzeba zniesc bariery np. w prowadzeniu dzialanosci gospodarczej.

Cachotterie

25 lutego 2005 18:10:52

3/4 z tych 3/4 wbrew jakiejkolwiek logice wcale nie chce mieć tych kajdan z szyi zdejmowanych i o to mi chodziło.

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...