Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Jest lepiej :-)

Wczoraj rano obudziłem się już mniej zasmarkany niż poprzednio. To trochę dziwne, bo mnie katar zwykle nie przechodzi ani w tydzień, ani w siedem dni, niezależnie czy leczony, czy nie. W każdym razie tym razem się znacznie polepszyło.

Z okazji imienin, oprócz wręczonej wcześniej książki żona przygotowała mi jeszcze jedną niespodziankę (na którą cicho liczyłem) — ubrała się w krótką spódniczkę i obcisłą bluzeczkę odsłaniającą pępek, a pod tym wszystkim tylko stringi. Mniam! Niestety, po obiedzie się przebrała i na kolejną taką atrację pewnie będę musiał kolejny rok czekać :-( — ona się w tym źle czuje. Trudno. Ja się źle czuję w bokserkach, ale też się czasem poświęcam ;-).

Moje imieniny to też imieniny mojego teścia (imiennika), więc dla podwójnej okazji teściowa zrobiła ciasto z bananami. Też mniam, ale oczywiście bez porównania. Od teściów dostałem koszulę, a teść od córki (mojej żony) i wnuczki (Krysi) dostał bukiety polno-leśnych kwiatów, własnoręcznie przez nie zbieranych. Właściwie to dzięki teściom zacząłem obchodzić imieniny. Akurat wypadają wtedy gdy zwykle z teściami (przydają się — można im zostawić czasem dziecko) wyjeżdżamy na wakacje, to czemu teść sam ma świętować?

Dzisiaj czuję się jeszcze lepiej. Rano nawet wykąpałem się w morzu (mimo chmur było bardzo ciepło) i nawet mi to nie zaszkodziło (jeszcze?). Właściwie temperatura wody nie zachęcała do pełnego zmoczenia, ale po spacerku do Niechorza (po kolana w wodzie) i z powrotem (środkiem plaży) trudno było do tej wody nie wejść, mimo że już wszyscy zbierali się na obiad (o chorej porze: 13:00).

Po obiedzie wybrałem się do lasu. Tym razem tylko jedna kurka. No wysyp grzybów jak cholera! Ale znowu trochę popadało, więc jakaś nikła nadzieja wciąż jest...

Dodaj komentarz do wpisu „Jest lepiej :-)”


No i pochorowałem się :-(

Kilka dni temu wracając ze spaceru w lesie rozkichałem się na całego (A-psik!, A-psik!, psik! psik!...). Wtedy pomyślałem, że nawąchałem się po prostu jakichś pyłków i mnie alergia dopadła. Psiknąłem sobie do nosa czymś na uczulenie i się specjalnie tym nie przejąłem. Niestety potem było coraz gorzej, czemu zapewne pomogło moje wędkowanie itp. Najwyraźniej się przeziębiłem. Nie wiem, czy to ta kąpiel w morzu, czy pójście spać z mokrą (po umyciu) głową, raczej to drugie. W każdym razie jestem zasmarkany po pachy (zużycie ponad dwie paczki chusteczek dziennie), w nocy nie mogłem przez to spać i w ogóle ledwo żyję. Gorączki raczej nie mam, ale małe to pocieszenie.

Wczoraj wieczorem zabrałem się za leczenie — nałykałem się Aspiryny i Rudinoscorbinu, niestety noc była ciężka i dopiero po łyczku syropku z melisy trochę posapałem. Rano (do obiadu o 13:00) nie wychodziłem z łóżka. Nie było to takie straszne, bo kochana żona wręczyła mi prezent który miałem dostać jutro — książkę Pratchetta. Po obiedzie już ruszyłem się z domku, ale plażowanie i wędkowanie sobie odpuściłem. Byłem za to chwilę (ponad godzinkę) w lesie i znalazłem parę kurek. Poprzednie trzy (sprzed dwóch dni) już są ususzone. Jak tak dobrze dalej pójdzie, to może wrócimy z łyżką suszonych grzybów, w sam raz na jakiś krupnik.

2 komentarze do wpisu „No i pochorowałem się :-(”


Wakacji ciąg dalszy

W środę wieczorem przyszła burza. Grzmieć do rana przestało, ale wczoraj padało cały dzień. Może grzybki wreszcie wyjdą... ale pewnie nie — w zeszłym roku prawie całe trzy tygodnie gdy tu byliśmy padało, a grzybów nie było. Zobaczymy.

W czwartek rano miałem jechać autobusem do Dziwnowa po Sportowe zezwolenie połowowe dla osoby fizycznej, a po naszemu pozwolenie na wędkowanie w morzu. W zeszłym roku załatwiało się to normalnie (tak jak się to na całym cywilizowanym świecie robi) w sklepie wędkarskim, ale zmienił się minister i znowu trzeba w tej sprawie jeździć do urzędu. Tak się składa, że odpowiedni urząd jest zwykle daleko i otwarty tylko parę godzin w tygodniu (ten w Dziwnowie na szczęście częściej). Teść się nade mną zlitował i zawiózł mnie tam samochodem. Papierek kosztował mnie śmieszne pieniądze: 16zł (11zł zezwolenie na miesiąc, 5zł jego wydanie, czy jakoś tak) — dojazd autobusemtam i spowrotem napewno kosztowałby mnie więcej. Jednak zauważyłem pewną zmianę na plus. Pani w Inspektoracie miała o wiele mniej papierków do wypisywania i załatwienie sprawy trwało szybciej niż to kiedyś bywało.

W drodze powrotnej wstąpiłem jeszcze do sklepu wędkarskiego aby się zaopatrzyć w sprzęt i robaki. Kupiłem, między innymi, morski ciężarek gruntowy (wcześniej nigdzie takiego nie widziałem). Wieczorem wybrałem się na plażę łowić. Jak zwykle ludzie patrzyli na mnie conajmniej ze zdziwieniem, ale znalazł się też jeden wędkarz, który też łowił na tej plaży, podobno tego samego dnia, tyle że wcześniej. Czyli w tym roku nie jestem tutaj jedynym takim wariatem :-). Nowy ciężarek okazał się znakomity, nie ma porównania do starych ciężarków, które po kilkunastu minutach wylatywały na plażę. Nowy, dzięki ramionom którymi się zakotwiczał w dnie, utrzymywał zestaw tam gdzie rzuciłem, tylko że trzeba było się naszarpać, żeby potem go wyciągnąć. Gorzej sprawował się mój stary, ruski sprzęt (jednorazowy), na wędce przelotki latały luzem, a w kołowrotku po drugim wyciągnięciu zestawu zaczęła nawalać blokada wsteczna. Może zmusiło mnie raz do przeprowadzki parę metrów, bo się plaża coraz węższa robiła, a na końcu tradycyjnie zgubiłem zestaw z nowym super-ciężarkiem — najprawdopodobniej nie zauważyłem, że się żyłka zaplątała o przelotkę i przy kolejnym rzucie się urwała. Oczywiście nic tym razem nie złapałem.

Dzisiaj wędkowanie sobie odpuściłem, bo morze było wzburzone i nawet mój nowy ciężarek by nie pomógł (gdybym go jeszcze miał). Byłem za to w lesie i przyniosłem trzy kurki. Widziałem jeszcze ze trzy, duże, ale bardzo zjedzone przez ślimaki (krążą tu takie czarne olbrzymy bez skorupek). Wieczorem na ośrodku było ognisko, a przy ognisku chór. Chór śpiewał ładnie, ale niestety głównie jakieś smętne patriotyczne pieśni. Krysia prawie każdą piosenkę nagradzała oklaskami i okrzykami Brawo!!!. Po występie chóru trzeba było się zbierać kąpać i usypiać dziecko. Jeszcze tam na chwilkę zajrzałem, gdy usłyszałem, że grają na gitarze. No tak, jak się patrzy jak ktoś gra, to to jest takie proste...

2 komentarze do wpisu „Wakacji ciąg dalszy”


Grajek

Oprócz wylegiwania się na plaży, pożerania gofrów, zabawiania dziecka itp. wykorzystuję swój urlop na dalszą naukę gry na gitarze. Jakieś postępy są. Potrafię już złapać wiele chwytów (w tym parę barowych), prawie że zagrać dwie piosenki (jakość wykonania mizerna), czytać tabulatury. Ale paluszki wciąż bolą i chyba drugi raz mi skóra z opuszków zejdzie. Ale nic to. Trzeba być twardym, a nie miętkim.

Interesujące jest to, że mnie jakoś bardziej pasi granie z tabulatur muzyki klasycznej, niż normalnych piosenek z chwytami. Tabulatury to fajna rzecz, szczególnie że są zapisywane w ASCII i można z netu ściągnąć :-). Żona woli grać piosenki, co też jej lepiej wychodzi.

12 komentarzy do wpisu „Grajek”


Wakacje :-D

Jesteśmy na wakacjach nad morzem — w Pogorzelicy. Pogoda na razie nawet dopisuje mimo, że żonka twierdzi że jej zimno. Ja się nawet już w morzu wykompałem.

Jak widać, bez Internetu długo nie wytrzymaliśmy. I to by było na tyle, bo plugina Joggera dla CJC przed wyjazdem sobie nie napisałem...

1 komentarz do wpisu „Wakacje :-D”