Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Grzybobranie?

Wczoraj wieczorem jak zwykle jedliśmy kolację na mieście. Tym razem nie chcieliśmy bułek z serkiem topionym, tylko coś bardziej konkretnego. Ale te budy w centrum, to albo drogie, albo nieciekawe, więc szukaliśmy dalej. Doszliśmy do Krakusa, knajpy z poprzedniej epoki. Ten budynek, te stoliki z tymi obrusikami i serwetnikami gs. Ten bar, z tą charakterystyczną lodówką z napojami. Ta kobita z wyrazem twarzy mówiącym Czego?. Brakowało tylko tej czerwonej orenżady na półkach, i odrobinę za dużo było napojów do wyboru. Ja nawet tam bym coś zjadł, ale żona się bała. Ostatecznie więc zjedliśmy w Albatrosie. Ja krokiety, a żona hot-doga, tyle że... bez hot-doga, czyli bez parówki. Ona tak woli.

Dzisiaj rano Krysia wyciągneła żonę na spacerek, zastrzegając Tatuś zostaje. Więc z nimi nie poszedłem. Zamiast tego udałem się do lasu, gdzie łaziłem do obiadu (w sumie ponad dwie godziny). Oczywiście grzybów dalej praktycznie nie ma, ale tym razem oprócz kilku kurek przyniosłem jednego popisowego grzyba — ładnego, chociaż nieco podjedzonego przez ślimaki, czerwonego kozaka. Nie robaczywego (czerwone kozaki bardzo żadko są robaczywe). Tym bardziej mnie znalezisko cieszy, że nigdy nie miałem szczęścia do tego gatunku, i nawet gdy wszyscy przynosili czerwone kozaki, to ja nie. Z innymi grzybami takich problemów nigdy nie miałem.

Po poobiednim spacerku znalazłem jeszcze dwie kurki na terenie ośrodka. Potem był wypad do kina, opisany na innym jogu...


Komentarze

kalma

21 sierpnia 2004 07:51:45

Heh, hot-dog bez hot-doga zdecydowanie ż0ndzi ;-D

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...