Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Radia internetowe... wrr...

W firmie postawiłem firewalla. Tym razem szczelnego, gdzie każde połączenie ma być pod kontrolą (nie ma regułek pozwalających się łączyć na jakiś port z dowolną maszyną) a do WWW i pokrewnych używane jest proxy z uwierzytelnianiem Digest. No i nawet IE sobie jakoś z tym radzi.

Ale w firmie ludzie są słuchać radia. Firma nie opłaca abonamentu, więc pozostają radia internetowe. Geeki nie mają problemów — słuchają swoich egzotycznych stacji, najwyżej dadzą adres do przepuszczenia na firewallu. Gorzej z dziewczynami, które chcą słuchać normalnego radia — Planeta, albo RMF FM. Te stacje robią wszystko by uprzykrzyć życie administratorom, a tym samym pozbawić siebie części słuchaczy w zabezpieczonych sieciach. Pomagają im w tym Microsoft i Macromedia (Real został wykopany z interesu, widać za mało utrudniał).

Bo przecież nie może być tak, że na stronie jest po prostu URL do strumienia audio w jakimś sensownym formacie i protokole. Często jest jakaś aplikacja we Flashu, która używa Media Playera do odtwarzania transmisji. Oczywiście Media Player czy też ta aplikacja Flash uruchomiony w IE nie umie już ze skonfigurowanego proxy korzystać. Albo uparcie próbuje uwierzytelniania Basic (o którym wiadomo, że jest niebezpieczne), albo nie uwierzytelnia się wcale. Więc trzeba zrobić dziurę do przepuszczenia odpowiednich adresów bez autoryzacji albo bez proxy. I okazuje się, że nie są to tylko adresy radia, ale także jakichś plików z Microsoftu. Nie dość że je sobie musi ściągnąć (czemu nie ma w systemie podstawowych kodeków do podstawowych formatów, albo czemu radiu używa niestandardowych?), to nie umie tego zrobić poprawnie. Oprócz Microsoftu oczywiście trzeba odblokować serwery radia. Ale jakie? Nie ma tak prosto, żeby były jakieś nazwy hostów które wystarczyłoby sprawdzić w DNS. Strumień jest adresowany numerkiem IP (bez revDNS), a co! Niech admin zgaduje co to i niech mu się konfiguracja posypie przy pierwszej zmianie IP (już co najmniej jedna była)! Nie będzie się obibok obijał!

Na razie jeszcze się w to bawię... ale za którymś razem, jak znowu koleżanka do mnie przyjdzie, że jej radio z nowu nie działa, to odpowiem jak na rasowego admina przystało nie da się, albo u mnie działa, gdy puszczę u siebie jakąś alternatywną stację.

3 komentarze do wpisu „ Radia internetowe... wrr...”


Nagość...

Znowu zajrzałem na blog Sarong Party Girl. Lubię jej teksty. Nie tylko dlatego, że są nieprzyzwoite (to oczywiście też ;-)), ale dlatego że podoba mi się sposób w jaki pisze. I to co pisze też. Daje do myślenia. Tylko trochę tego dużo i teksty długie, dlatego zaglądam tam tylko czasem i nie czytam wszystkiego.

Dzisiaj przeczytałem jej tekst o nagości Tropical Silence. Niezły, chociaż nie zgadzam się z nim w 100%. Czy potrafilibyśmy tak docenić piękno nagich ciał, gdyby nigdy nie były ukrywane? Chyba nie.

5 komentarzy do wpisu „ Nagość...”


Niedostępny urząd

Chciałem zobaczyć co dzisiaj jest w kinie. Repertuar naszych kin zawsze najszybciej można było znaleźć na stronach Urzędu Miejskiego w Gliwicach. A więc otwieram tę stronę w ELinksie... i okazuje się, że nie mogę przejść na interesującą mnie podstronę. Na żadną podstronę. Ktoś nie powiedział webmasterowi, że do linków służy tag <a/>. Napisałem to admina co o tym myślę. Chciałem od razu ich do Osiołków dodać, ale Osiołki proszą aby najpierw męczyć admina, więc poczekam jeszcze na jego odpowiedź. Później spróbowaliśmy jeszcze Firefoksem. Tu już dało się tych linków używać, tylko trzeba było znaleźć odpowiednie miejsce do kliknięcia, które nie całkiem się pokrywało z opisem odnośnika. No pełen profesjonalizm po prostu.

Update: w Firefoksie można klikać normalnie. Nieporozumienie wyniknęło tylko z powodu kursora który zmieniał kształt na tekstowy zamiast na linkowy (co zrozumiałe przy takim partactwie).

3 komentarze do wpisu „ Niedostępny urząd”


Wrrr....

Wracam z pracy, zabieram się za odgrzewanie obiadu, a tu już telefon. Jakiemuś ważnemu klientowi coś nie działa i trzeba to sprawdzić. Odpowiadam, że za jakieś pół godziny sprawdzę. W końcu obiadek gotowy. Jem sobie, przy laptopiku oczywiście, delektując się chwilą spokoju. Jednak nie długo. Dorwał mnie ktoś na Jabberze i pisze, że ten BTS z PLD (nad robieniem którego zarwałem kiedyś kilka nocy) w ogóle nie działa. Że jest do dupy, że Bugzilla byłaby lepsza i po co w ogóle było coś innego tam pisać jak jest gotowe rozwiązanie. Wrr....

Bugzilla była w PLD lata temu i nikt tego nie używał, bo toporne i zupełnie niedopasowane do czegoś takiego jak dystrybucja. Potem pojawił się jakiś nasz własny, prymitywny BTS. Ale nikt się nim nie zajmował, nie uaktualniał, aż wkońcu zaczął on zarzynać maszynę na której chodził i został wyłączony. Przez wiele tygodni w ogóle nie było gdzie zgłaszać błędów w PLD. Co jakiś czas pojawiała się na ten temat dyskusja, z której nic nie wynikało (poza tym, że wielu developerów nie chce Bugzilli). W końcu nie wytrzymałem i mimo, że nie mam dość wolnego czasu, postanowiłem coś zrobić. Wziąłem Flyspraya, poprzerabiałem, żeby pasowało do dystrybucji i było nieco bardziej zgodne ze standardami. Uruchomiłem tak, aby działały podstawowe funkcje, a kod wrzuciłem do SVN. Tyle byłem w stanie zrobić i to było dużo więcej niż ktokolwiek zrobił w tej sprawie. Przekonałem się przy okazji, że kod Flyspraya jest straszny, że słusznie PHP nie lubię. Wiedziałem, że to co zrobiłem jest pełne niedoróbek, i że ja ich raczej nie poprawię. Ale uznałem że to lepsze niż nic. I nawet ludzie zaczęli z tego korzystać — pojawiły się nowe zgłoszenia błędów, niestety mało kto je próbował zamykać.

A teraz czytam, że to co zrobiłem jest do niczego. I to jeszcze w momencie, gdy chcę po prostu odpocząć po ciężkim tygodniu pracy, a nie jakiś pluskw szukać. Człowiekowi się wszystkiego w takiej chwili odechciewa, ale z drugiej strony jedyny sposób, żeby odeprzeć zarzut to przynajmniej znaleźć błąd będący źródłem tej opinii i go poprawić (potem można rzucić projekt w cholerę, skoro jest do niczego i wszyscy mają to w dupie). Okazało się, że błąd występował gdy ktoś zgłaszał buga bez podania wersji błędnego pakietu. Zamiast odpowiedniego komunikatu generowany był nieprawidłowy kod XHTML. Mozilla wyświetlała odpowiednią informację, że XML nie jest well-formed, a Konqueror, podobno, nie wyświetlał nic. Poprawiłem, co miałem robić? A tak... odpocząć po ciężkim tygodniu... eh... Następnym razem jak będzie coś podobnego do zrobienia, to chyba ja się do tego nie zgłoszę, szkoda nerwów.

7 komentarzy do wpisu „ Wrrr....”


Quiz tylko dla dorosłych

Cycusie, czy pupcia?

Mój wynik to, aż wstyd się przyznać, 4/10. Chyba muszę nad tym popracować. Może jakieś ćwiczenia praktyczne... ;-)

32 komentarze do wpisu „ Quiz tylko dla dorosłych”


Mamy wybitnie uzdolnione dziecko

Mamy w domu taką latarkę, co świecić nie chciała, jak już świeciła to tylko w konkretnej pozycji i ledwo-ledwo. Dzisiaj postanowiłem ją naprawić. Rozkręcam, odginam blaszki na różne sposoby, skręcam i nie działa (tylko chwilkę przy skręcaniu się zaświeciła), tak kilka razy. W końcu się poddaję, a Krysia się pyta mogę trochę z latarką porobić?. Myślę sobie Czemu nie? bardziej nie zepsuje.. Wzięła więc śrubokręt i latarkę i zaczęła w niej dłubać. Przez chwilę myślałem, że będzie trzeba rozwalić latarkę, żeby wyciągnąć z niej śrubokręt, ale nie. W końcu zaczęła wrzucać baterie, a ja tylko przypilnowałem, żeby wkładała je prawidłowo (dzióbkiem do góry). Skręciłem latarkę... i świeci! :-) Ale w sumie, czym się dziwić... to wnuczka dwojga elektryków i jednego energetyka oraz córka elektronika — trochę w genach musiało się jej dostać.

4 komentarze do wpisu „ Mamy wybitnie uzdolnione dziecko”



Jesteście obserwowani...