Obejrzeliśmy w końcu film...
Wczoraj pojawiłem się w wypożyczalni z reklamacją. Reklamacja może być przyjęta, owszem, ale jak przedstawię paragon. W portfelu miałem jak zwykle około 100 paragonów (z części już treść odparowała), ale akurat tego nie. W kieszeniach też go nie było. Trudno. W końcu kilka razy mnie uprzedzali, że paragon jest potrzebny do ewentualnej reklamacji. Tylko czemu nigdy tego nie traktowałem poważenie?
Wybrałem sobie inną płytkę, ale przed wypożyczenie zażyczyłem sobie zobaczyć jej powierzchnię. Nie spodobała mi się. Pytam się, czy wszystkie tak mają, dowiedziałem się, że te starsze tak. Podobno żeby znaleźć nowszy to mam szukać tych z numerkami około 15000. Znalazłem coś ponad 15900. Wyglądało nieco lepiej, więc wziąłem.
Tym razem napęd nie odmówił współpracy. Raz się zaciął, ale ma już swoje
lata i nie jest modelem z górnej półki, a płytka fabrycznie nowa nie była.
Filmik więc obejrzeliśmy bez zakłóceń. Rzecz była o problemach małżeńskich
(właściwie pomałżeńskich) i sąsiedzkiej pomocy, ze szczęśliwym zakończeniem.
Dużo przyjemniejsze niż to co zaserwowała nam Gala, chociaż zapewne dużo mniej
ambitne. Ale cóż... my hołota. ;-)
Śledzenie komentarzy (RSS)
08 stycznia 2005 20:25:20
A po co im paragon? przecież to WYPOŻYCZALNIA nie sklep i to jest ICH film, przecie przyjęli jego zwrot! Więc bez problemu mogli wydać inny film w zamian bez żadnych ruchów fiskalnych. Oszuści i tyle.