No i pochorowałem się :-(
Kilka dni temu wracając ze spaceru w lesie rozkichałem się na całego
(A-psik!, A-psik!, psik! psik!...
). Wtedy pomyślałem, że nawąchałem się
po prostu jakichś pyłków i mnie alergia dopadła. Psiknąłem sobie do nosa czymś
na uczulenie i się specjalnie tym nie przejąłem. Niestety potem było coraz
gorzej, czemu zapewne pomogło moje wędkowanie itp. Najwyraźniej się
przeziębiłem. Nie wiem, czy to ta kąpiel w morzu, czy pójście spać z mokrą (po
umyciu) głową, raczej to drugie. W każdym razie jestem zasmarkany po pachy
(zużycie ponad dwie paczki chusteczek dziennie), w nocy nie mogłem przez to
spać i w ogóle ledwo żyję. Gorączki raczej nie mam, ale małe to
pocieszenie.
Wczoraj wieczorem zabrałem się za leczenie — nałykałem się Aspiryny i Rudinoscorbinu, niestety noc była ciężka i dopiero po łyczku syropku z melisy trochę posapałem. Rano (do obiadu o 13:00) nie wychodziłem z łóżka. Nie było to takie straszne, bo kochana żona wręczyła mi prezent który miałem dostać jutro — książkę Pratchetta. Po obiedzie już ruszyłem się z domku, ale plażowanie i wędkowanie sobie odpuściłem. Byłem za to chwilę (ponad godzinkę) w lesie i znalazłem parę kurek. Poprzednie trzy (sprzed dwóch dni) już są ususzone. Jak tak dobrze dalej pójdzie, to może wrócimy z łyżką suszonych grzybów, w sam raz na jakiś krupnik.
Śledzenie komentarzy (RSS)
16 sierpnia 2004 22:02:43
Mirmiłku... nie dramatyzuj. :-)
tylko zdrowiej nam :)