Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

CAcert.org

Założyłem sobie konto na CAcert.org i zarejestrowałem tam domenę jabber.bnet.pl. Chyba wystawię sobie u nich certyfikat i zainstaluję na serwerku. Nie jest to żadne Thawte, czy Verisign, ale chyba lepsze niż własne CA, albo certyfikat self-signed.

Jedynie tę stronę WWW mogli by trochę poprawić, bo jest taka... niedorobiona. Wygląda, jakby w niektórych miejscach zrobili cut&paste z innych i zapomnieli zmienić, a innych w ogóle nie wypełnili. Więcej powinno tam być informacji jak to właściwie działa, bo teraz np. wiem że mają jakiś notariuszy, wiem nawet jak takim notariuszem zostać, ale za cholerę nie wiem czemu oni służą (poza weryfikacją nowych notariuszy). Nie znalazłem też informacji na temat kto ma klucz prywatny tego CA i na jakich zasadach jest on używany. Na szczęście w przypadku certyfikatu do mojego serwerka to nie ma większego znaczenia :-).

7 komentarzy do wpisu „ CAcert.org”


Jak wszyscy, to wszyscy

You are .cgi Your life seems a bit too scripted, and sometimes you are exploited.  Still a  workhorse though.
Which File Extension are You?

Dodaj komentarz do wpisu „ Jak wszyscy, to wszyscy”


Staczam się... ;-)

Chyba się staczam... ostatnio zarywam noce kodując w... PHP. ;-)

Wszystko dlatego, że postanowiłem u siebie postawić system śledzenia błędów dla PLD. Stary był brzydki i niezbyt wygodny, a przez ostatnie tygodnie nie działał w ogóle — zbytnio obciążał maszynę na której był postawiony, a poprawiać go nie było komu.

Dyskusja na temat alternatywy powracała już kilka razy na listy zwykle bez efektu. Jednak pewną tendencję w dyskusjach można było zauważyć — nowy system powinien być opary o jakieś gotowe rozwiązanie, najlepiej żeby to była Bugzilla, Mantis lub Flyspray. Bugzilla mi się nie podoba (stanowczo za dużo kontrolek w formularzach), poza tym wydaje się na tyle skomplikowana, że jej dostosowanie do naszych potrzeb mogłoby okazać się trudne i długotrwałem. Mantisa nie znam, a Flyspray, znany z Buggera po prostu mi się podoba, a skoro ja użyczam sprzętu i chcę sie tym zająć, to moje zdanie może być decydujące. :-)

Tak po prostu postawić Flyspray'a to byłoby za mało. On powstał dla zupełnie innych projektów niż PLD. Np. pole system operacyjny nie ma u nas sensu, zamiast tego ważniejsza jest architektura. Poza tym w błędzie najistotniejszy jest pakiet którego dotyczy i jego wersja. Nie chciałem dla każdego pakietu robić osobnego projektu (osobne projekty są dla poszczególnych linii dystrybucji (Ra, Ac, Th) i innych projektów związanych z PLD (ten BTS, LiveCD, RescueCD)), więc wykorzystałem obecne już pole kategoria. Trzeba było przy tym mocno zmienić interfejs, gdyż pole wyboru pakietu zawierające listę wszystkich pakietów (tysiące!) to byłoby nieużywalne. Podobnie z wersjami, które w oryginalnym Flyspray są określane per-projekt, a u nas muszą być per-pakiet. To wszystko udało się właściwie zrobić. Udało mi się też przenieść bazę pluskiew ze starego systemu.

Poza zmianami przystosowawczymi wprowadziłem też inne ulepszenia. Np. język interfejsu jest konfigurowalny per-użytkownik, a domyślnie brany z ustawień przeglądarki. Poza tym włączyłem serwowanie stron jak application/xhtml+xml dla przeglądarek które to akceptują. To zresztą uziemiło system na jakiś czas, bo się okazało, że XHTML to strony generowane przez Flyspraya mają tylko w DOCTYPE. No na głównej stronie nie było źle, nie walidowała się jedynie z powodu pustego <optgroup/>. Niestety większość pozostałych stron nie była nawet well-formed XML przez co przestała się w ogóle wyświetlać. Wczoraj udało mi się większość z tego poprawić, więc już się wyświetla w przeglądarkach obsługujących XML, ale raczej Valid XHTML Strict to w większości nie jest.

No i dzisiaj wreszcie udało mi się uruchomić narzędzie, które w poprawianiu tego XHTMLa może mi pomóc: HTML Validator dla Mozilli. Polecam! Niestety to rozszerzenie w postaci gotowej do zainstalowania dostępne jest jest jedynie dla Windowsów. W Linuksowym Firefoksie instaluje się bez zająknięcia, ale po prostu nie działa. Okazało się, że w środku siedzi binarka nstidy.dll, nstidy.so trzeba sobie samemu skompilować (źródła rozszerzenia są dostępne). Do kompilacji teoretycznie potrzebne są źródła Mozilli, ale nie uśmiechało mi się ich instalowanie i kompilowanie, więc jakoś poradziłem sobie bez tego — w końcu hacker jestem! ;-)

Poza BTSem podłubałem trochę w automatyce builderów (małe zlecenie do Havnera). To już była czysta przyjemność, bo automatyka jest w Pythonie. :-) Niestety okazało się, że przy okazji coś po psułem i w niedzielę w nocy, zamiast iść spać musiałem poprawiać...

5 komentarzy do wpisu „ Staczam się... ;-)


Nowy ejabberd

Niedawno wyszedł Ejabberd 0.7.5. Czekałem na niego, bo miał mieć StartTLS i ulepszony interfejs administracyjny. Wczoraj zainstalowałem go na jabber.bnet.pl. Przy okazji wyszły błędy (dotyczące AMD64, którego akurat używam na tym serwerze) w paczce dla PLD.

I rzeczywiście, na stronie administracyjnej pojawiła się opcja dodawania userów, a przy połączeniu możliwość użycia StartTLS. To ostatnie objawiło się w CJC pięknym tracebackiem i komunikatem błędu, że zły XML przyszedł. Na konsoli XML śmieci. Oczywiście coś spieprzyłem przy ostatnim oczyszczaniu kodu. Nie miałem StartTLS na serwerze, to nie zauważyłem.

Dzisiaj w pracy poprawiłem, wspomniane błędy w paczce ejabberd, a także problemy w budowie erlanga na builderach. W oficjalnym Ac oba pakiety powinny się niedługo pojawić. Wieczorem poprawiłem też obsługę StartTLS w PyXMPP i CJC (oba trzeba było poprawić) i już mogę się cieszyć szyfrowanymi połączeniami z serwerem. I to na normalnym porcie! :-)

6 komentarzy do wpisu „ Nowy ejabberd”


Co było jak mnie nie było - wersja oficjalna ;-)

W piątek Pojechałem do Ustronia na Jesień Linuksową. Z domu wyszedłem o 13:10, ale z Gliwic wyjechałem o 14:10, bo najpierw stałem na stacji w kolejce po gaz, a potem się głupio władowałem w korek na Portowej. Do Ustronia dojechałem bez problemu (dziwne, bo wcześniej tam nie jeździłem, a wybrałem sobie trasę drogami, których prawie na mapach nie widać). Niestety, zapomniałem przed wyjazdem sprawdzić gdzie to właściwie mam dotrzeć. Myślałem, że może jakoś na pamięć trafię, ale się nie udało. Zadzwoniłem do żony, która robiła za komputerowy system nawigacji i przeczytała mi przez telefon mapę z Internetu. Niewiele to dało, poza tym że poznałem nazwę ośrodka i ulicy. Zrobiłem kółko po Ustroniu, aż w końcu zapytałem jakiś ludzi o ul. Wczasową i ośrodek Wiecha. Nie wiedzieli, odesłali mnie na rynek do planu miasta. Na planie centrum takiej ulicy nie było, ale na mapie okolicy też nazwy ulic były podane. Więc udało mi się ośrodek zlokalizować, a potem nawet dojechać. To dziwne, bo chyba nigdzie nie widziałem gorzej oznaczonych ulic. Zamiast tabliczki przy każdym wjeździe, widocznej z każdej strony, to ulice miały najwyżej jedną, zwykle niewidoczną i to tylko pryz niektórych skrzyżowaniach. Dojeżdżając pod ośrodek wymęczyłem samochodzik na tamtejszych drogach (na niektóre podjazdy dwójka okazywała się za wysokim biegiem, ale jakoś autko sobie radziło).

Już w piątek było parę fajnych wykładów i pół nocy przegadane o okołolinuksowych pierdołach. W sobotę też prelekcje. We wszystkich nie dało rady uczestniczyć, mimo że część wypadła z agendy. Większość z tych, których wysłuchałem podobała mi się. Wieczorem było ognisko, przy którym mieliśmy dodatkową atrakcję na gapę. Jakaś konkurencyjna impreza w ośrodku obok miała w programie pokaz sztucznych ogni. Imponujący. Takiego łomotu to nawet na Sylwestra nigdy nie widziałem. Po ognisku (czy raczej w trakcie, bo tam jeszcze się coś tliło i ktoś przy tym siedział) oczywiście tradycyjne Karaoke, a więc stado wyjących pingwinów. Część tej atrakcji mnie ominęła, bo odwoziłem dziewczynę smoka do centrum — ciekawe przeżycie: jazda nocą i we mgle tymi krętymi stromymi ulicami. Po powrocie do ośrodka miałem zamiar wysłać ten wpis (jego pierwotną wersję) na Joggera, ale ten odmówił współpracy. Byłem zły.

W niedzielę o mało nie zaspaliśmy na śniadanie. Po śniadaniu wysłuchałem dwóch wykładów i nie wytrzymałem — musiałem dać upust mojemu grzybowemu maniactwu i przed obiadem poszedłem jeszcze na godzinkę do lasu. Las może nie typowo grzybowy, bo głównie bukowo-świerkowy i do tego strasznie krzywy, ale w jednym miejscu znalazłem kilka ładnych prawdziwków i kozaków. I tak planowałem zajrzeć do lasu (ale już nizinnego) w drodze powrotnej, ale skoro tam też był las...

Do domu zbierałem się zaraz po obiedzie. Odwiozłem smoka do centrum, i wziąłem jednego pasażera do Gliwic. Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do lasu pod Żorami, ale wysypu grzybów nie stwierdziliśmy (jeden malutki podgrzybek), mimo że samochodów pod lasem cała masa. No cóż, tamtego lasu nie znam, może grzyby były, a ja po prostu nie wiedziałem gdzie szukać. Do domu (właściwie to do teściów, gdzie żona rodzinka czekała) dotarłem około 16:30.

Dodaj komentarz do wpisu „ Co było jak mnie nie było - wersja oficjalna ;-)”


Nie tak całkiem leniuchuję...

Postanowiłem przenieść listy dyskusyjne moich projektów z Enemies of Carlotta na mailmana. To pierwsze nie bardzo się rozwija, a i możliwości ma skromne, a z mailmanem i tak się muszę męczyć przy innych listach (przy okazji się przekonałem, że od strony administratora jest nieco przyjemniejszy). No i nawet listy działają. Udało się to nawet pogodzić z moją SQLową bazą użytkowników synchronizowaną na zapasowym MX. Jednak stwierdzam, że mailman to gniot, szczególnie ten z paczki PLD (której jednak nie chciało mi się poprawiać). A już zupełnie obsługa wirtualnych domen dla postfixa (tak jak on to robi, to te domeny są średnio wirtualne, bo listy zaśmiecają przestrzeń nazw systemowych użytkowników). Ale przejście się chyba opłacało. Listy jak już ruszyły to działają, a archiwa wyglądają lepiej.

Jakiś czas temu jeden z Release Managerów PLD prosił mnie, abym dorobił ACLe na branche do automatyki builderów. Wczoraj więc się za to zabrałem: cvs up, poprawka, login na src-builder (najważniejszy z builderów), cvs up i sprawdzam jak to działa... W tym czasie inny developer PLD mnie informuje, że jak robię te poprawki na HEAD, to to się na nic nie zda, bo to co jest na HEAD i tak się na buildery nie nadaje, bo ów developer coś tam samemu psocił. No fajnie, ale przecież właśnie to na głównym builderze zainstalowałem...

Na szczęście psuja zostawił taga na ostatniej działającej wersji automatyki. Z taga zrobiłem brancha, przeniosłem tam swoje poprawki i z tego brancha zrobiłem cvs up na builderze. Jeszcze parę poprawek do mojej poprawki i ACLe na branche działają :-). Mogłem wreszcie pójść spać (0:30).

W przedpoprzednim wpisie, tam gdzie wspominałem o RFC 3920, 3921, 3922 i 3923, wspominałem, że dodam odwołania do tych RFC do dokumentacji PyXMPP. Jednak dopiero przed chwilą mi się to udało, przez te zabawy z automatyką builderów i listami dyskusyjnymi. Ale za to dopisałem też odwołania do wszelkich innych implementowanych RFC i JEPów. Będzie łatwiej znaleźć odpowiedni dokument jak będzie trzeba coś sprawdzić.

A jutro jadę na Jesień Linuksową :-).

3 komentarze do wpisu „ Nie tak całkiem leniuchuję...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...