Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Na dwóch kółkach

Wczoraj wracając z wycieczki do Pławniowic przy płytostradzie zauważyłem tablicę informującą, że w Brzezince jest ferma strusi. Strusie w Gliwicach — uznałem, że to trzeba zobaczyć.

Dzisiaj więc wyciągnąłem z garażu naszego grata, żeby tam pojechać. Właściwie to najpierw, z przyzwyczajenia, wyciągnąłem rowerek Krysi, ale wsiadając się zorientowałem w pomyłce. W plecaku miałem już przygotowany zestaw narzędzi, żeby móc coś zrobić jak rower się po drodze rozsypie. Do Brzezinki dojechałem szybko, ale zdążyłem się przy tym nieźle zmęczyć — już chyba ponad dwa lata nie jeździłem na rowerze. Przez Brzezinkę jechało się fajnie — prawie cały czas w dół (strach mnie ogarniał na myśl o powrocie).

Dojechałem do końca Brzezinki i całych Gliwic za razem. Już było widać budowę autostrady w Kleszczowie, a ja żadnego strusia jeszcze nie widziałem. Trudno, trzeba wracać. Zatrzymałem się pod jakimś barem koło pętli autobusowej, żeby kupić coś do picia. Rower postawiłem przed barem, przy dwóch innych tej samej klasy (tam na wsi przynajmniej nie był to taki wstyd na czymś takim jeździć) i kupiłem kolę. Potem zaczepiłem facetów przed barem, pytając Czy to na serio są jakieś strusie?. Oni na to, że to nie tu, tylko w Taciszowie. Powiedziałem, że na tablicy pisało, że w Brzezince. Zaczęli coś mówić, że jakiś X miał i może jeszcze ma. Pytali się po co mi one, czy chcę kupić. Ja, że tylko obejrzeć. Nie uzyskałem zrozumienia z ich strony — To przecież takie małe konie. Pierzaste.. Drogi do X mi nie chcieli wytłumaczyć — To w głębi osiedla. Nawet jakbym Panu wytłumaczył, to by Pan nie trafił. Trudno, tak bardzo mi na tych strusiach nie zależy — wycieczka jest fajna.

Nie chciałem wracać tą samą drogą, więc postanowiłem wjechać w głąb Brzezinki. A nóż, widelec te strusie znajdę. Wjechałem w jakąś Sopocką. Po przejechaniu kawałka zobaczyłem znak ślepa uliczka. Pomyślałem: ślepa dla samochodu nie musi być tak całkiem ślepa dla rowerzysty. I rzeczywiście — ulica się skończyła, to zaczęła się jakaś polna ziemna droga, nawet biegnąca we właściwym kierunku. Więc pojechałem nią. Po kilkuset metrach z drogi ziemnej zrobiła się trawiasta. Potem po prostu świeżo skoszona łąka. Ładnie tam nawet było — pola, łąki, na prawo zabudowania Brzezinki, na wprost fabryki Specjalnej Strefy Ekonomicznej (ładne one teraz są i nie smrodzą. Nie to co kiedyś na Śląsku straszyło). Popodziwiałem widoki, posłuchałem skowronków i postanowiłem jechać dalej. A właściwie iść prowadząc rower — kiepsko się po trawie jeździ, szczególnie na wąskich oponach.

Łąka się skończyła, ale drogi ani śladu. Po lewej centrum dystrybucyjne Lidla, gdzieś dalej po prawej domy, a przede mną haszcze. Ale ktoś już tędy szedł, bo część chaszczy wydeptane. Nawet możnaby stwierdzić, że ktoś jak ja się tamtędy z rowerem przedzierał. Trawy położone w jednym kierunku, a więc ten ktoś nie wracał — wniosek: tam jest jakieś przejście. No to lezę w te haszcze.

Haszcze coraz większe, miejsca między ogródkami, a siatką Lidla coraz mniej, a wydeptana ścieżka znikła. Poza tym trzeba pamiętać, że na polskiej wsi się szamb nie opróżnia, tylko zapewnia odpływ nadmiaru nieczystości do najbliższej rzeki albo rowu. Kolor i zapach cieczy w rowie po lewej sugerował, że mieszkańcy (wydawałoby się cywilizowani) domów po prawej kultywują tę tradycję. Więc starałem się patrzeć pod nogi, żeby nie wpaść w cuchnącą niespodziankę. W pewnym momencie haszcze były już wyższe od roweru (mógłbym go tam łatwo zgubić), składały się głównie z pokrzyw, a miejscami też drzew i krzaków. Zacząłem mieć wątpliwości, czy dalej da się wogóle przejść mimo, że widziałem już ulicę przed sobą.

Udało się. Wydostałem się na jedną z wewnętrznych ulic Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Przy ulicy była ścieżka rowerowa (tam są wszędzie, pewnie dlatego, że prawie nic poza tym tam nie ma). Stamtąd już bez problemu wróciłem w nasze okolice. Dokładniej to do parku, gdzie już były moje dziewczyny. O dziwo nie byłem nawet strasznie zmęczony, nawet mniej niż wtedy, gdy dojechałem do Brzezinki. Pewnie odchoruję jutro.


Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


Jesteście obserwowani...