18 stycznia 2005
11:23:58
|
kategorie:
praca,
sieci,
w sieci,
W firmie postawiłem firewalla. Tym razem szczelnego, gdzie każde połączenie
ma być pod kontrolą (nie ma regułek pozwalających się łączyć na jakiś port
z dowolną maszyną) a do WWW i pokrewnych
używane jest proxy
z uwierzytelnianiem Digest. No i nawet IE sobie jakoś z tym radzi.
Ale w firmie ludzie są słuchać radia. Firma nie opłaca abonamentu, więc
pozostają radia internetowe. Geeki nie mają problemów — słuchają swoich
egzotycznych
stacji, najwyżej dadzą adres do przepuszczenia na
firewallu. Gorzej z dziewczynami, które chcą słuchać normalnego
radia
— Planeta, albo RMF FM. Te stacje robią wszystko by uprzykrzyć życie
administratorom, a tym samym pozbawić siebie części słuchaczy
w zabezpieczonych sieciach. Pomagają im w tym Microsoft i Macromedia (Real
został wykopany z interesu, widać za mało utrudniał).
Bo przecież nie może być tak, że na stronie jest po prostu URL do
strumienia audio w jakimś sensownym formacie i protokole. Często jest jakaś
aplikacja we Flashu, która używa Media Playera do odtwarzania transmisji.
Oczywiście Media Player czy też ta aplikacja Flash uruchomiony w IE nie umie
już ze skonfigurowanego proxy korzystać. Albo uparcie próbuje
uwierzytelniania Basic (o którym wiadomo, że jest niebezpieczne), albo nie
uwierzytelnia się wcale. Więc trzeba zrobić dziurę do przepuszczenia
odpowiednich adresów bez autoryzacji albo bez proxy. I okazuje się, że nie są
to tylko adresy radia, ale także jakichś plików z Microsoftu. Nie dość że je
sobie musi ściągnąć (czemu nie ma w systemie podstawowych kodeków do
podstawowych formatów, albo czemu radiu używa niestandardowych?), to nie umie
tego zrobić poprawnie. Oprócz Microsoftu oczywiście trzeba odblokować serwery
radia. Ale jakie? Nie ma tak prosto, żeby były jakieś nazwy hostów które
wystarczyłoby sprawdzić w DNS. Strumień jest adresowany numerkiem IP (bez
revDNS), a co! Niech admin zgaduje co to i niech mu się konfiguracja posypie
przy pierwszej zmianie IP (już co najmniej jedna była)! Nie będzie się obibok
obijał!
Na razie jeszcze się w to bawię... ale za którymś razem, jak znowu
koleżanka do mnie przyjdzie, że jej radio z nowu nie działa, to odpowiem jak
na rasowego admina przystało nie da się
, albo u mnie działa
, gdy
puszczę u siebie jakąś alternatywną stację.
16 stycznia 2005
12:08:13
|
kategorie:
natura,
seks,
Znowu zajrzałem na blog
Sarong Party Girl. Lubię jej teksty. Nie tylko dlatego, że są
nieprzyzwoite (to oczywiście też ;-)), ale dlatego że podoba mi
się sposób w jaki pisze. I to co pisze też. Daje do myślenia. Tylko trochę
tego dużo i teksty długie, dlatego zaglądam tam tylko czasem i nie czytam
wszystkiego.
Dzisiaj przeczytałem jej tekst o nagości
Tropical Silence
. Niezły, chociaż nie zgadzam się z nim w 100%. Czy
potrafilibyśmy tak docenić piękno nagich ciał, gdyby nigdy nie były ukrywane?
Chyba nie.
16 stycznia 2005
10:39:24
|
kategorie:
firefox,
w sieci,
Chciałem zobaczyć co dzisiaj jest w kinie. Repertuar naszych kin zawsze
najszybciej można było znaleźć na stronach Urzędu Miejskiego w Gliwicach. A więc
otwieram tę stronę w ELinksie... i okazuje się, że nie mogę przejść na
interesującą mnie podstronę. Na żadną podstronę. Ktoś nie powiedział
webmasterowi, że do linków służy tag <a/>. Napisałem to admina co o tym
myślę. Chciałem od razu ich do Osiołków dodać, ale Osiołki proszą aby najpierw
męczyć admina, więc poczekam jeszcze na jego odpowiedź. Później spróbowaliśmy
jeszcze Firefoksem. Tu już dało się tych linków używać, tylko trzeba było
znaleźć odpowiednie miejsce do kliknięcia, które nie całkiem się pokrywało z
opisem odnośnika. No pełen profesjonalizm po prostu.
Update: w Firefoksie można klikać normalnie. Nieporozumienie wyniknęło tylko z powodu kursora który zmieniał kształt na tekstowy zamiast na linkowy (co zrozumiałe przy takim partactwie).
14 stycznia 2005
21:56:13
|
kategorie:
lajf is brutal,
oprogramowanie,
pld,
praca,
Wracam z pracy, zabieram się za odgrzewanie obiadu, a tu już telefon.
Jakiemuś ważnemu klientowi coś nie działa i trzeba to sprawdzić. Odpowiadam,
że za jakieś pół godziny sprawdzę. W końcu obiadek gotowy. Jem sobie, przy
laptopiku oczywiście, delektując się chwilą spokoju. Jednak nie długo. Dorwał
mnie ktoś na Jabberze i pisze, że ten BTS
z PLD (nad robieniem którego zarwałem kiedyś kilka nocy) w ogóle nie
działa
. Że jest do dupy, że
Bugzilla byłaby lepsza i po co w ogóle było coś innego tam pisać jak jest
gotowe rozwiązanie. Wrr....
Bugzilla była w PLD lata temu i nikt tego nie używał, bo toporne i
zupełnie niedopasowane do czegoś takiego jak dystrybucja. Potem pojawił się
jakiś nasz własny, prymitywny BTS. Ale nikt się nim nie zajmował, nie
uaktualniał, aż wkońcu zaczął on zarzynać maszynę na której chodził i został
wyłączony. Przez wiele tygodni w ogóle nie było gdzie zgłaszać błędów w PLD.
Co jakiś czas pojawiała się na ten temat dyskusja, z której nic nie wynikało
(poza tym, że wielu developerów nie chce Bugzilli). W końcu nie wytrzymałem i
mimo, że nie mam dość wolnego czasu, postanowiłem coś zrobić. Wziąłem
Flyspraya, poprzerabiałem, żeby pasowało do dystrybucji i było nieco bardziej
zgodne ze standardami. Uruchomiłem tak, aby działały podstawowe funkcje, a kod
wrzuciłem do SVN. Tyle byłem w stanie zrobić i to było dużo więcej niż
ktokolwiek zrobił w tej sprawie. Przekonałem się przy okazji, że kod Flyspraya
jest straszny, że słusznie PHP nie lubię. Wiedziałem, że to co zrobiłem jest
pełne niedoróbek, i że ja ich raczej nie poprawię. Ale uznałem że to lepsze
niż nic. I nawet ludzie zaczęli z tego korzystać — pojawiły się nowe
zgłoszenia błędów, niestety mało kto je próbował zamykać.
A teraz czytam, że to co zrobiłem jest do niczego. I to jeszcze w momencie,
gdy chcę po prostu odpocząć po ciężkim tygodniu pracy, a nie jakiś pluskw
szukać. Człowiekowi się wszystkiego w takiej chwili odechciewa, ale z drugiej
strony jedyny sposób, żeby odeprzeć zarzut to przynajmniej znaleźć błąd będący
źródłem tej opinii i go poprawić (potem można rzucić projekt w cholerę, skoro
jest do niczego i wszyscy mają to w dupie). Okazało się, że błąd występował
gdy ktoś zgłaszał buga bez podania wersji błędnego pakietu. Zamiast
odpowiedniego komunikatu generowany był nieprawidłowy kod XHTML. Mozilla
wyświetlała odpowiednią informację, że XML nie jest well-formed, a Konqueror,
podobno, nie wyświetlał nic. Poprawiłem, co miałem robić? A tak... odpocząć po
ciężkim tygodniu... eh... Następnym razem jak będzie coś podobnego do
zrobienia, to chyba ja się do tego nie zgłoszę, szkoda nerwów.
11 stycznia 2005
22:39:23
|
kategorie:
pierdoły,
seks,
Cycusie, czy
pupcia?
Mój wynik to, aż wstyd się przyznać, 4/10. Chyba muszę nad tym popracować.
Może jakieś ćwiczenia praktyczne... ;-)
09 stycznia 2005
10:15:32
|
kategorie:
rodzinka,
Mamy w domu taką latarkę, co świecić nie chciała, jak już świeciła to tylko
w konkretnej pozycji i ledwo-ledwo. Dzisiaj postanowiłem ją naprawić.
Rozkręcam, odginam blaszki na różne sposoby, skręcam i nie działa (tylko
chwilkę przy skręcaniu się zaświeciła), tak kilka razy. W końcu się poddaję,
a Krysia się pyta mogę trochę z latarką porobić?
. Myślę sobie Czemu
nie? bardziej nie zepsuje.
. Wzięła więc śrubokręt i latarkę i zaczęła
w niej dłubać. Przez chwilę myślałem, że będzie trzeba rozwalić latarkę, żeby
wyciągnąć z niej śrubokręt, ale nie. W końcu zaczęła wrzucać baterie, a ja
tylko przypilnowałem, żeby wkładała je prawidłowo (dzióbkiem do góry
).
Skręciłem latarkę... i świeci! :-) Ale w sumie, czym się
dziwić... to wnuczka dwojga elektryków i jednego energetyka oraz córka
elektronika — trochę w genach musiało się jej dostać.