19 czerwca 2004
19:06:23
|
kategorie:
inne,
Dzisiaj na rynku w Gliwicach zobaczyłem coś dziwnego. Grupa ludzi w białych
koszulkach i białych spodniach zawiązanych sznurkiem, w większości na boso
tańczyła w kręgu przy muzyce dziwnego instrumentu. Instrument to krzywy kij, z
jedną drucianą struną podpartą kamykiem i uderzaną krótkim patykiem, do tego
okrągłe pudło rezonansowe. Tańczyły dwie osoby w kręgu, a ludzie wokół klaskali
rytm muzyki. Taniec wyglądał trochę jak jakaś dalekowschodnia sztuka walki.
Muzyka brzmiała "ludowo", ale trudno było mi skojarzyć z jakimś miejscem na
świecie, raczej nie był to daleki wschód. Rysunki i napisy na koszulkach
kojarzyły się jednoznacznie z Brazylią.
Podobało mi się to. Chciałbym umieć się tak ruszać. A i muzyka znacznie bardziej
mi się podobała niż to co serwują np. do aerobiku czy chociażby na lodowisku.
Potem przyszła żona z Krysią i dziecku też się spodobało. Gdy pokaz się skończył
(albo zrobili przerwę) spytałem się jednej z tańczących dziewczyn co to było.
Dowiedziałem się, że to Capoeira — brazylijska sztuka
walki
. Dziewczna opisała mi w skrócie historię tej sztuki walki i zaprosiła
na treningi na Konarskiego. Wiek nie ma znaczenia, nawet tacy około 40-tki
trenują
. Fajnie — już widać, że się starzeję. Do 40-tki mi jeszcze
wiele brakuje, ale uważam że chyba jestem za stary do tego. Poza tym za leniwy i
za mało systematyczny. Ale trochę ruchu by mi się przydało i taka Capoeira to
jest chyba coś co mógłbym ćwiczyć.
Od tych capoeiristas dostałem też ulotkę z adresem ich strony WWW. Po powrocie do domu
zajrzałem tam i dowiedziałem się dużo więcej o Capoeira. O jej
historii, na czym to polega. Dowiedziałem też się, że wspomniany wczyśniej
instrument nazywa się Berimbau
, a umiejętność grania na nim oraz
śpiewania odpowiednich piosenek, jest nie mniej ważna niż trening fizyczny. To
to już raczej nie dla mnie. Chociaż...
Oczywiście nie mogłem powstrzymać się od sprawdzenia tej strony walidatorem.
Oczywiście się nie waliduje, ale nie jest tak tragicznie. Tragiczna jest
natomiast nowa strona Centrum Komputerowego
Politechniki Śląskiej. Zajrzałem tam dzisiaj, bo wysiadło nam łącze w świat,
które mamy właśnie od CK. Wygląda nawet nieźle, ale nie ma tam zupełnie (albo
nie umiałem znaleźć) informacji dla komercyjnych klientów CK. Nawet do końca nie
wiadomo pod jaki numer dzwonić w przypadku awarii. Poze tym chodzi to teraz na
jakimś ASP.NET i kod strony jest paskudny jak żadko. Na pewno nie jest to HTML,
tym bardziej nie XML, ale fragmenty XML w tym siedzą. I to ma być, według
Microsoftu, przyszłość WWW? Aż strach się bać...
16 czerwca 2004
22:13:21
|
kategorie:
cjc,
jabber,
jjigw,
pyxmpp,
transport gg,
Napisali o mojej twórczości w Jabber Journal, ale moja
wrodzona skromność nie pozwala mi się tym chwalić. Więc się nie pochwalę
:-P
Aby moja sława nie zanikła postanowiłem też zadbać o regularne donosy do
CIA. Niestety na JabberStudio nie mam dostępu
do /CVSROOT/ i nie mogę bezpośrednio instalować commit-skryptów.
Mam jednak możliwość skierowania informacji od commita na dowolny JID lub adres
e-mail i z tej właśnie możliwości skorzystałem. Musiałem tylko napisać skrypt
do konwersji wiadomości z JS na XML zrozumiały dla CIA - niecała godzinka
roboty. Od dziś więc notowane będą moje commity nie tylko do
PLD,
ale także do:
PyXMPP,
CJC,
JJIGW
i
Transportu GG.
15 czerwca 2004
22:47:47
|
kategorie:
film,
Objrzeliśmy Hakera
. Mimo technicznych głupot (słynne Emacsem przez sendmaila
) i nadużywania słowa "haker" to IMHO bardzo dobry film — naprawdę śmieszna komedia.
14 czerwca 2004
09:51:32
|
kategorie:
pierdoły,
seks,
Dawno żadnego testu nie było na Joggerze. To tym razem ja zacznę...
Jajcus is 33% gay
Loosen up my straight mate! These days women like a man with some softer edges to grab onto.
Hmmm... czuję się na trochę mniej %, ale nie jest źle.
Ktoś jeszcze odważy się spróbować?
13 czerwca 2004
22:15:14
|
kategorie:
wypoczynek,
Wczoraj wracając z wycieczki do Pławniowic przy płytostradzie
zauważyłem tablicę informującą, że w Brzezince jest ferma strusi. Strusie w
Gliwicach — uznałem, że to trzeba zobaczyć.
Dzisiaj więc wyciągnąłem z garażu naszego grata, żeby tam pojechać.
Właściwie to najpierw, z przyzwyczajenia, wyciągnąłem rowerek Krysi, ale
wsiadając się zorientowałem w pomyłce. W plecaku miałem już przygotowany zestaw
narzędzi, żeby móc coś zrobić jak rower się po drodze rozsypie. Do Brzezinki
dojechałem szybko, ale zdążyłem się przy tym nieźle zmęczyć — już chyba
ponad dwa lata nie jeździłem na rowerze. Przez Brzezinkę jechało się fajnie
— prawie cały czas w dół (strach mnie ogarniał na myśl o powrocie).
Dojechałem do końca Brzezinki i całych Gliwic za razem. Już było widać budowę
autostrady w Kleszczowie, a ja żadnego strusia jeszcze nie widziałem. Trudno,
trzeba wracać. Zatrzymałem się pod jakimś barem koło pętli autobusowej, żeby
kupić coś do picia. Rower postawiłem przed barem, przy dwóch innych tej samej
klasy
(tam na wsi przynajmniej nie był to taki wstyd na czymś takim
jeździć) i kupiłem kolę. Potem zaczepiłem facetów przed barem, pytając Czy to
na serio są jakieś strusie?
. Oni na to, że to nie tu, tylko w Taciszowie.
Powiedziałem, że na tablicy pisało, że w Brzezince. Zaczęli coś mówić, że jakiś
X miał i może jeszcze ma. Pytali się po co mi one, czy chcę kupić. Ja, że tylko
obejrzeć. Nie uzyskałem zrozumienia z ich strony — To przecież takie
małe konie. Pierzaste.
. Drogi do X mi nie chcieli wytłumaczyć — To
w głębi osiedla. Nawet jakbym Panu wytłumaczył, to by Pan nie trafił
.
Trudno, tak bardzo mi na tych strusiach nie zależy — wycieczka jest fajna.
Nie chciałem wracać tą samą drogą, więc postanowiłem wjechać w głąb
Brzezinki. A nóż, widelec te strusie znajdę. Wjechałem w jakąś Sopocką
.
Po przejechaniu kawałka zobaczyłem znak ślepa uliczka
. Pomyślałem: ślepa
dla samochodu nie musi być tak całkiem ślepa dla rowerzysty. I rzeczywiście
— ulica się skończyła, to zaczęła się jakaś polna ziemna droga, nawet
biegnąca we właściwym kierunku. Więc pojechałem nią. Po kilkuset metrach z drogi
ziemnej zrobiła się trawiasta. Potem po prostu świeżo skoszona łąka. Ładnie tam
nawet było — pola, łąki, na prawo zabudowania Brzezinki, na wprost fabryki
Specjalnej Strefy Ekonomicznej (ładne one teraz są i nie smrodzą. Nie to co
kiedyś na Śląsku straszyło). Popodziwiałem widoki, posłuchałem skowronków i
postanowiłem jechać dalej. A właściwie iść prowadząc rower — kiepsko się
po trawie jeździ, szczególnie na wąskich oponach.
Łąka się skończyła, ale drogi ani śladu. Po lewej centrum dystrybucyjne
Lidla, gdzieś dalej po prawej domy, a przede mną haszcze. Ale ktoś już tędy
szedł, bo część chaszczy wydeptane. Nawet możnaby stwierdzić, że ktoś jak ja się
tamtędy z rowerem przedzierał. Trawy położone w jednym kierunku, a więc ten ktoś
nie wracał — wniosek: tam jest jakieś przejście. No to lezę w te
haszcze.
Haszcze coraz większe, miejsca między ogródkami, a siatką Lidla coraz mniej,
a wydeptana ścieżka
znikła. Poza tym trzeba pamiętać, że na polskiej wsi
się szamb nie opróżnia, tylko zapewnia odpływ nadmiaru nieczystości do
najbliższej rzeki albo rowu. Kolor i zapach cieczy w rowie po lewej sugerował,
że mieszkańcy (wydawałoby się cywilizowani) domów po prawej kultywują tę
tradycję. Więc starałem się patrzeć pod nogi, żeby nie wpaść w cuchnącą
niespodziankę. W pewnym momencie haszcze były już wyższe od roweru (mógłbym go
tam łatwo zgubić), składały się głównie z pokrzyw, a miejscami też drzew i
krzaków. Zacząłem mieć wątpliwości, czy dalej da się wogóle przejść mimo, że
widziałem już ulicę przed sobą.
Udało się. Wydostałem się na jedną z wewnętrznych ulic Specjalnej Strefy
Ekonomicznej. Przy ulicy była ścieżka rowerowa (tam są wszędzie, pewnie
dlatego, że prawie nic poza tym tam nie ma). Stamtąd już bez problemu wróciłem
w nasze okolice. Dokładniej to do parku, gdzie już były moje dziewczyny. O dziwo
nie byłem nawet strasznie zmęczony, nawet mniej niż wtedy, gdy dojechałem do
Brzezinki. Pewnie odchoruję jutro.
11 czerwca 2004
13:18:12
|
kategorie:
jabber,
Wiele już było na Joggerze (moim nawet nie) o Jellonkach.
Niektórzy sądzą, że problem dotyczy jedynie GG. Niestety, jest
znacznie gorzej. W GG zaczepiani są właściwie tylko Polacy,
a Jabber ma charakter międzynarodowy. Na razie jellonki atakują
głównie konferencje (rozmowy grupowe).
Jest sobie np. taki pokój
jdev@conference.jabber.org
— jest to miejsce spotkań developerów Jabberowych różnej
maści — autorów klientów, serwerów, usług — oraz
innych Jabberowców. W każdym razie rozmawia się tam głównie
o Jabberze i w języku angielskim. Ale dla przeciętnego (??, mam
nadzieję, że jednak nie) użytkownika WP Kontakt liczy się to, że
jest tam zawsze sporo osób, więc można pogadać. Oto przykłady
takich inteligentnych rozmów z ostatnich paru godzin:
[10:56]<arek19gliwice> dfjklvf vg
[10:56]<arek19gliwice> b
[10:56]<arek19gliwice> 12.13 150
[10:57]<arek19gliwice> 259
[10:57]<arek19gliwice> ]250
[10:57]<RyDeN> arek19gliwice: don't be silly please...
[10:57]<arek19gliwice> co?
[10:57]<RyDeN> stupid...
[10:58]<arek19gliwice>
[11:00]<tomcio1> witajcie
[11:00]<arek19gliwice> czesc tomcio:)
[11:00]<arek19gliwice> b
[11:01]<arek19gliwice> a
[11:03]<arek19gliwice> y
[11:04]<arek19gliwice> a
[11:07]<arek19gliwice> n
[12:46]--- mackel has become available
[12:46]<mackel> cye
[12:47]--- mackel has left
[12:49]--- mackel has become available
[12:49]<mackel> cze
[12:49]<mackel> pogadamz
[12:49]<mackel> pogadamy
[12:49]<mackel> ??????????????????????????????????
Ten ostatni osobnik okazał się bardzo towarzyski i wykazał
działalność typowo jellonkową — zagadał do mnie na
priva
:
[12:50]<mackel> cye
[12:50]<mackel> cze
[12:50]<mackel> ile masz lat
[12:50]<mackel> ???????????????????????
[12:50]<jajcus> a co Ciebie to obchodzi?
[12:51]<mackel> tak sie pytam
Problem nie jest nowy. Parę miesięcy temu nawet pisałem w tej
sprawie na abuse@wp.pl. Obiecali coś zrobić,
ale jest jeszcze gorzej niż było. Pewnie skończy się banem dla
*@wp.jabber.pl na wszelkie poważniejsze
konferencje. Na razie normalni użytkownicy pokoju próbują
odsyłać tych idiotów w lepsze miejsce do rozmów:
[11:26:40] <Alejka> Hi:)
[11:26:51] <stpeter> hi
[11:26:54] --- lisica19457 has joined
[11:26:57] --- lordceta has joined
[11:26:57] <stpeter> ?? pl
[11:26:57] <ChatBot> [pl]: See http://www.jabberpl.org/ -- for chat, join wroclaw@conference.jabber.org
[11:27:04] <lordceta> tu?
[11:27:20] <lisica19457> o widze że nasi tu są
[11:27:21] <Alejka> what's going down?:)
[11:27:30] <Alejka> :D
[11:27:37] <lisica19457> nom
[11:27:40] <lordceta> nasi tu byli
[11:27:45] <lisica19457> hehehe
[11:27:50] <stpeter> Alejka: this is a geek room -- Polish chat is in the wroclaw room
[11:27:56] <lisica19457> trzeba narobić zamieszania
Jak widać nieskutecznie. Po dłuższym czasie takiej rozmowy
skończyło się to tak:
[11:32:27] <lisica19457> WYJEBALI MNIE
[11:32:29] <deval> ?? pl
[11:32:29] <ChatBot> [pl]: See http://www.jabberpl.org/ -- for chat, join wroclaw@conference.jabber.org
[11:32:45] <lisica19457> HEHEHEHE
[11:32:52] <lisica19457> ALE FAJNIE NAPISAŁEŚ
[11:32:59] --- lisica19457 has left: [Banned] you have been banned
[11:33:11] <stpeter> lisica19457 has been banned from the room
[11:33:15] <stpeter> anyone else?
Nie widziałem podobnych nadużyć w innych językach. Niedługo wstyd
będzie się tam przyznać, że też jest się z Polski.